Niepewność na Wschodzie

Mer Mińska spotkał się 27 lipca z przedstawicielami sieci handlowych i zażądał od nich usunięcia m.in.: polskich produktów z najlepszych półek sklepowych. Ma to być odpowiedź na nieprzyjazną politykę jaką prowadzą niektóre kraje, w tym Polska, Litwa czy Ukraina, wobec Białorusi. Produkty pochodzące z tych państw mają ustąpić najlepszego miejsca rodzimej produkcji, oczywiście chodzi głównie o produkty spożywcze, w tym owoce i warzywa.

Białoruś chciałaby być mniej uzależniona od importu żywności, jednak jest kilka problemów, które jej stoją na drodze. Pierwszy to socjalistyczny model rolnictwa, z wszystkimi jego przywarami i ograniczeniami, w tym głównie w sferze wydajności produkcji oraz jej jakości. Socjalizm nigdzie na świecie się nie sprawdził, na Białorusi również nie wychodzi. Drugim jest rosyjskie embargo na zachodnie produkty żywnościowe, które sprawia, że Rosjanie zasysają olbrzymią część białoruskiej produkcji, powodując luki na rynku wewnętrznym. Białoruś musi importować żywność, bo by jej brakowało w kraju. Oczywiście ogrom owoców i warzyw też wędruje do Rosji jako kontrabanda, jednak to inny aspekt. Prawda jest taka, że władze w Mińsku mogą straszyć sankcjami ale prawdziwego embarga nałożyć na żywność raczej nie mogą. Zresztą sam komunikat mera ze spotkania z sieciami oraz żądanie zamiany półek na gorsze, na jakich eksponowane są importowane produktu, daje wiele do myślenia. Bardziej chodzi o percepcję tych słów w Polsce czy na Litwie a nie o rzeczywiste działania w sklepach. Jakkolwiek sztuczki marketów mogą w pewien sposób wpłynąć na decyzje zakupowe konsumentów, to jednakże nie da się zmienić faktu, że białoruskiej żywności po prostu brakuje na tamtejszym rynku i zamiany półek niewiele tutaj dadzą.

Dużo większym wyzwaniem niż naciski władz samorządowych, może się okazać dla białoruskich importerów dostęp do dewiz. Wątpię by ktokolwiek z eksporterów sprzedawał swoje owoce za ruble białoruskie, więc swoboda dysponowania euro czy dolarem jest dla importerów kluczowa. Z tym może być co raz większy problem, ponieważ Zachód wymyśla sankcje i uderza w białoruski eksport. Skoro nie sprzedają za euro czy dolary, to skąd mieliby je brać aby za nie kupować nasze owoce? Wprawdzie ostatnio Mińskowi skapnęło 1 mld USD z rozliczeń SDR-ów w MFW ale nie wiadomo kiedy dokładnie te pieniądze trafią na Białoruś i w jakiej formie. Dla nas byłoby najkorzystniej gdyby środki te trafiły tam błyskawicznie i zasiliły fundusze zakupowe tamtejszych firm. Wówczas byłaby szansa na wzmożenie popytu Białorusinów na nasze owoce. To właśnie brak dewiz stanowi silną barierę dla wzrostu wolumenu ichniejszych zakupów.

Co ciekawe, bardzo często w sezonie zdarza się, że białoruskie owoce mają wyższą cenę niż importowane tam owoce z naszego kraju, jest to konsekwencja bardzo dużego popytu generowanego przez chłonny rynek rosyjski. Polskie owoce nie tylko bywają tańsze ale również są generalnie lepsze jakościowo. Stąd wynikają dobre marże marketów na naszych jabłkach i ich ekspozycja na "lepszych półkach". Miejmy nadzieję, że tamtejsze firmy dość szybko zagwarantują sobie jakiekolwiek dojście do dewiz, bo popyt ze strony Białorusi odgrywa całkiem istotną rolę na naszym rynku. Właśnie bardziej ich dostępem do euro bym się martwił a nie interwencjami lokalych władz na sklepowych półkach.

Powiązane artykuły

Duża Gala, duże pieniądze

Technika zrywania jabłek

X

Publish the Menu module to "offcanvas" position. Here you can publish other modules as well.
Learn More.