Zmiany rodzą się w bólach

Tuż przed Wigilią spaliła się kolejna grupa producentów. Nie chcę tutaj teraz ciągnąć wątków o przyczynach pożaru, ich skutkach dla dostawców i wierzycieli. Chciałbym zwrócić Państwa uwagę, że to już kolejny pożar w naszej branży, kolejny podmiot znika z rynku. Jakie to będzie miało skutki dla nas – sadowników oraz dla całego rynku?

Nie da się ukryć, że im więcej podmiotów kupuje jabłka, tym mocniej muszą o nie konkurować i jest to na rękę producentom. Im mniej firm na rynku, tym gorzej dla nas. Selekcja rynkowa i nieszczęśliwe wypadki (o ile to były wypadki) sprawiają, że całkiem spora liczba podmiotów wypada z rynku. Jak mawiał pewien znany ksiądz "nie ma przypadków, są tylko znaki". Upadek tak wielu grup to znak, że nasz rynek się zmienia. Kto tego nie widzi, ryzykuje, że sam upadnie. Model biznesowy tych upadłych podmiotów się nie sprawdził, generowały one ciągłe straty i prędzej czy później, musiały upaść. Osobiście mam wrażenie, że to jeszcze nie koniec upadłości w grupach, jeszcze kilka się zamknie. W bólach, w upadłościach, długach i pożarach tworzy się nowy model handlu. Przetrwają ci, którzy się do niego dostosują, którzy poradzą sobie bez grup i pośrednictwa. Przed sadownikami, których jedyną wizją handlu było zawiezienie owoców na grupę stoją trudne czasy. Wielkich sortowni coraz mniej, mniejsza konkurencja, większa stabilizacja cen (niestety, na tych niższych poziomach), naprawdę coraz trudniejsza przyszłość rysuje się przed tymi producentami. Sadownictwo przetrwa, bo ludzie jabłka jedli, jedzą i będą jeszcze długo jedli. Po prostu zmieni się dominujący sposób sprzedaży, zostaną wytworzone nowe kanały zbytu, nowe powiązania handlowe. Kto zrobi to pierwszy, temu będzie łatwiej, ten szybciej poradzi sobie z wyjściem z kryzysu w jaki popadła nasza branża. Kto będzie trwał przy obecnym sposobie handlu będzie staczał się po równi pochyłej, prędzej czy później będzie miał problemy. Skąd to wiem? Ponieważ przechodzimy dokładnie to, co przeszli nasi koledzy z Zachodu. Próbowaliśmy skopiować tamten model rynku i razem z nim powtarzamy tamtejsze jego ewolucje. Kto dziś pamięta niemiecką grupę Werder Frucht? Jedna z największych w Niemczech, cały region od stulecia słynął z zaopatrywania ogromnej aglomeracji berlińskiej w owoce i warzywa. Firma upadła, wraz z nią część sadowników. Po sadach stoją jeszcze metalowe szkielety skrzyń, deski w nich dawno spróchniały, ale metalowe części dalej stoją, wspominając dawną chwałę. Z autostrady A2 widać je dokładnie, podobnie jak stare i zaniedbane sady, w których zdążyły już wyrosnąć brzózki i sosenki. Jednak między nimi są też sady młode, zadbane, widać, że ktoś tam o nie dba, że odbywa się tam jakaś produkcja, całkiem nowoczesna. To właśnie ci, którzy szybko przeszli do nowego modelu handlu, otrząsnęli się z tragedii upadku grup i poradzili sobie na nowoczesnym rynku, znaleźli nowe kanały zbytu owoców i dalej produkują jabłka, nie zbankrutowali jak ich sąsiedzi, którzy uznawali, że jedyną dopuszczalną formą sprzedaży jest zawiezienie owoców na sortownię. Wiecie jaki kanał sprzedaży w Niemczech rozwija się najszybciej w XXI wieku? Sprzedaż detaliczna owoców z sadów. Ten kanał sprzedaży jest w miarę prosty, tani do uruchomienia i daje szybie zyski, więc zaczął świecić tryumfy a niemieckie targowiska zapełniły się producentami owoców, którzy zaczęli tak zbywać swoją produkcję.

Sadownictwo przetrwa, przetrwa produkcja jabłek, choć rynek się zmieni. Zmieni się sposób produkcji owoców, ich konfekcji oraz handlu, ale sadownictwo przetrwa. Nie wszyscy sadownicy przetrwają, to prawda, sądzę, że wielu wypadnie z rynku owoców deserowych, ale ci którzy już zrozumieli, że przyszłość będzie wyglądała inaczej niż teraźniejszość przetrwają. Życzę Państwu abyście znaleźli się w tej drugiej grupie.

fot. OSP Błędów

Powiązane artykuły

Sadownictwo upada, ale skrzynie drożeją?

Nowe możliwości w stosowaniu miedzi

Jak zwiększyć wielkość i jakość owoców?

X