To tylko kontrole
Już prawie wszystkie branżowe media obiegła wiadomość, że PIORiN kontroluje gospodarstwa w powiecie grójeckim i sąsiednich. Wszystko utrzymane jest w alarmistycznym tonie. Sam fakt pisania o tych kontrolach dziwi, bo przecież rzadko mówi się o rutynowych działaniach Inspekcji, która przeprowadza ich dziesiątki w każdym powiecie, rokrocznie. Tu nie ma żadnej sensacji – PIORiN nie realizuje podczas tych wizyt żadnych szczególnych zadań. Przyjeżdżają, proszą o ewidencję, uprawnienia, badania techniczne i dowody zakupu środków ochrony roślin. Czyli tak jak podczas każdej standardowej kontroli w latach poprzednich – absolutnie nic nowego.
Oczywiście, gdzieś w tle pozostaje wspomnienie wykrycia źródła nielegalnych środków ochrony roślin pod Pniewami, ale nikt nie biega z psami tropiącymi po podwórkach ani nie przeszukuje garaży w poszukiwaniu nielegalnych preparatów. Tworzenie w mediach wizji masowych przeszukań gospodarstw, nalotów na całe wsie i "dociskania śruby" przez urzędników jest po prostu śmieszne. Niby kto miałby to robić? Kilkoro urzędników z grójeckiego oddziału, którzy i tak są zawaleni inną administracyjną robotą? Przecież moce przerobowe powiatowych zespołów to zaledwie kilka osób – a wszystkich w teren i tak nie wyślą.
Każda taka kontrola to minimum godzina spędzona w gospodarstwie, a potem godzina pracy urzędnika w biurze – to sterta papierów do wypełnienia. Naprawdę nikt nigdy nie miał kontroli z PIORiN-u? Ilu rolników są w stanie sprawdzić w tydzień, w miesiąc?
Wykryto nielegalny punkt handlowy, więc na ten region skierowano baczniejsze spojrzenie – które w normalnych warunkach rozłożyłoby się na cały powiat. Ludzie chętnie czytają takie artykuły, bo można sobie publicznie ponarzekać, powyrzucać urzędnikom brak kontroli nad importem z Ukrainy albo pobiadolić nad ciężką dolą gnębionego chłopa.
Tymczasem z doniesień medialnych, jak i z informacji od samych rolników, nie wynika, aby podczas tych wizyt pojawiły się nowe obszary zainteresowania inspektorów czy kontrole dotyczyły jakichś nowych przepisów. Wszystko wygląda tak, jak od lat: ewidencja, uprawnienia, badania techniczne. Mogą zerknąć na faktury, na magazyn środków ochrony roślin – i tyle. Ktoś nie ma uprawnień? Przeglądu opryskiwacza? Zeszytu? Sami tworzymy sobie atmosferę urzędniczej opresji i nowej fali gnębienia polskich rolników – której w rzeczywistości nie ma.
Naprawdę, nie ma o czym dyskutować – to zwykłe wizyty w gospodarstwach, z jakimi mieliśmy do czynienia już wielokrotnie. Zamiast tworzyć atmosferę grozy i powszechnego śledztwa, rzekomo prowadzonego przez urzędników PIORiN-u, zaproście ich na kawę do domu, porozmawiajcie, poproście, żeby przyjechali na kontrolę jesienią – może wtedy pobiorą próbkę i dostaniecie Państwo darmowe badanie pozostałości.
Nie przegap najnowszych wiadomości
Sadownicy polują
-
Uszkodził kilkanaście ambon myśliwskich. Usłyszał zarzuty
Siedem zarzutów dotyczących uszkodzenia mienia i narażenia osoby na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty...
-
Sadownicy polują: Polscy myśliwi padają ofiarą agresji?
Taka teza pojawia się w artykule pt. „O agresji wobec myśliwych” autorstwa prof. dr hab. Dariusza...
-
Sadownicy polują: Czy godzi się zabijać zwierzęta dla trofeów?
Stosunek większości Polaków do zabijania dzikich zwierząt przez myśliwych jest taki, że działanie to...
Najnowsze artykuły
- Kradzież dwóch ciągników w gminie Błędów – apel o pomoc
- Burze, intensywne opady i grad – alerty IMGW
- Wsparcie dla producentów owoców i warzyw – jak uzyskać dofinansowanie
- Borówka po kwitnieniu – jakie zabiegi wykonać?
- Grusze: miodówka i rak bakteryjny – aktualne zagrożenia
- Czerwiec i sezon na jagodę kamczacką – gdzie wybrać się na samozbiory?
- Spadek eksportu polskich jabłek w maju. Kto kupuje najwięcej?


Komentarze