Popyt z zachodniej granicy na Topaza i Boskoopa nie maleje. Rosną więc ceny i zainteresowanie drzewkami tych odmian. Czy rzeczywiście jest szansa, że w latach z „normalną” produkcją Niemcy nadal będą zainteresowani naszymi jabłkami?

Wiosenne przymrozki wywróciły do góry nogami rynek handlu jabłkami w całej Europie. Nawet Niemcy, dotąd skrzętnie ukrywający import jabłek z Polski, w oficjalnych statystykach podają, że importują z naszego kraju Idareda czy Glostera, a nawet Galę Royal. Niemiecki import jest już na tyle znaczący, że nie da się go ukrywać.

Zachodni popyt wpływa na ceny polskich jabłek. Widać to w przypadku dwóch przypadkach: Boskoopa oraz Topaza. Są to odmiany niszowe, produkowane w raczej niewielkich wolumenach, cenione głównie przez gospodynie domowe.

Należy zauważyć, że Boskoop zazwyczaj jest droższy od standardów rynkowych, jednak ceny z tego sezonu szokują: w październiku owoce tej odmiany kupowano za około 2,00 zł za każdy kilogram w skrzyni (nie na sortowanie). Dzisiejsze ceny to około 4,00 zł. Za sortowane jabłka możemy dostać jeszcze więcej – 5,00-6,00 zł/kg. Również Topaz ma w tym momencie bardzo wysoką cenę. Odmianę tę można bez problemu sprzedać za około 2,00-2,50 zł za kilogram jabłek w skrzyni. Przy czym wymagania jakościowe są znacząco obniżone. Kolor, kształt owoców nie mają większego znaczenia, głównie ze względu na kulinarne przeznaczenie, ale także z powodu deficytów.

Ceny za te odmiany napędza popyt z Niemiec, gdzie mają one duże grono wielbicieli – niemieckie gospodynie kupują te odmiany w małych sklepikach i na targowiskach z przeświadczeniem, że owoce w takich miejscach są zdrowsze i bezpieczniejsze. Z rozmów ze znajomym hurtownikiem wynika, że starty w owocowaniu Boskoopa i Topaza spowodowane przez przymrozki są na poziomie praktycznie 100%. Skoro jest popyt, a stoisko nie może świecić pustkami, sprzedawcy sięgają po towar z importu, windując tym samym ceny na naszym rynku. W tej chwili ceny uzyskiwane za Boskoopa i Topaza są wyższe niż za Galę czy Goldena, w zasadzie tylko stawki za Cortlanda czy Lobo mogą się z nimi równać.

Bardzo wysokie ceny zawsze skłaniają do zwiększania produkcji i już słychać głosy o zamiarach sadzenia Boskoopa czy Topaza (podobnie zresztą jak Lobo czy Cortlanda). Należy jednak zwrócić uwagę, że niemiecki popyt nie jest zjawiskiem stałym… Nie ma pewności, że utrzyma się on przez kilka lat, a przecież inwestycja w nasadzenia jest długoterminowa…