Po co sadzimy kolejne drzewka?
Polecane

Po co sadzimy kolejne drzewka?

Piękna wiosenna pogoda sprzyja sadzeniu drzewek. Tylko po co my znowu to wszystko sadzimy? Nie jestem przeciwnikiem sadzenia w ogóle, więc uważam, że należy wyrywać stare kwatery i zakładać nowe, ponieważ trzeba dostosowywać stronę podażową do wymogów rynku. Musimy zmieniać naszą ofertę, eliminować niepożądane odmiany i odpowiadać na zapotrzebowanie rynku. Należy więc sadzić.

Problem polega jednak na tym, że nasadzenia są dość powszechne, tak jak powszechne są trudności ze sprzedażą. Duża część z nas mierzy się z problemem sprzedaży swoich plonów, a nawet mniejsze zbiory w 2025 roku nie sprzyjają płynnej sprzedaży. Od kwestii wojennych już abstrahuję, my mamy problem z płynną sprzedażą i satysfakcjonującymi cenami już od jesieni.

Jeśli ktoś ma jakiś fajny sposób na sprzedaż swojej produkcji, to świetnie – niech sadzi spokojnie dalej. Natomiast takich ludzi jest mniejszość. Większość narzeka na zbyt, transakcje są doraźne – raz z tym, raz z tamtym. Nie ma żadnej płynności, a oferta jest absolutnie niedostosowana do rynku. No i ta większość mimo wszystko sadzi.

Czy zamiast sadzić nie powinniśmy trochę popracować nad tym, co aktualnie produkujemy, i spróbować coś zmienić w swojej ofercie? Jeśli ktoś ma trudności z upłynnieniem produkcji z 7 ha, to czy będzie mu łatwiej upłynnić produkcję z 8 ha? Raczej nie. Mało tego, jeśli ten nowy hektar będzie produkował tą samą metodą co pozostałe siedem, to będzie jeszcze ciężej z handlem.

Uważam, że dużo większy potencjał wzrostu marży w produkcji tkwi w podniesieniu jej jakości. Mniejszym nakładem sił i środków niż przy zakładaniu nowej kwatery jesteśmy w stanie podnieść marżę dzięki lepszemu dostosowaniu oferty do potrzeb rynku.

Widać wyraźnie, że rynek potrzebuje Goldena powyżej 70 mm. Zamiast więc zakładać drugą kwaterę tej odmiany i na obu produkować Goldena od 60 mm, można popracować nad parametrami owoców z tej pierwszej kwatery. W skrzyni owoce Goldena 60–70 mm obniżają jej wartość. Tu tkwi szansa na wyższą marżę i większe zarobki, przy relatywnie niewielkim zaangażowaniu kapitału.

My natomiast dalej chcemy sadzić, żeby jeszcze więcej ton rzucić na rynek, tkwiąc w paradygmacie „jest masa, jest kasa”. Jednak prawie każdy kolejny sezon udowadnia nam, że to nieprawda.

Jesienią w USA odbyła się konferencja sadownicza, na której były przewodniczący jednego ze zrzeszeń miał wystąpienie i prezentację pokazującą, że za 80% zysków z sadu odpowiada 20% plonu. To właśnie te 20% owoców jest najbardziej wartościowe i generuje największą nadwyżkę przychodu nad kosztem produkcji.

U nas może jeszcze nie mamy tak konkurencyjnego rynku, ale również warto zwrócić uwagę, że najwyższą cenę za Red Capa udaje się uzyskać za jabłka 70–80 mm. To naprawdę dość wąski wycinek ze spektrum rozmiarów, jakie zrywamy z drzewa. To właśnie tutaj leżą największe szanse na zwiększenie przychodów, a nie w nowych nasadzeniach.

Wiem, że u nas panuje przekonanie, że „sad to nie fabryka” i nie da się tak zaplanować produkcji. Możemy mieć takie przekonanie, tylko że kiedy przyjeżdża Egipcjanin, to chce kupić właśnie 70–80 mm, a nie 60–95 mm.

Oczywiście raczej nie mamy szansy, aby wszystkie owoce na drzewie mieściły się w pożądanym przedziale. Tu jednak nie chodzi o pełną perfekcję, lecz o radykalne zwiększenie udziału owoców o najbardziej pożądanym rozmiarze, bo to właśnie ten rozmiar generuje najwyższe ceny sprzedaży.

Powtarzam jeszcze raz: jeśli ktoś ma dobry zbyt i udaje mu się wszystko dobrze sprzedawać, niech sadzi i się rozwija. Problem branży polega jednak na tym, że dokładnie ci, którzy narzekają na zbyt, na ceny i na problemy ze znalezieniem klienta, właśnie oni najczęściej sadzą nowe kwatery.

Większa produkcja to większe koszty zbioru, więcej skrzyniopalet, większa chłodnia, czyli generujemy wyższe koszty, ku radości wszystkich wokół sadownictwa. Tymczasem większa produkcja wcale nie gwarantuje wyższych dochodów.

Zobaczcie Państwo: od kilku lat mamy problem z niedoborem ludzi do pracy, a koszty przechowalnictwa wzrosły radykalnie. Wydaje mi się, że zamiast szukać zwiększenia przychodów w wolumenie, powinniśmy uruchomić rezerwy tkwiące w obecnych plonach. Nauczyliśmy się już osiągać duże plony, umiemy uzyskiwać dobrą wydajność z hektara, tylko zupełnie nie idzie to w parze z osiąganiem pożądanych zysków z tych plonów.

Komentarze  

+3 #3 Bida 2026-04-03 07:09
To będzie kolejny rok pełen sukcesow

Entuzjazm sadownikow ogromny

Nawozy sprzedane opryski sprzedane

Diesel prawie 8 sadownicy już 3 x pryskali

Od cięcia 350 dniowkiod zbioru będzie 25 UKraina i 30 polska

Jabłko musi być drogie
Cytować
-1 #2 Abc 2026-04-03 01:50
W marketach jak wstawili cala skrzyniopaletę jabłek, to ludziom tylko kupry wystawały znad skrzyń - tak nurkowali za jabłkami do samego dna i wszystko "wysortowali". To tyle w temacie spuszczania się nad jakością. Jabłko jest jabłko - konsument kupuje i je po prostu gryzie, a jak jest za duże, to kroi na pół i też zje. To samo ordzawienia... Renety całe są ordzawione i zawsze były, a jest cena? Jest. Nie dajcie się ogłupiać, bo skończy się jak ze zbożem.
Cytować
+1 #1 Jan 2026-04-02 17:43
Autor jak zwykle chce pozować na specjalistę i znawcę tematu ale ponownie wykazuje się brakiem elementarnej wiedzy. Już Panu objaśniam Panie Marcinie. Nawet napiszę drukowanymi literami żeby Pan w końcu zrozumiał i nie pisał tych durnych tekstów. SADZIMY ŻEBY NIKT NIE WSZEDŁ NA NASZE MIEJSCE. JEST MASA JEST KASA.
Cytować

Nie przegap najnowszych wiadomości

icon googleObserwuj nas w Google News

Powiązane artykuły