Maliszewski o bezpieczeństwie polskich owoców. „Nie ma podstaw do straszenia konsumentów”
W ostatnim czasie w mediach społecznościowych pojawiają się wypowiedzi osób, które przekonują konsumentów, że polskie owoce mogą stanowić zagrożenie dla zdrowia ze względu na stosowanie środków ochrony roślin. Do tych przekazów odniósł się prezes Związku Sadowników RP Mirosław Maliszewski. Jak podkreśla, polskie owoce podlegają wieloetapowej kontroli, a obowiązujące zasady stosowania środków ochrony roślin mają zapewnić bezpieczeństwo konsumentów.
– W ostatnim czasie kilku pseudocelebrytów próbuje budować swoją pozycję, strasząc polskich konsumentów rzekomo trującymi polskimi owocami – mówi Maliszewski.
Jak zaznacza, nie chodzi mu o prowadzenie polemiki z konkretnymi osobami, ale o rozwianie wątpliwości, które tego typu przekazy mogą wywoływać wśród konsumentów.
– Warto rozwiać wątpliwości, jeżeli pojawiły się wśród polskich konsumentów na temat jakości polskich owoców. One są bezpieczne i zdrowe. Zachęcam do ich jak największego i najczęstszego spożywania – podkreśla.
Środki ochrony roślin nie są stosowane „na wszelki wypadek”
Maliszewski zwraca uwagę, że produkcja sadownicza prowadzona jest w ramach określonych zasad ochrony roślin. W integrowanej produkcji środki ochrony roślin powinny być stosowane wtedy, gdy istnieje rzeczywiste zagrożenie ze strony chorób lub szkodników.
W pierwszej kolejności wykorzystywane są natomiast metody agrotechniczne i inne sposoby ograniczania występowania organizmów szkodliwych. Dopiero gdy okazują się niewystarczające, podejmowana jest decyzja o zastosowaniu odpowiedniego preparatu.
– Stosujemy środki ochrony roślin w ramach integrowanej produkcji tylko i wyłącznie wtedy, kiedy widzimy zagrożenie. Najpierw próbujemy różnymi metodami agrotechnicznymi ograniczyć występowanie choroby, a po środki sięgamy wtedy, kiedy jest to niezbędne – mówi prezes Związku Sadowników RP.
Preparaty dopuszczone do stosowania podlegają rygorystycznym wymaganiom
Kolejnym elementem systemu bezpieczeństwa jest lista środków ochrony roślin dopuszczonych do stosowania. Jak wskazuje Maliszewski, preparaty, które budziły wątpliwości dotyczące wpływu na zdrowie człowieka, były w ostatnich latach wycofywane z rynku przez właściwe organy.
– Nie można dzisiaj stosować środków ochrony roślin, które są szkodliwe dla konsumentów – przekonuje.
Istotny jest również sposób zakupu i stosowania takich preparatów. Dostęp do profesjonalnych środków ochrony roślin jest ograniczony, a ich użytkownicy muszą posiadać odpowiednie kwalifikacje.
– Mogą je kupić tylko profesjonalni rolnicy, tacy, którzy ukończyli kurs chemizacyjny i tylko tacy mogą je stosować – zaznacza Maliszewski.
Każdy zabieg środkami ochrony roślin musi być również odnotowany w dokumentacji gospodarstwa.
Owoce są badane również po zakończeniu produkcji
System kontroli nie kończy się jednak na gospodarstwie. Pozostałości środków ochrony roślin w owocach mogą być sprawdzane na kolejnych etapach łańcucha dostaw.
Badania prowadzą między innymi podmioty handlowe. Sieci handlowe przed wprowadzeniem produktów do sprzedaży wykonują własne kontrole pozostałości środków ochrony roślin. W przypadku stwierdzenia przekroczeń produkt może zostać wycofany z rynku.
Maliszewski wskazuje również na kontrole prowadzone przez państwowe służby.
– Owoce w Polsce są poddawane kontroli przez Państwową Inspekcję Ochrony Roślin i Nasiennictwa. To państwowa instytucja, która kontroluje cały system – mówi.
Jak dodaje, w ubiegłym roku PIORiN przeprowadziła blisko tysiąc badań owoców, w tym między innymi jabłek i truskawek. Według przedstawionej przez niego informacji zdecydowana większość wyników mieściła się w obowiązujących normach, a przypadki przekroczeń skutkowały wycofaniem produktów z rynku.
Maliszewski: Nie ma podstaw, by straszyć konsumentów polskimi owocami
Prezes Związku Sadowników RP podkreśla również znaczenie certyfikacji. Producenci uczestniczą zarówno w obowiązkowych, jak i dobrowolnych systemach kontroli i certyfikacji produkcji.
– Wdrażamy różne certyfikaty produkcji, które mają udowodnić konsumentom, że produkt jest bezpieczny. Coraz więcej produkujemy owoców w systemach, które gwarantują bezpieczeństwo – mówi.
W jego ocenie przekazy sugerujące, że polskie owoce są „trujące”, mogą przede wszystkim wprowadzać konsumentów w błąd i podważać zaufanie do krajowej produkcji.
– Twierdzenie, że polskie owoce są trujące, jest szkodliwe. Nie ma podstaw, żeby w ten sposób straszyć polskich konsumentów – stwierdza Maliszewski.
Jednocześnie apeluje do sadowników, aby sami informowali konsumentów o zasadach współczesnej produkcji sadowniczej.
– Zachęcam wszystkich sadowników, żeby podkreślali doskonałą jakość polskich owoców, ich bezpieczeństwo i pozytywny wpływ na organizm. Informujmy o tym naszych znajomych, szczególnie tych, którzy mieszkają w miastach i nie zajmują się nowoczesną produkcją sadowniczą – apeluje.
Jak podkreśla, zamiast wzmacniać zasięgi kontrowersyjnych materiałów poprzez polemikę w mediach społecznościowych, warto przekazywać konsumentom rzetelne informacje o tym, jak dziś wygląda ochrona roślin i kontrola jakości owoców.
Polskie jabłka, gruszki, śliwki i inne owoce trafiają więc do konsumentów w ramach systemu, w którym kontrola obejmuje zarówno stosowanie środków ochrony roślin w gospodarstwie, dokumentowanie zabiegów, jak i badania gotowych produktów.
Nie przegap najnowszych wiadomości
Sadownicy polują
-
Uszkodził kilkanaście ambon myśliwskich. Usłyszał zarzuty
Siedem zarzutów dotyczących uszkodzenia mienia i narażenia osoby na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty...
-
Sadownicy polują: Polscy myśliwi padają ofiarą agresji?
Taka teza pojawia się w artykule pt. „O agresji wobec myśliwych” autorstwa prof. dr hab. Dariusza...
-
Sadownicy polują: Czy godzi się zabijać zwierzęta dla trofeów?
Stosunek większości Polaków do zabijania dzikich zwierząt przez myśliwych jest taki, że działanie to...
Najnowsze artykuły
- Zabezpieczenie ran po zbiorach. Ważny zabieg dla zdrowotności drzew
- Maliszewski o bezpieczeństwie polskich owoców. „Nie ma podstaw do straszenia konsumentów”
- Jabłka deserowe poszukiwane, gruszki deficytowe. Jak wygląda handel jabłkami, gruszkami i śliwkami?
- „Chcecie iść na wojnę, to będziecie tę wojnę mieli”. Maliszewski ostro o cenach jabłek
- Ceny jabłek miały mocno wzrosnąć. Stało się inaczej. Maliszewski wskazuje dlaczego
- 55 groszy za kilogram. „Tak dalej być nie może”. Sadownik wskazuje cztery rozwiązania
- Miało być więcej, a będzie mniej. El Niño pokrzyżowało plany Peru

