W sezonie, w którym tyle mówi się o deficytach jabłek, przypuszczano, że raczej nie będą powtarzać się medialnie nagłaśniane przez Rosjan incydenty z reeksportem. Sprawdziliśmy, jak wyglądała sytuacja w marcu – w tym celu przeszukaliśmy kilka rosyjskich portali informacyjnych. Okazuje się, że tylko w tym jednym miesiącu ujawniono przynajmniej 4 takie przypadki.

Niedawno, bo 29 marca ogłoszono, że celnicy udaremnili przewóz ponad 40 ton polskich jabłek, które zmierzały w kierunku podmoskiewskich terenów. Dokumenty mówiły, że transport zawiera mleko w proszku. W trakcie kontroli okazało się jednak, że są to jabłka, a naklejki wskazywały jasno na kraj pochodzenia (Polskę). Jabłka zniszczono.

Pod koniec miesiąca, przy wjeździe do Machaczkały (Dagestan) skonrolowany został samochód dostawczy, w którym znaleziono 131 kartonów z polskimi jabłkami. Ich łączna waga wynoisła 1441 kg.  Opakowania zdradziły autentyczne pochodzenie owoców. Właściciel samochdu kupił jabłka na rynku hurtowym w Chasawiurt. Jabłka zgodnie z tamtejszym prawem zniszczono.

W połowie miesiąca, a dokładnie 16 marca, w Irkucku, w magazynie jednej z lokalnych hurtowni znaleziono natomiast 120 pudełek jabłek i 10 pudełek gruszek. Całość ważyła 1680 kilogramów. Kraj produkcji również ujawniały naklejki na pudełkach, kraj importujący – Białoruś. Owoce zniszczono na wysypisku śmieci.

W tym samym czasie w jednej z irkuckich hurtowni zabezpieczono również 156 kilogramów jabłek. Nie wiadomo kto był ich importerem, ale naklejki mówiły wyraźnie, z jakiego kraju pochodzą jabłka.

 

Polskie jabłka, zgonie z rosyjskim prawem, są niszczone. A to nie podoba się Rosjanom. Jak mówią, jabłka powinny być oddawane do domów dziecka lub rozdawane potrzebującym…

 

Źródło: mosregtoday, baikal-info, midag