Mała muszka, duże problemy
Już gruchnęła szeroko wieść, że w kilku miejscach w Polsce pojawiła się muszka plamoskrzydła i zaczęła składać jaja w owocach miękkich. Mamy doniesienia zarówno z plantacji malin, jak i borówek.
Szkodnik nie jest nowy, jest dość dobrze znany w kraju, choć preferuje cieplejsze lokalizacje niż chłodna Polska. Od czasu do czasu pojawia się tu i tam, jednak do problemów, jakie sprawia plantatorom z południa Europy, jeszcze nam daleko. Mimo to fakt zauważenia dorosłych osobników i larw w owocach wywołał lekki popłoch na rynku.
Cykl rozwojowy owada sprawia, że jaja składane są tuż przed zbiorem owoców, przez co porażone jagody mogą trafić do handlu. Właśnie tego, zakupu takich owoców, rynek boi się najbardziej, ponieważ wpływa to destabilizująco na handel. Nikt nie chce, aby w punetce z borówkami czy malinami poruszały się larwy owadów. Bardzo możliwe jednak, że część takich owoców już trafiła na rynek.
Sygnały o obecności pierwszych jaj owadów w malinach czy borówkach, a także o odłowieniu dorosłych do pułapek, sprawiły, że firmy handlowe, które próbowały spekulować na przechowalnictwie owoców miękkich, postanowiły rzucić na rynek zgromadzone zapasy. Po prostu nikt nie chce zostać z owocami, z których wychodzą białe robaczki.
Nagle markety otrzymały bardzo korzystne cenowo oferty zakupu owoców, ku złości pozostałych dostawców. W roku ubiegłym mieliśmy podobną sytuację na rynku borówek, kiedy pośrednicy zasypali sklepy tanimi dostawami. Skończyło się to dla sieci handlowych dużymi stratami, gdy po kilku dniach okazało się, że kupiono owoce bardzo niskiej jakości. Tamta lekcja sporo kosztowała, więc pozostaje mieć nadzieję, że tym razem zamieszanie spowodowane „bardzo atrakcyjnymi” ofertami będzie krótkotrwałe i nikt nie powtórzy błędów z poprzedniego roku.
Ryzyko, że w przechowywanych owocach znajduje się Drosophila suzukii, jest obecnie duże, ponieważ przebieg pogody w ostatnim miesiącu sprzyjał rozwojowi tego szkodnika. Lubi on umiarkowaną temperaturę (20–25°C) oraz dużą wilgotność. Ostatnio mieliśmy lato z umiarkowanymi temperaturami i regularnymi opadami.
Im bardziej profesjonalna plantacja i lepsze rozpoznanie zagrożenia, tym większa szansa, że owoce będą wolne od tego owada. Niestety, od kilku sezonów borówki są uprawiane tak powszechnie jak jabłka, a zajmuje się nimi coraz więcej osób o coraz mniejszej wiedzy. Brak jest powszechnego monitoringu owadów, a nawet świadomości zagrożenia wynikającego z korzystnych warunków pogodowych dla szkodnika.
Owoce z najmniej profesjonalnych plantacji trafiają głównie do pośredników i spekulantów, więc szansa, że na rynku znajdą się borówki z muszką plamoskrzydłą, jest spora. W Polsce widać jak na dłoni, że mamy zbyt wielu producentów, w większości bez zdolności handlowych, a wykształcony system pośrednictwa nie stabilizuje rynku ani nie eliminuje najsłabszych dostawców. Pośrednicy gonią za marżą, więc nieważne, od kogo i co kupują, byle było tanio.
Nie przegap najnowszych wiadomości
Sadownicy polują
-
Uszkodził kilkanaście ambon myśliwskich. Usłyszał zarzuty
Siedem zarzutów dotyczących uszkodzenia mienia i narażenia osoby na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty...
-
Sadownicy polują: Polscy myśliwi padają ofiarą agresji?
Taka teza pojawia się w artykule pt. „O agresji wobec myśliwych” autorstwa prof. dr hab. Dariusza...
-
Sadownicy polują: Czy godzi się zabijać zwierzęta dla trofeów?
Stosunek większości Polaków do zabijania dzikich zwierząt przez myśliwych jest taki, że działanie to...
Najnowsze artykuły
- Przed upałami: Jak chłodzić rośliny i stymulować fotosyntezę?
- Jędrne jabłka bez chorób przechowalniczych
- Afera z nawozami. Magazynierzy sprzedawali „na lewo”, strata ponad pół miliona złotych
- Polskie czy importowane? Oznaczenia czereśni pod kontrolą
- 35°C na termometrach. Koniec czerwca przyniesie skrajne temperatury
- Nielegalne przepakowywanie importowanych owoców? Sadownicy żądają działań służb
- Ceny malin nie do przyjęcia. Plantatorzy grożą protestami

