„Sadownicy kłamią?” Gorąca dyskusja o zbiorach jabłek
Polecane

„Sadownicy kłamią?” Gorąca dyskusja o zbiorach jabłek

Ile jabłek naprawdę zbierzemy w tym sezonie? Wokół prognoz zbiorów trwa coraz większa dyskusja. Jacek Maliszewski zwraca uwagę na problem sprzecznych informacji płynących z branży. Jego zdaniem sadownicy, próbując wpływać na rynek i ceny, mogą sami przyczyniać się do dezinformacji. Pod jego nagraniem wywiązała się gorąca dyskusja.

Jacek Maliszewski, publikując nagranie z sadu, zwrócił uwagę na różnicę między tym, co jeszcze kilka miesięcy temu mówiono o stratach po przymrozkach, a tym, co obecnie można obserwować w sadach.

– Nachodzi mnie taka refleksja, bo wczoraj rozmawiałem z kolegą, który pracuje w firmie związanej z przechowalnictwem i sadownictwem. Powiedział mi wprost, że jeżeli chodzi o wielkość zbiorów, sadownicy kłamią – mówi Maliszewski.

Jak zaznacza, obecna prognoza WAPA zakłada zbiory jabłek w Polsce na poziomie około 2,6 mln ton. To jednak nie musi być ostateczna liczba. Przed rozpoczęciem zbiorów możliwe są kolejne korekty, a ostateczne dane pojawią się dopiero po zakończeniu sezonu.

Według Maliszewskiego właśnie sposób przedstawiania informacji o zbiorach jest jednym z problemów branży.

– Czy 2,6 miliona ton się utrzyma? Czy jednak po kolejnych korektach następne tysiące ton będą dodawane? To jest bardzo ciekawa kwestia, o której wspominałem, czyli dezinformacja – mówi sadownik.

„Zmarzło 70, 80, 90 procent”

Maliszewski odniósł się również do informacji pojawiających się wiosną, tuż po wystąpieniu przymrozków.

Wówczas z wielu regionów kraju napływały informacje o bardzo dużych stratach. W wypowiedziach sadowników pojawiały się szacunki sięgające nawet 70, 80 czy 90 procent.

– My dezinformujemy naszych odbiorców, żeby według nas walczyć o cenę – ocenia Maliszewski.

Jako przykład przywołał również niedawną wypowiedź Jacka Pruszkowskiego, który apelował do sieci handlowych, aby nie sprowadzały owoców z zagranicy, ponieważ polskiej produkcji ma wystarczyć na krajowy rynek.

Zdaniem Maliszewskiego pojawia się jednak pytanie, jak takie deklaracje mają się do wcześniejszych informacji o ogromnych stratach po przymrozkach.

Sadownicy odpowiadają

Pod nagraniem szybko pojawiły się komentarze innych producentów. Część z nich ironicznie odnosiła się do dyskusji o wielkości tegorocznych zbiorów.

Łukasz Cielma napisał: „Jabłek ni ma i nie będzie. A i jeszcze jedno… nie opłaci się”.

Szymon Kamiński zwrócił natomiast uwagę, że niezależnie od tego, czy branża mówi o stratach, czy o dużej produkcji, efekt dla producenta może być podobny.

„Te kłamstwa nam wychodzą jak zwykle na dobre. Narracja: «Zmarzło. Nie ma towaru» – efekt: przychodzi zza granicy i nasz towar jest tani. Narracja: «jest dużo towaru, będzie nadprodukcja» – nasz towar jest tani i również przychodzi zza granicy”.

To właśnie kwestia importu i relacji z zagranicznymi odbiorcami była jednym z najczęściej poruszanych tematów w dyskusji.

„Rynek jest globalny”

Jeden z sadowników zauważył, że informacje o wielkości zbiorów mogą mieć znaczenie dla funkcjonowania całego rynku. Jego zdaniem w czasach globalnego handlu przekazywanie nieprecyzyjnych informacji o dostępności owoców może przynieść producentom odwrotny skutek od zamierzonego.

„Rynek teraz jest globalny i jak tylko gdzieś jest próżnia, to taka informacja może zachęcić do importu lub, co gorsze, szukania towaru gdzie indziej. A odzyskać utraconego klienta jest bardzo trudno”.

Inni komentujący wskazywali jednak, że duże firmy handlowe nie muszą opierać swoich decyzji wyłącznie na informacjach publikowanych przez sadowników czy organizacje branżowe.

Maciej Cybulak zauważył, że osoby zajmujące się handlem doskonale wiedzą, ile towaru znajduje się na rynku i w przechowalniach, dlatego informacje z mediów społecznościowych niekoniecznie mają dla nich kluczowe znaczenie.

„Nie ma jednej prawdy o tegorocznych zbiorach”

W dyskusji pojawił się także ważny głos dotyczący samej specyfiki tegorocznego sezonu.

Maciej Cybulak przypomniał, że producenci tuż po przymrozkach mogli mieć podstawy do bardzo pesymistycznych ocen. W wielu sadach początkowo trudno było znaleźć żywe kwiaty czy zawiązki, dlatego pierwsze szacunki strat mogły być bardzo wysokie.

Jednocześnie – jak zauważył – część zawiązków przetrwała, a niektóre odmiany, między innymi Gala czy Golden, mogą dać owoce, których jakość i zdolność do długiego przechowywania dopiero będzie można ocenić.

Krzysztof Kwiatkowski zwrócił z kolei uwagę, że nawet jeśli tegoroczne zbiory będą wyraźnie niższe od produkcji w normalnym sezonie, nie musi to oznaczać niedoboru jabłek na rynku.

„Potrzebujemy około 1,5 mln ton?”

Maciej Cybulak postawił jeszcze inną tezę. Jego zdaniem krajowy rynek i eksport potrzebują znacznie mniej jabłek deserowych niż całkowita produkcja w Polsce.

„Nam potrzeba około 1,5 mln ton jabłek maksymalnie, na rynek krajowy i eksport, wszystko poza tym idzie na patelnię”.

Jednocześnie zwrócił uwagę, że tegoroczne jabłka mogą różnić się jakością i zdolnością do przechowywania. W przypadku części owoców zawiązanych po przymrozkach nie wiadomo jeszcze, jak zachowają się podczas długiego przechowywania i transportu.

„Jabłek może być około 3 mln ton”

W komentarzach pojawiły się również głosy, że ostateczna produkcja może być wyższa od obecnych prognoz.

Krzysztof Kwiatkowski ocenił, że jego zdaniem zbiór może wynieść około 3 mln ton.

– Mimo że jest mniej, ale trochę więcej narośnie – napisał, zwracając jednocześnie uwagę na wymagania sieci handlowych. Jego zdaniem warto byłoby dopuścić do sprzedaży większą część owoców, również tych z drobnymi skazami, które nadal mogą być pełnowartościowymi jabłkami konsumpcyjnymi.

Sadownicy pytają o rzeczywiste straty

W komentarzach nie zabrakło jednak producentów, którzy stanowczo sprzeciwili się twierdzeniu, że informacje o stratach są przesadzone.

Jeden z producentów zaprosił do sadów na Lubelszczyźnie, wskazując, że w jego gospodarstwie drugi rok z rzędu nie ma praktycznie produkcji.

Inny sadownik zwrócił natomiast uwagę na lokalne różnice w skutkach przymrozków. Jak napisał, nawet w niewielkim obrębie jednej miejscowości mogły występować duże różnice między sadami, a w niektórych kwaterach niechronionych zraszaniem owoców jest więcej niż w tych, gdzie zastosowano ochronę przeciwprzymrozkową.

To pokazuje, jak trudno na podstawie pojedynczych gospodarstw określić rzeczywistą skalę produkcji w całym kraju.

Problemem nie tylko informacje o zbiorach

Dyskusja szybko wyszła poza samą kwestię prognozowania zbiorów. Pojawiły się również zarzuty dotyczące organizacji rynku, handlu i relacji pomiędzy producentami a odbiorcami.

Jeden z komentujących stwierdził, że jego zdaniem podstawowym problemem branży nie jest sama dezinformacja, lecz sposób funkcjonowania krajowego handlu. Wskazał między innymi na terminy płatności, reklamacje i problemy związane z obrotem owocami.

Z kolei Jerzy Żółcik zwrócił uwagę na niestabilność rynku. Jego zdaniem nawet niewielka, sięgająca 10–15 groszy, podwyżka ceny może powodować gwałtowne ograniczenie dostępności jabłek.

„Marzy mi się absolutna stabilność”

Sam Jacek Maliszewski w komentarzach doprecyzował, czego chciałby w relacjach z odbiorcami.

– Marzy mi się absolutna stabilność – drodzy partnerzy handlowi z całego świata. Polska jak co roku ma dla was świetnej jakości jabłka. Mimo przymrozków, suszy i innych zjawisk mamy towar świetnej jakości dzięki wiedzy i doświadczeniu naszych sadowników – napisał.

Jednocześnie komentarze pokazują, że osiągnięcie takiej stabilności będzie trudne bez większego zaufania pomiędzy producentami, handlem i odbiorcami zagranicznymi.

Jedno pytanie pozostaje otwarte

Tegoroczna dyskusja pokazuje przede wszystkim, jak trudne jest określenie rzeczywistej wielkości zbiorów jeszcze przed rozpoczęciem kampanii.

Prognoza na poziomie 2,6 mln ton jest obecnie jednym z punktów odniesienia, ale ostateczny wynik poznamy dopiero po zbiorach. Wcześniejsze szacunki strat po przymrozkach były bardzo wysokie, jednak lokalna sytuacja w sadach jest niezwykle zróżnicowana.

Czy więc tegoroczna produkcja rzeczywiście zamknie się w okolicach 2,6 mln ton, czy po kolejnych korektach okaże się bliższa 3 mln ton? Odpowiedź na to pytanie będzie miała znaczenie nie tylko dla producentów, ale również dla handlu, przetwórstwa, przechowalnictwa i odbiorców zagranicznych.

Jedno wydaje się pewne: dyskusja o tym, ile jabłek naprawdę będzie w tym sezonie, dopiero się zaczyna.

Komentarze  

+6 #1 Guest 2026-08-20 15:27
Komu ma służyć ta dyskusja? Nie sadownikom. Czy kłamiemy? Jakie, to ponure, iż taki zarzut wyszedł właśnie z ust osoby zajmującej się przechowalnictwem i sadownictwem ( cokolwiek, to znaczy, a dla mnie znaczy w domyśle jakąś Grupę). Ponure, poniewż mało który sadownik nie ma przykrych doświadczeń po kontaktach biznesowych z takim podmiotem. Powiem Wam caluśkom prawdę jak jest u mnie. Kij Wam do tego. Przestańcie być pianę i zaglądać chłopu do kieszeni. Macie swoją? Jeszcze chwilę i Waszyscy się dowiecie ile było towaru w sadach. A jak nie wiecie ile płacić, to wystarczy, że zapłacicie uczciwie.
Cytować

Nie przegap najnowszych wiadomości

icon googleObserwuj nas w Google News

Powiązane artykuły