Sadownicy sami sobie zaszkodzili? Mocne słowa sadownika o rynku owoców
Tegoroczny sezon owocowy pokazuje, jak wiele czynników może wpłynąć na sytuację producentów. Wraz z rozpoczęciem zbiorów kolejnych gatunków sadownicy i plantatorzy mierzą się z trudnym rynkiem, problemami ze sprzedażą oraz presją cenową. Zdaniem sadownika Jacka Pruszkowskiego obecny kryzys jest wynikiem wielu przyczyn – zarówno tych niezależnych od producentów, jak i błędów popełnianych przez samą branżę.
– Zastanawiamy się, dlaczego sytuacja na rynku jest tak trudna. Rozpoczynamy zbiory kolejnych gatunków owoców i okazuje się, że co gatunek, to jest źle. Nieliczne tylko się bronią – mówi Jacek Pruszkowski.
Jak zauważa, szczególnie trudna sytuacja dotyczy owoców miękkich, które ze względu na swoją delikatność są najbardziej wymagające pod względem transportu i przechowywania.
– Dotyczy to szczególnie tych owoców, które są najbardziej wrażliwe na transport. Wszystko, co można dowieźć i dostarczyć dalej, również trafia na trudny rynek, chociaż oczywiście poszczególne gatunki różnią się między sobą – podkreśla.
Wojna, transport i światowe problemy uderzają w handel
Według Jacka Pruszkowskiego obecna sytuacja jest efektem wielu nakładających się czynników. Jednym z nich są problemy geopolityczne i zakłócenia w światowym handlu.
– Myślę, że złożyło się tutaj kilka przyczyn. Jesteśmy ofiarami tych przyczyn, ale też sami jesteśmy trochę ich sprawcami – ocenia.
Sadownik wskazuje między innymi na skutki wojny w Ukrainie oraz problemy z transportem.
– Wojna, perturbacje i ciągle utrudniony transport w tamtą stronę powodują, że wpływa to również na dalsze kierunki handlu – Azję czy Afrykę Północną. Te niepokoje robią swoje, także w transporcie morskim, który momentami również jest utrudniony – mówi.
„Mówiliśmy, że owoców nie będzie”
Jednocześnie Jacek Pruszkowski zwraca uwagę, że część problemów mogła zostać pogłębiona przez sposób, w jaki branża komunikowała sytuację po wiosennych przymrozkach.
– Na wiosnę trąbiliśmy na prawo i lewo, że wszystko zmarzło. I trochę zrobiliśmy roboty złej – przyznaje.
Jako przykład pokazuje własny sad.
– Nieprzypadkowo stanąłem tutaj przy tym drzewku. Teoretycznie Jonagolda miało nie być i faktycznie tak się wydawało. Ale spójrzmy u góry – jabłek jest pełno. Na dole nie ma nic. To pokazuje sytuację, jaka jest w wielu gospodarstwach. Część sadów jest pustych, ale część będzie miała normalny plon – tłumaczy.
Zdaniem sadownika zbyt szybkie i jednoznaczne komunikaty o braku owoców mogły wpłynąć na odbiór sytuacji przez rynek.
– To jest pewna nauczka na przyszłość. Dla dziennikarzy, którzy kreują obraz medialny, dla polityków, którzy również to robią, ale też dla nas samych. Powinniśmy podchodzić realnie do faktów, a nie emocjonalnie – podkreśla.
Sadownicy też muszą wyciągnąć wnioski
Jacek Pruszkowski zaznacza jednak, że nie można całej odpowiedzialności przerzucać na czynniki zewnętrzne. Jego zdaniem część problemów wynika również z decyzji podejmowanych przez samych producentów.
– Duża wina również leży po naszej stronie. Sadzenie bez zastanowienia, bez przeanalizowania, czy będzie możliwość sprzedaży masowej ilości owoców, w przyszłości będzie się na nas odbijać – mówi.
Według niego branża powinna dokładniej analizować rynek przed zakładaniem nowych plantacji i sadów.
– Nie możemy produkować w oderwaniu od tego, co później stanie się z tym towarem. Samo zwiększanie powierzchni nasadzeń nie gwarantuje sukcesu – zaznacza.
Krytyka systemu wsparcia i kierunków nasadzeń
Sadownik zwraca również uwagę na rolę instytucji publicznych, które poprzez programy pomocowe mogą wpływać na decyzje producentów.
– Tutaj jest też kamyczek do ministerstwa rolnictwa i agencji, które w niektórych działaniach dawały dodatkowe punkty za określone nasadzenia. Później okazuje się, że te kierunki nie zawsze są przydatne dla rynku – mówi.
Jako przykład wskazuje sytuację na rynku borówki.
– W tym roku widzimy, że sam wzrost produkcji nie wystarczy. Trzeba jeszcze mieć odbiorców i możliwości sprzedaży – dodaje.
„Mamy to, co mamy”
Zdaniem Jacka Pruszkowskiego obecna sytuacja jest efektem wielu przyczyn, które nałożyły się na siebie: problemów międzynarodowych, zakłóceń logistycznych, błędnych ocen oraz decyzji produkcyjnych.
– Ilość przyczyn się złożyła i mamy to, co mamy. Można się z moim zdaniem nie zgadzać, można uważać inaczej. Każdy ma prawo do własnej opinii. Jeżeli ktoś uważa, że przyczyny są inne, szanuję to. Moje zdanie jest takie, jakie jest – podsumowuje Jacek Pruszkowski.
Według sadownika najważniejszą lekcją na przyszłość powinna być większa rozwaga – zarówno w komunikowaniu problemów branży, jak i w podejmowaniu decyzji dotyczących produkcji.
Nie przegap najnowszych wiadomości
{source}[[a href="/sadownicy-poluja"]]Sadownicy polują[[/a]]{/source}
-
Uszkodził kilkanaście ambon myśliwskich. Usłyszał zarzuty
Siedem zarzutów dotyczących uszkodzenia mienia i narażenia osoby na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty...
-
Sadownicy polują: Polscy myśliwi padają ofiarą agresji?
Taka teza pojawia się w artykule pt. „O agresji wobec myśliwych” autorstwa prof. dr hab. Dariusza...
-
Sadownicy polują: Czy godzi się zabijać zwierzęta dla trofeów?
Stosunek większości Polaków do zabijania dzikich zwierząt przez myśliwych jest taki, że działanie to...
Najnowsze artykuły
- Sadownicy sami sobie zaszkodzili? Mocne słowa sadownika o rynku owoców
- Upał, burze z gradem i gwałtowne ochłodzenie
- Nowe podejście do wapnia w uprawach jagodowych. Większa jakość owoców bez nadmiaru azotu
- Nawóz to nie tylko cena. Na co naprawdę zwrócić uwagę przy zakupie?
- WAPA prognozuje znacznie mniejsze zbiory jabłek w UE
- Biedronka rozpoczyna sezon na polskie śliwki. Sieć podkreśla współpracę z krajowymi sadownikami
- Emerytury proporcjonalne dla rolników wracają na agendę

