Dostawy jabłek do Eskimosa mają zdjąć z rynku nadwyżkę i zapobiec dalszemu obniżaniu się cen jabłek przemysłowych. Jednak firma Eskimos zobowiązuje punkty skupu do dzielenia dostaw na każdy z 3 kolejnych miesięcy. Otóż, w październiku ilościowy odbiór towaru zakłada tylko 10% zadeklarowanej masy, potem 45% w listopadzie i reszta w grudniu.

Oznacza to, że każdy producent chętny do sprzedania jabłek przemysłowych do Eskimosa w gwarantowanej cenie (październik 0,25 zł/kg, listopad 0,26 zł/kg, grudzień 0,28 zł/kg), będzie musiał chociaż część owoców przechować u siebie w gospodarstwie przynajmniej do 01.12.2018.

Szansa, że owoce te poleżą bądź powiszą na drzewach do grudniowych terminów jest minimalna. Zgniją nim zostaną zebrane. Wynika z tego, że należy je zebrać i przechować w swoim magazynie do terminu zakontraktowanej dostawy. Przejrzałe, uszkodzone i zbierane z ziemi owoce mają tendencję do szybkiego gnicia, proces ten można spowolnić przez ich schłodzenie, ale raczej już wszystkie chłodnie są pełne, więc możliwości przechowalnicze są minimalne . Pogoda ma wprawdzie przynieść niższe temperatury, lecz nie wiadomo czy będą na tyle niskie, by spowolnić proces gnicia przemysłu w skrzyniach.

Można przypuszczać, że spora część sadowników skorzysta z górnych wartości limitu (20 t/ha, 200 ton na gospodarstwo) i nie będzie w stanie zrealizować dostaw, bo owoce zaczną gnić. Problemem może też być dostęp do siły roboczej. Zbiory się powoli kończą, Ukraińcy zaczną wyjeżdżać. Nie będzie miał kto zbierać jabłek. Ciężko będzie ich tu zatrzymać, nie oferując żadnej pracy w oczekiwaniu na termin zbierania przemysłu. Raczej już niewielu sadowników ma puste skrzynie, w które Ukraińcy mogli by zebrać przemysł zaraz po zbiorach.

Niestety, wydaje się, że nie będzie łatwo skorzystać z rządowego wsparcia. Może dlatego cena na skupach zamiast rosnąć, ciągle spada…

Ostatnie ogłoszenia