Mądry sadownik po przymrozku
Polecane

Mądry sadownik po przymrozku

Wiemy już doskonale, że tegoroczne zbiory jabłek będą niższe od średniej wieloletniej. Przymrozki zrobiły swoje – i choć może będziemy mieli więcej owoców niż w zeszłym roku (a może jednak nie?), to do poziomów normalnego owocowania w naszym kraju wciąż będzie daleko. W zasadzie czeka nas powtórka z poprzedniego sezonu, bo niższy plon znów będzie skutkiem przymrozków, wraz ze wszystkimi ich konsekwencjami dla owoców, które ostatecznie przetrwają na drzewach.

W minionym sezonie, nawet tam, gdzie zebrano całkiem sporo jabłek, wiele z nich było mocno uszkodzonych przez niskie temperatury. Nosiły liczne ślady uszkodzeń mrozowych – w postaci obrączek i ordzawień – a dodatkowo pojawiły się problemy z jakością wewnętrzną, na co z kolei wpływ miały upały. Wszystko to przełożyło się na liczne trudności z przechowywaniem owoców: szybki spadek jędrności i zwiększoną podatność na gnicie.

Już od września 2024 roku dochodziły liczne sygnały o masowym gniciu zrywanej Gali, która często nie wytrzymywała nawet kilku dni czekania na skup przemysłowy – błyskawicznie pojawiały się na niej plamy gorzkiej zgnilizny. Potem przyszły wieści o utracie jędrności w grupie Jonagolda oraz mikropęknięciach skórki na Szampionie. Mamy więc świeży przykład i dowód na to, jak zachowują się owoce po przymrozkach.

Ale wiemy też, jak po przymrozkach zachowuje się rynek. Analizując przebieg handlu i kształtowanie się cen w ubiegłym sezonie, można wysnuć wiele wniosków na nadchodzący rok. Wielu sadowników, którzy jesienią 2024 roku zdecydowali się przechować słaby jakościowo towar, boleśnie przekonało się, że była to decyzja ekonomicznie nieopłacalna. Cena jabłek przemysłowych nie wzrosła – wbrew przewidywaniom licznych "ekspertów" – a koszty przechowywania trzeba było ponieść.

Pamiętam te emocje, te pogłoski o rosnących stawkach – że tu już płacą 1,05 zł/kg, a tam nawet 1,07 zł/kg. Wydawało się, że wystarczy trzymać jabłka i patrzeć, jak ich wartość w skrzyni rośnie. Pamiętacie Państwo? Ja pamiętam. Pytanie, jak zachowamy się w tym roku – i czy znów ulegniemy bezzasadnej spekulacji. Choć to raczej pytanie retoryczne.

Chciałbym zwrócić Państwa uwagę na to, by nie przywiązywać zbyt dużej wagi do obecnych cen na rynku. Dzisiejsze 3 zł/kg nie powinny stać się pretekstem do masowej spekulacji jabłkami w przyszłym sezonie – tak jak kiedyś 4 zł/kg w czasie pandemii COVID-19 było argumentem: „skoro wtedy dawali 4 zł, to teraz dadzą chociaż 3”.

Warto zauważyć, że choć dziś jabłka mogą być bardzo drogie, przez większą część sezonu ich cena nie była oszałamiająca – wręcz przeciwnie. Te 3 zł/kg to cena, za którą sprzedany zostanie tylko margines naszych zapasów, więc wpływ na średnią sezonową będzie znikomy.

Za to warto zwrócić uwagę na inny, bardzo istotny aspekt ubiegłego sezonu: trudności z zakupem towaru przez przetwórnie stworzyły nowe możliwości współpracy między sadownikami a przemysłem. Okazało się, że sadownik może samodzielnie dostarczyć jabłka na musy czy obierkę – i dzięki temu zatrzymać marżę pośrednika. Zachęcam do kontynuowania tego trendu.

Świeże jabłka – nawet z obrączkami po mrozie – nie muszą od razu trafiać do koncentratu. Istnieje wiele innych form przetwórstwa, które pozwalają uzyskać wyższe ceny. Nie trzeba od razu deklarować obieralni 1000 ton jabłek – bez problemu da się sprzedać im jedno auto, czyli 20 ton. Kupią i zapłacą.

Kolejny rok z rzędu wielu sadowników będzie miało owoce o niższej jakości – efekty przymrozków są nieubłagane. Warto więc wyciągać wnioski z poprzednich lat i – korzystając z tego, że do zbiorów pozostało jeszcze trochę czasu – spróbować nawiązać relacje z potencjalnymi odbiorcami. Poznać ich wymagania, oczekiwania, wolumeny, terminy skupu. I przede wszystkim, prowadzić dalszą ochronę i nawożenie – czyli inwestycje – z myślą o przyszłej współpracy z nimi.

Nie przegap najnowszych wiadomości

icon googleObserwuj nas w Google News

Powiązane artykuły