Pogoda – wróg czy sprzymierzeniec sadowników?

Czy w tym sezonie pogoda będzie wspierała sadowników czy raczej będzie im utrudniała ochronę? Układ pogody, ilość opadów, rozkład temperatur i wiatrów to bardzo ważne czynniki, często determinujące koszty produkcji oraz wielkości zbiorów.

Rozpoczął się sezon ochrony jabłoni. Jednak jego start mieliśmy dobre dwa tygodnie później niż w poprzednich latach. Sezon zaczął się jednak od długiej fali opadów jakiej właśnie doświadczamy. Na pewno nie sprzyja to zabiegom ochrony. Długotrwałe zwilżenie to ryzyko parcha, zwiększa się też stopień porażenia drzew przez Neonectrię. Jednak prognozy pogody wskazują, że może to być standard w tym sezonie. Modele prognostyczne mówią, że będzie to mokry sezon, z częstymi opadami oraz umiarkowanymi temperaturami. Może to być rok parcha i innych chorób grzybowych jak sucha/mokra zgnilizna, które swój początek biorą z mokrego kwitnienia. Jeśli również sprawdzą się prognozy co do mokrego lata, to możemy mieć parcha przechowalniczego oraz gorzką zgniliznę w chłodniach.

Czy to źle? Ależ skąd! Chodź zabrzmi to brutalnie, to jednak jestem zdania, że takie sezony oddzielają profesjonalistów od amatorów. Prawdziwi sadownicy ochronią swoje sady, dopryskają i zbiorą ładne i zdrowe owoce. Mają wiedzę, korzystają z doradztwa, modeli symulacyjnych, najlepszych rozwiązań chemicznych. Cała reszta, która nie odróżnia wysiewu od infekcji, coś tam sobie pryska, ale do końca nie wie co i jak, ta cała reszta będzie miała problemy z jakością owoców. Parch to choroba, która potrafi porazić nawet 100% owoców na drzewie, może sprawić, że zgniją one nim zostaną zebrane. Pozostałe choroby też pomogą wyeliminować pewną część jabłek. Trudny sezon to dobry sezon. W suche wiosny i lata, gdy układ pogodowy jest łatwy, to prawie każdemu udaje się ochrona. Jeśli ochrona zamyka się w prewencji przed deszczem i jednej-dwóch interwencjach opartych o IBE, to taka ochrona jest łatwa i tania. Dobrze będzie, jeśli pojawi się kilka infekcji, których nie da się zwalczyć dwoma zabiegami difenokonazolem. Sezon, który wymusza na sadownikach zabiegi stop spray, trudne interwencje w liczbie powyżej 3 i wszystkie bardziej skomplikowane rozwiązania to sezon, który będzie wyzwaniem dla laików. Większość cwaniaków dążących do super oszczędności będzie miała problem z szarpnięciem się na lepsze i skuteczniejsze, ale i droższe produkty, szczególnie jeśli takich szarpnięć będzie trzeba wykonać kilka a nie jedno czy dwa.

Miejmy nadzieję, że trudny sezon trochę ograniczy potencjał naszych sadów, bo ten wydaje się naprawdę dobry. Drzewa odpoczęły po ubiegłorocznych przymrozkach, chyba te jęki o stratach zimowych były jednak na wyrost (choć jeszcze trzeba poczekać na pełen obraz), więc może natura i parch ograniczą trochę te plony? Szczerze liczę na to, bo jeśli sadownictwo ma być dochodowym biznesem, to trzeba mu przywrócić pewną elitarność. Zbyt łatwo przychodziła ostatnimi laty produkcja jabłek nawet dyletantom.

Powiązane artykuły

Czy interwencja była potrzebna?

Majówka sadownika