Jędrność, jędrność, jędrność
Polecane

Jędrność, jędrność, jędrność

Mamy obecnie ciekawy moment na rynku jabłek. W obrocie wciąż znajdują się owoce z chłodni z normalną atmosferą, ale jednocześnie zaczynamy już otwierać chłodnie z atmosferą kontrolowaną (KA). Temat jakości owoców przechowywanych poruszam co roku, choć w tym zakresie niewiele się zmienia. Nadal obserwujemy tendencję do spekulacji i życzeniowego myślenia o przechowalnictwie.

Jędrność jest kluczowym czynnikiem oceny jakości owoców – nie jedynym, ale naprawdę bardzo ważnym. Tymczasem wciąż nie traktujemy jej wystarczająco poważnie, a jędrnościomierz nadal jest rzadkością w gospodarstwach. To duża szkoda, bo moglibyśmy w ten sposób uniknąć wielu poważnych błędów. Szansa na wzrost jędrności owoców przechowywanych nawet w najlepszych chłodniach jest znikoma. Mimo że ciągle powtarzamy, iż „chłodnia to nie szpital” i nie da się wyjąć lepszego jabłka, niż się do niej włożyło, nadal przechowujemy owoce niskiej jakości.

Część tego zjawiska wynika właśnie z braku jędrnościomierzy u sadowników oraz z niedostatku wiedzy o własnym towarze. Nie wiemy, jaka jest jędrność owoców w momencie zbioru ani jakie jest tempo jej spadku podczas przechowywania. Otwieramy chłodnie KA i okazuje się, że uzyskane wartości jędrności przysparzają nam problemów ze sprzedażą.

Drugim problemem jest otwieranie chłodni KA w sytuacji braku konkretnego odbiorcy. Najpierw otwieramy komory, a dopiero potem zaczynamy szukać nabywcy. Rynek jest taki, jaki jest – nie ma deficytu jabłek. Dzwonimy więc tu i tam, kombinujemy, a mijają kolejne dni. Jabłka nadal stoją w chłodni, a ich jędrność systematycznie spada.

Osobliwością tego sezonu jest ogromna liczba owoców dotkniętych, w mniejszym lub większym stopniu, przymrozkami. Niedawno usłyszałem od jednego z sadowników, że w Polsce można już przyjąć za pewnik, iż jeśli były przymrozki, pojawiły się lizaki i ordzawienia, to i tak większość zapakuje taki towar do KA, licząc na wzrost cen. Tymczasem prawda jest taka, że owoce dotknięte przymrozkami rzadko kiedy dobrze się przechowują. Ordzawienia i lizaki powodują szybsze parowanie wody, a dodatkowo owoce te są słabiej wysycone wapniem.

Spekulacja sama w sobie nie jest zjawiskiem negatywnym – wręcz przeciwnie, jest rynkowo pożądana. Jednak spekulując na słabym towarze, sami zwiększamy skalę potencjalnych strat. Już wiele osób wskazywało, że na owocach drugiej klasy w tym sezonie (jak dotąd) nie dało się zarobić, a sprzedaż jesienna była najlepszym wyborem. Oznacza to, że wszyscy, którzy włożyli do KA jabłka po przymrozkach czy gradzie, po prostu na tym stracili. Czy dało się to przewidzieć? Tak – pisałem o tym już wcześniej.

Dodatkowo taka sytuacja powoduje dziś presję podażową i ogranicza możliwości wzrostu cen na rynku deserowym. Być może ceny jesienią nie zachęcały do sprzedaży tak bardzo jak rok wcześniej, jednak potencjalny wzrost cen dzięki przechowaniu w KA do stycznia czy lutego niósł ze sobą więcej ryzyk niż szans. Przechowywanie było po prostu błędem.

Wiele sadów w Polsce zostało dotkniętych falami przymrozków i owoce z tych gospodarstw powinny trafić na rynek bezpośrednio po zbiorach, najpóźniej do Bożego Narodzenia. Co zrobić dziś z Jonagoredem z KA, którego jędrność wynosi 5,1 kG, a niemal każde jabłko jest ordzawione? Obieralnie kręcą na taki towar nosem, bo inni dostarczają owoce o jędrności 6 kG. Na rynek deserowy się on nie nadaje – około 70% trafi do odsortu po 60 groszy, minus 20 groszy za sortowanie i transport.

Przymrozki to prawdziwa tragedia i trzeba szukać sposobów minimalizowania strat, które powodują. Spekulacja ordzawionymi jabłkami raczej temu nie służy. W ogóle polscy sadownicy rzadko myślą o kanałach sprzedaży swoich owoców. Często jedynym powodem składowania jabłek w chłodniach jest nadzieja na późniejszy wzrost cen – czyli spekulacja. Tymczasem na dojrzałych rynkach duże wzrosty cen w trakcie sezonu zdarzają się stosunkowo rzadko. Przy obecnych kosztach przechowywania takie zachowania mają więc bardzo słabe uzasadnienie ekonomiczne.

Owoce ordzawione nadają się praktycznie wyłącznie do obierania lub innego przetwórstwa. Jeśli nie ma wyraźnego niedoboru na rynku deserowym, już w momencie zbiorów należy myśleć o takim kanale sprzedaży, a nie zapełniać chłodnie pod korek, licząc na wzrost cen o co najmniej 20–30 groszy, aby operacja się opłaciła. Przesłanek do takiego wzrostu nie było już od października.

Na koniec powtórzę jeszcze raz: jędrność, jędrność i jeszcze raz jędrność. Zacznijmy ją mierzyć podczas zbiorów i w trakcie przechowywania w komorach. To kluczowy parametr w handlu owocami. Niech stanie się podstawowym kryterium decyzji o tym, czy w ogóle wkładać jabłka do KA oraz kiedy je sprzedawać.

Powiązane artykuły

Sadownicy polują