Po co przechowywać jabłka po gradzie?

Sam miałem grad już nie raz w życiu, rozumiem ból tego zjawiska, chęć ratowania zainwestowanych pieniędzy. Jednak za nic w świecie nie umiem zrozumieć dlaczego ludzie tak masowo zapełniali chłodnie owocami po gradzie, skoro jesień przyniosła naprawdę dobre pieniądze za przemysł?

Mamy grupę odmian, do której należy Red Delicious, która w zdecydowanej większości jedzie na eksport, jeszcze bardzo często do krajów Afryki bądź Azji. Na ilu z tych rynkach akceptowane są owoce pogradowe? Obstawiam, że może ułamek procenta potencjalnych nabywców zgodzi się na załadowanie mu jabłek po gradzie. Po co więc pogradowego Red Deliciousa pakować do chłodni? Ktoś rzeczywiście obstawiał, że przemysł skoczy na 1,1zł? Jesienią można było wysypać te owoce po 0,85 groszy bez problemu, koszty chłodzenia i gazowania to jakieś 15 groszy, aby zarobić na tych owocach, to należałoby je teraz sprzedać po 1,1 zł minimum. Duża wiara we wzrosty. Te grupa odmian nie jest chętnie ani obierana, ani musów z niej się nie robi, więc na jakieś lepsze przetwórstwo też ciężko było liczyć. Po co więc to przechowywania? Jeszcze rozumiem, że ktoś potem te owoce sortuje we własnym zakresie i bierze na siebie zwiększony koszt sortowania oraz ryzyko reklamacji, ale za to jest szansa zarobić dwa razy tyle co na przemyśle. Natomiast próba przekonania potencjalnego nabywcy, aby kupił jabłka pogradowe w rynkowej cenie, a potem przesortował je we własnym zakresie jest po prostu naiwna. Gdyby jeszcze jesienią ta cena przemysłu była poniżej 50 groszy, to można zrozumieć próbę spekulacji. Dalej taka praktyka nie znalazłaby uznania w moich oczach, ale miałaby jakiekolwiek uzasadnienie logiczne, natomiast przy cenie 85 groszy to nawet najwięksi optymiści widzieli kres wzrostu cen za jabłka przemysłowe. Po co takie spekulacje, gdzie szansa ziszczenia optymistycznego scenariusza jest bliska zeru?

Słyszałem głosy, że późną wiosną ponownie przyjedzie Białoruś i kupi te gorsze jabłka. No to po co teraz otwieranie tych komór z jabłkami pogradowymi? Po co teraz szukanie klienta na to? Czekać trzeba do tego kwietnia i może się uda. Choć z każdym tygodniem rośnie koszt przechowywania, a szanse na dobrą sprzedaż dalej niepewne. Grad naprawdę jest tragedią w sadzie i jedna burza potrafi obrócić w perzynę całoroczny wysiłek. Jest zrozumiałe, że każdy próbuje wyratować z tego cokolwiek się da. Tak jak napisałem wyżej – rozumiem jeśli ktoś będzie to potem sam sortował i mimo dużych kosztów tego będzie to wyższa średnia niż wysypanie tego na przemysł. Jednak jaka część z sadowników sama sortuje? Większość liczy na pośredników, dla których jabłko pogradowe to o wiele większy koszt robocizny i duże ryzyko reklamacji, po co więc taki towar w ogóle kupować? Były bardzo korzystne ceny przemysłu jesienią, można było sporą część włożonych pieniędzy sobie zwrócić, więc po co dalsze inwestycje w przechowalnictwo i powiększanie ryzyka?

Komentarze  

-1 #4 Boli 2024-01-27 09:29
Redaktorzu!!! Chyba nie możesz się dokupić jabłek na handelek do podberlińskiej hurtowni??? I stąd te rozkinianie I stanie we własne gniazdo. Kolejna gwiazda.
Cytować
0 #3 Guest 2024-01-26 07:12
Bo nie ma jabłek
Zgnojone sady,parch,mróz,brak ludzi

Baltona będzie po 5 za wagę

To te po gradzie łykną po 3 z podziękowaniem

Wystarczy taka odpowiedź
Cytować
0 #2 Piter 2024-01-25 17:15
Zależy jaki grad
Cytować
+1 #1 Mistrz premyslu 2024-01-25 16:15
Po jaj....co mądralo Mickiewicz się znalazł na wszystko najmadrzejszy
Cytować

Powiązane artykuły

Czy czeka nas parchowy rok?

Wyjście z kryzysu

Sad dochodowy

X