Markety wykorzystują samozbiory do zaniżania cen
Polecane

Markety wykorzystują samozbiory do zaniżania cen

W ostatnich tygodniach w Polsce obserwuje się bezprecedensową falę emocji i społecznego zaangażowania wokół tzw. samozbiorów – inicjatyw organizowanych przez rolników w reakcji na dramatycznie niskie ceny skupu. Akcje te, które początkowo miały charakter lokalny, szybko przerodziły się w ogólnokrajowy ruch solidarnościowy między producentami a konsumentami. Jednak, jak ostrzegają organizacje rolnicze, popularność samozbiorów zaczyna być wykorzystywana przez sieci handlowe do dalszego zaniżania cen skupu.

Najtrudniejsza sytuacja dotknęła producentów warzyw, zwłaszcza papryki z województwa świętokrzyskiego. Jak informują lokalne związki rolnicze, obecne stawki skupu wynoszą zaledwie 40 groszy za kilogram, podczas gdy koszt produkcji szacowany jest na około 3,20 zł. Wielu gospodarzy zdecydowało się więc na sprzedaż bezpośrednią lub samozbiory, oferując swoje plony za symboliczną złotówkę.

Mimo to, konsumenci nie zauważają różnicy w cenach detalicznych – w sklepach warzywa i owoce kosztują tyle samo co wcześniej. Różnica między złotówką na polu a kilkoma złotymi na półce sklepowej pozostaje nieprzejrzysta, co budzi wątpliwości co do sposobu kształtowania marż przez sieci handlowe.

Zgodnie z relacjami producentów, przedstawiciele sieci handlowych zaczęli powoływać się na samozbiory w negocjacjach cenowych. Handlowcy argumentują, że skoro rolnicy sprzedają paprykę, jabłka czy pomidory bezpośrednio konsumentom po złotówce za kilogram, to nie ma uzasadnienia dla wyższych cen w skupie.

Związek Sadowników RP alarmuje, że problem dotyczy również branży sadowniczej. Według danych organizacji, większość sieci handlowych, w tym również z polskim kapitałem, próbuje wymuszać na dostawcach sprzedaż jabłek po stawkach nieprzekraczających 1 zł za kilogram. Tymczasem w sklepach te same owoce oferowane są klientom w cenie od 5 do 6 zł.

Co więcej, niektóre sieci wprowadzają tzw. system aukcyjny, w ramach którego dostawcy rywalizują o kontrakty, oferując coraz niższe ceny. W praktyce oznacza to, że współpracę z siecią uzyskuje ten, kto najbardziej obniży cenę, co prowadzi do destabilizacji rynku i drastycznego spadku opłacalności produkcji.

Publiczną dyskusję zaogniło nagranie sadownika Andrzeja Urbanka, który porównał jabłka ze swojego gospodarstwa z tymi sprzedawanymi w sieci Biedronka w cenie 5,99 zł za kilogram. Urbanek wskazał, że owoce dostępne w sklepach przypominają tzw. jabłka przemysłowe, za które producenci otrzymują w skupie około 70 groszy.

W odpowiedzi biuro prasowe sieci Biedronka wydało oświadczenie, w którym zapewniło, że „sieć nie sprzedaje jabłek przemysłowych”, a oferowanie owoców o mniejszym kalibrze lub mniej intensywnym wybarwieniu stanowi formę wsparcia dla lokalnych producentów. Sieć poinformowała również o okresowych promocjach – w ostatnim tygodniu cena polskich jabłek czerwonych wynosiła 2,79 zł/kg. Nie ujawniono jednak szczegółów dotyczących stawek skupu ani struktury marż.

Minister rolnictwa Stefan Krajewski zapowiedział, że zwrócił się do prezesa Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów (UOKiK) oraz Krajowego Ośrodka Wsparcia Rolnictwa (KOWR) o przeanalizowanie sytuacji pod kątem ewentualnego nieformalnego ustalania cen przez sieci handlowe. Jak podkreślił, „ceny płacone producentom często nie mają żadnego związku z tym, co widzimy na sklepowych półkach”.

Związek Sadowników RP domaga się wprowadzenia przepisów, które zobowiążą sieci handlowe do informowania konsumentów o cenie zakupu produktów od rolników. Taki mechanizm miałby zwiększyć świadomość klientów i ograniczyć nadmierne marże detaliczne. Propozycja ta została już skierowana do rozpatrzenia przez Komisję Rolnictwa Parlamentu Europejskiego.

Nie przegap najnowszych wiadomości

icon googleObserwuj nas w Google News

Powiązane artykuły