Bolesna prawda o nas samych

Nie tak dawno nasza branża doświadczyła medialnego ataku pewnego prowokatora z powodu wykorzystywanie glifosatu do zwalczania chwastów. Jednak obok głównego nurtu dyskusji i próby merytorycznej obrony naszego środowiska, pojawiła się kwestia sposobów wykonywania zabiegów herbicydowych.

Powiedzcie mi Drodzy Sadownicy, jaki jest sens takiego pryskania jak na zdjęciu powyżej? Czemu ma służyć wyniszczenie każdej zielonej rośliny oprócz jabłoni? Jakie jest uzasadnienie ekonomiczne, technologiczne itp.? Myślicie, że to jednostkowy przykład? Ależ skąd! Mógłbym Wam przedstawić sporo takich zdjęć z mojej własnej okolicy. Pasy murawy, które można pokonać niewielkim krokiem a poza tym wyniszczenie wszystkiego zielonego.

Naprawdę rozumiem, że dawniej, gdy drzewa rosły na silnych podkładkach to pryskanie na 3 rozpylacze i wypalanie półtorametrowych pasów z każdej strony drzewa miało jakiś sens. Nie dało się pod nie podjechać kosiarką więc jakoś trzeba było tam chwasty zwalczyć. Ale dziś? Wszystkie karłowe, wąziutkie, szpalerowe nasadzenia i metr pasu herbicydowego od drzewa? Jaki to ma sens? Jaki sens ma wypalanie chwastów na poprzeczniakach, co często widzę w drodze do Błędowa? Czemu ktoś chce wyniszczyć wszystko co zielone w sadzie?

Inną kwestią tak szerokich pasów herbicydowych jest ich społeczny odbiór. Nasze sady są codziennie mijane przez setki i tysiące postronnych osób. Nie mają one najmniejszej wiedzy o technologii produkcji i często wysnuwają dziwne wnioski. Jak sądzicie jaki wniosek wyciągnie laik widząc taki sad, gdzie ponad 50% powierzchni jest strefą śmierci pozbawioną zieleni? Jaki obraz naszej branży budujemy w społecznej świadomości? Ataków na sadownictwo będzie coraz więcej, sądzę, że Pan Bustowski to dopiero początek. Musimy starać się o jak najkorzystniejszy odbiór naszego środowiska w społeczeństwie. Mam dość mieszane uczucia o ekologii (w sensie reżimu produkcyjnego a nie prawdziwej definicji tego słowa) ale istotnym jej plusem jest pozytywny odbiór u ludzi. Sady mają się kojarzyć z jabłuszkami dojrzewającymi wśród trawek i kwiatuszków, po których latają pszczółki i motylki a nad nimi przyjemnie szczebioczą ptaszki. Niezależnie od tego jak wygląda prawda, to produkcja jabłek ma się tak kojarzyć i kropka.

Znam te argumenty o tym, że wąskie pasy to podwójne przejazdy kosiarką. Osobiście jakoś nie mam z tym problemu i koszę na dwa razy. Za kilka tysięcy złotych można kupić używaną kosiarkę o szerokości koszenia około 2,2 metra. Przy rozstawie 3,5 metra mamy pasy po 65 cm z każdej strony drzewa. To naprawdę i tak ogromne i niepotrzebne pasy, ale da się skosić wówczas trawę za jednym przejazdem? Naprawdę ktoś nie rozumie, że wąskie pasy to silna murawa, mniejsze koleiny i mniejsze jej zniszczenia podczas mokrych zbiorów? Herbicydy zakwaszają glebę i degradują poziom próchnicy. Im są węższe tym lepiej dla sadu. Stosujemy je tylko dlatego, że inne metody kontroli chwastów są droższe lub trudniejsze.

Odbiór estetyczny naszych sadów i podwórek jest bardzo ważny. Odbiór społeczny naszej branży i produkcji jest superważny. Oczywiście najważniejsza jest ekonomika i racjonalność, ale nie jestem w stanie znaleźć ekonomicznego uzasadnienia takiego pryskania.

Powiązane artykuły