Nie ulega wątpliwości to, że sadownicy nie patrzą w przyszłość z optymizmem. Bardzo niskie ceny jabłek (nawet pod koniec czerwca), susza, anomalie pogodowe i przymrozki. W stosunku do prognoz zbiorów, ceny agrestu i czarnej porzeczki są dla wielu wielkim rozczarowaniem. Większość sadowników ma na głowie kredyt. A widoków na poprawę trudno wypatrywać i raczej niewielu myśli o inwestycjach.  I chociaż w pierwszej linii są producenci, nie tylko oni odczują złą koniunkturę.

Pierwszym i najistotniejszym elementem tych rozważań jest zatrzymanie się inwestycji. Niestety, ale na sadowniczych wsiach w większości nie przybędzie nowych chłodni, hal, budynków gospodarczych, ciągników i maszyn. To mniej pracy dla wykonawców, to ich mniejsze zarobki. Mniej zarobią dealerzy maszyn i ciągników – oni też nie zainwestują swoich zysków.

Nie zdziwi nikogo także to, że sadownicy będą coraz bardziej oszczędzać na ochronie i nawożeniu. Niesie to za sobą tylko negatywne konsekwencje, zarówno dla sadów i owoców, jak również dla dystrybutorów środków ochrony roślin. Oni także mniej zarobią na handlu i mniej zainwestują.

Także Ci najmniejsi dostawcy usług i produktów dla sadownictwa ucierpią. Producenci palet i skrzyniopalet widzą spadek zainteresowania ich produktami, a słysząc o znacznych stratach, już wiedzą, że nie będzie zbyt wielu zamówień jesienią. Mniej pieniędzy wpłynie także do kieszeni producentów słupków betonowych, kołków drewnianych, drutów, długo by wymieniać dalej…

Jak wygląda sytuacja i nastroje, widać także bardzo dobrze przyglądając się targom i konferencjom sadowniczym. Niestety, frekwencja i zainteresowanie maleją z roku na rok.

Jak to w gospodarce rynkowej, jedno ogniwo wpływa na kolejne. Zła koniunktura w branży sadowniczej odbije się szerokim echem. Jedynym, smutnym wyjątkiem mogą być banki, które przejmą nieco gruntów i maszyn z tytułu niespłacanych należności. Bo jak powiedział ostatnio pewien sadownik – „Banku nie obchodzi to, jak duży jest opad czerwcowy”.

 

Najnowsze komentarze

Ostatnie ogłoszenia