Nadzieje były duże, ceny – coraz niższe...
Jabłka staniały i nie da się ukryć, że trudniej je sprzedać niż jeszcze miesiąc czy dwa temu. Nie chcę tu mówić o Gali czy Goldenie, a więc odmianach eksportowych, cierpiących ze względu na sytuację międzynarodową. Tanieją odmiany marketowe i to raczej na sortowaniach niż w samych marketach.
Większość cen zakupu standardowych odmian (Szampion, Ligol, Jonagoldy) zamyka się w przedziale 1,2–1,5 zł/kg, przy czym przeważają dolne rejony tego zakresu. Są to wartości niższe niż ceny z przełomu roku. Jednocześnie ceny zakupu przez sieci nie spadły aż tak bardzo, raczej się utrzymują lub nieznacznie rosną.
Gdy zerkamy na dane ze Zintegrowanego Systemu Rolniczej Informacji Rynkowej, widać wyraźnie, że ceny zakupu przez sieci nie mają tendencji spadkowej, natomiast ceny zakupu przez sortownie już tak. Nie jest to oczywiście idealny system mierzenia cen, ma swoje wady i wprowadza wręcz absurdalne uogólnienia, ale pewien uproszczony obraz rynku można z niego wyciągnąć.
Mamy wyraźną nadpodaż owoców po stronie sadowników i pośrednicy mają okazję do obniżania cen zakupu, z czego chętnie korzystają. Jednocześnie na dłuższym wykresie czasu widać, że wcześniej to pośrednicy byli pod presją cenową marketów i sadowników, więc nie jest to jednostronny obraz „złych sortowni” i „wykorzystanych sadowników”.
Według mnie obecna sytuacja tylko kolejny raz potwierdza, że relatywnie najlepiej radzą sobie sadownicy bezpośrednio współpracujący z sieciami. W dłuższym okresie widać, że są oni w stanie osiągać lepsze marże.
Pojawia się więc pytanie o dalszy rozwój sytuacji na rynku jabłek deserowych. Sądzę, że nie ma dużych szans na istotne podwyżki cen w sortowniach. Nie chodzi tu o presję marketów, bo marże sortowni są obecnie lepsze, lecz o dużą podaż i błyskawicznie upływający czas. Mamy początek kwietnia, zostało jeszcze jakieś dwa miesiące dobrego handlu jabłkami, potem popyt spadnie, bo pojawią się inne, świeże owoce.
Tymczasem zapasy są dość duże i niekoniecznie są to owoce najbardziej pożądane przez rynek. Zmniejszyły się też zakupy ze strony zachodnich przetwórni, które niewiele, bo niewiele, ale jednak coś kupowały na obieranie. Teraz oddziaływanie tego impulsu również spadło. Jeśli jeszcze dwa miesiące temu za obierkę płacono około 90 groszy, to ostatnio było to już 80 groszy, a pojawiały się też niższe stawki.
Jeśli nie dojdzie do radykalnego „sypania” jabłek na przemysł z komór, relacja podaży do popytu ze strony sortowni się nie zmieni i nie będzie istotnych podwyżek do końca sezonu.
W tym całym nieszczęściu jest jednak pewien pozytyw: kolejny raz dostajemy kuksańca za spekulacyjne przechowywanie i może choć część producentów wreszcie odpuści sobie tego rodzaju model myślenia. Choć sceptycy, zwący siebie realistami, powiedzą zapewne, że nic z tego nie będzie i polski sadownik dalej będzie zamykał wszystko w komorach i trzymał do wiosny, nawet jeśli nie ma pomysłu, komu to później sprzedać.
Bardzo podoba mi się model współpracy, który obserwuję w jednej firmie. Gwarantuje ona zbyt swoim dostawcom, ale jednocześnie wymaga rozłożenia dostaw w czasie przez cały sezon. W zamian co miesiąc podnosi cenę o 5–15 groszy. Są to wartości pokrywające koszty przechowywania, nie zachęcają do spekulacji, ale pozwalają rozłożyć presję podażową w czasie. Oczywiście żadnych formalnych kontraktów na to nie ma, to po prostu układ niezależnych partnerów handlowych.
Tak właśnie powinno wyglądać przechowalnictwo, którego celem powinno być rozłożenie podaży na cały sezon, a nie spekulacja.
Niestety fotowoltaika w modelu net-meteringu powoduje, że koszty przechowywania są zbyt niskie, przez co nasza branża zbyt powszechnie decyduje się na taki model działania.
Druga sprawa to przewidywania rozwoju sytuacji, snute u nas od jesieni. Wprowadzały one fałszywą narrację o jakichś wielkich wysyłkach zagranicznych. Choć bardzo wielu fachowych ludzi kiwało na to z politowaniem głowami, komentarze w sieci były hurraoptymistyczne.
Może powinniśmy poświęcać znacznie więcej uwagi i środków analizom rynkowym, zamiast dyskusjom o wyższości C-360 nad nowoczesnymi traktorami (bądź odwrotnie, w zależności od przynależności do poszczególnych „kościołów”)?
Osobiście byłbym skłonny zapłacić nawet te 100 zł miesięcznie za rzetelnie przygotowany raport rynkowy, zamiast czytać darmowe treści oparte na szczątkowych danych, ale za to z bardzo ogólnymi wnioskami.
Nie przegap najnowszych wiadomości
Sadownicy polują
- Uszkodził kilkanaście ambon myśliwskich. Usłyszał zarzuty
Siedem zarzutów dotyczących uszkodzenia mienia i narażenia osoby na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty...
- Sadownicy polują: Polscy myśliwi padają ofiarą agresji?
Taka teza pojawia się w artykule pt. „O agresji wobec myśliwych” autorstwa prof. dr hab. Dariusza...
- Sadownicy polują: Czy godzi się zabijać zwierzęta dla trofeów?
Stosunek większości Polaków do zabijania dzikich zwierząt przez myśliwych jest taki, że działanie to...
Najnowsze artykuły
- AVALON – trzy precyzyjne programy nawożenia dolistnego stworzone dla nowoczesnego sadownictwa i plantacji jagodowych
- Zimny tydzień przed nami. Przymrozki, silny wiatr i deszcz ze śniegiem
- #4 Komunikat sadowniczy – różowy pąk, Zbigniew Marek, 20.04.2026
- Porzeczka kwitnie – kluczowe zabiegi na plantacji
- Wysokie zagrożenie parchem jabłoni
- Nawet -9°C przy gruncie. Przymrozki obejmą większość kraju
- Zagrożenie przymrozkami na bazie mokrego termometru KOMUNIKAT Farm Smart Alert: 20.04.2026


Komentarze
Idzie bardzo dobrze po po sporcie 1 zł
Odlicza ja koszty zbioru i przechowywania, ususzke to lepiej było sypnac na jesieni
Panika sama się zrobi bo nie ma komu podać jabłek a komory pełne
Bo 100 tys Ląduje w kozietulach
Więc co to za pociecha???
Po co wycinać się, przechowywać żeby wiosna wyspać??
No i jak to ma się do kilkuset tysięcy ton w chłodniach???
A to Export idzie bardzo dobrze. A gadanie że dupa ma na celu robienie paniki aby nie było ceny.. Niby 40 tys ton Exportu a WAPA podaje że jabłek ubywa 210 tys ton miesięcznie..
Co niby ma zmienić 10 czy 20 tys ton więcej???