Komu szkodzą czereśnie?
Czytaliście już Państwo artykuł o badaniach czereśni na pozostałości środków ochrony roślin? Jeśli nie, to serdecznie zapraszam:
https://www.e-sadownictwo.pl/wiadomosci/z-kraju/15652-polskie-czeresnie-z-zakazanymi-pestycydami
Kontrowersyjna fundacja tym razem wzięła na cel dostępne w kraju czereśnie, aby przebadać je i wykryć ewentualne pozostałości pestycydów. Wyniki wskazują, że importowane owoce z supermarketów są w porządku, a te kupione na bazarze – od polskiego rolnika, rzekomo „niepryskane” – zawierają ogromne ilości niedozwolonych substancji.
Owoce zakupiono w Lidlu, Biedronce oraz na warszawskim targowisku na Placu Szembeka. Według organizatora tego „badania” (cudzysłów nieprzypadkowy), najgorsze okazały się czereśnie z bazarku. Od kogo je kupiono? Od jakiejś sprzedawczyni, rzekomo z własnej uprawy, zapewniającej – przy sprzedaży – o braku jakichkolwiek zabiegów chemicznych na czereśniach. (Naprawdę da się produkować czereśnie bez żadnych zabiegów?!)
Zacznijmy od początku: skąd wiadomo, że te owoce są od rolnika, a nie handlarza? Producenci bardzo rzadko sami sprzedają detalicznie swoje produkty – to nie te czasy, by poważny plantator miał czas stać na straganie. Tym bardziej, że na załączonym zdjęciu widzimy w tle również inne gatunki warzyw i owoców. Współcześnie gospodarstw wielogatunkowych ubywa, więc wiarygodność deklaracji sprzedawczyni o własnej produkcji jest znikoma.
Nie mamy też w treści tego „badania” żadnej daty zakupu tej partii czereśni – jest tylko enigmatyczna informacja o „czerwcu”. Piszę o tym, bo obawiam się, że autorzy tego „testu” albo nie mają pojęcia, co kupują, albo działają w złej wierze. Przy owocach z marketu podano nazwę sklepu, natomiast nazwiska rolnika nie znamy – dlaczego? Przecież na stoisku powinna być umieszczona tabliczka z nazwą gospodarstwa – wówczas wszystko byłoby jasne: kto odpowiada za te owoce.
Jedynym „dowodem” na polskie pochodzenie tych czereśni jest deklaracja sprzedawczyni, choć szerokie spektrum oferowanych przez nią produktów budzi wątpliwość, czy faktycznie jest producentką. Taka „profesjonalna” fundacja, która od lat szkaluje polskie owoce, nie zadbała o zweryfikowanie źródła zakupu i odmiany?
A co też wykryto w rzekomo polskich czereśniach „od producenta”? Całe spektrum zakazanych w Polsce substancji: cypermetrynę, karbendazym, lambda-cyhalotrynę i ometoat.
– Cypermetryna – składnik m.in. Cyperkill Max 500 SC – zakazana w czereśniach od 3 lat.
– Karbendazym – również zakazany; znajdował się dawniej w fungicydach zbożowych, wycofany 10 lat temu.
– Lambda-cyhalotryna – wycofana od 2 lat.
– Ometoat – wycofany bodaj 15 lat temu.
Mamy więc pełen zestaw substancji, których stosowanie jest zabronione od bardzo dawna – niektórych nawet nie da się już kupić w żadnym preparacie, nawet na czarnym rynku. Ktoś miał aż takie zapasy skitrane po garażach? Szczerze wątpię.
Fundacja zgłosiła sprawę do Sanepidu, który teraz będzie musiał odszukać tę „rolniczkę” i przeprowadzić śledztwo w sprawie tych czereśni. Aż korci, żeby zadzwonić do warszawskiego Sanepidu i dopytać o wyniki...
W treści komunikatu prasowego nawiązującego do tego – pożal się Boże – badania, pojawiają się hasła takie jak: „mit o polskiej zdrowej żywności”, „greckie i hiszpańskie lepsze” i „tu nie chodzi o jednego rolnika”. Kilka dni temu pisałem o programie w holenderskiej telewizji RTL4, gdzie również szkalowano producentów czereśni. Tam wzbudziło to prawdziwy bunt środowiska rolniczego – głupoty o glifosacie w owocach były dementowane przez wszystkie możliwe instytucje i fachowców z branży.
Badania dla tej fundacji wykonał Instytut Ogrodnictwa w Skierniewicach – naprawdę nie rozumiem, dlaczego taka instytucja daje wykorzystywać swój autorytet w takich akcjach. Dla zarobku kilku stówek za badanie?
Dopóki w takich testach nie będzie imion i nazwisk sprzedających, nie będzie można ich konkretnie zweryfikować – to będą zwykłe paszkwile na polskie sadownictwo. Można napisać nazwę marketu, ale nie można podać nazwy gospodarstwa? A może właśnie o to chodzi – żeby tego wyniku nie dało się dokładnie zweryfikować?
Nie przegap najnowszych wiadomości
Sadownicy polują
- Uszkodził kilkanaście ambon myśliwskich. Usłyszał zarzuty
Siedem zarzutów dotyczących uszkodzenia mienia i narażenia osoby na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty...
- Sadownicy polują: Polscy myśliwi padają ofiarą agresji?
Taka teza pojawia się w artykule pt. „O agresji wobec myśliwych” autorstwa prof. dr hab. Dariusza...
- Sadownicy polują: Czy godzi się zabijać zwierzęta dla trofeów?
Stosunek większości Polaków do zabijania dzikich zwierząt przez myśliwych jest taki, że działanie to...
Najnowsze artykuły
- Komunikat sadowniczy, Dariusz Ziarko, 24.06.2026
- Przed upałami: Jak chłodzić rośliny i stymulować fotosyntezę?
- Jędrne jabłka bez chorób przechowalniczych
- Afera z nawozami. Magazynierzy sprzedawali „na lewo”, strata ponad pół miliona złotych
- Polskie czy importowane? Oznaczenia czereśni pod kontrolą
- 35°C na termometrach. Koniec czerwca przyniesie skrajne temperatury
- Nielegalne przepakowywanie importowanych owoców? Sadownicy żądają działań służb


Komentarze
... nmam nadzieję że nie poczęstujesz dzieci.
quote name="Guest"]Cytuję Her:
Nie zesraj się z tą uczciwością
Nie zesraj się z tą uczciwością
Mospilan w uprawie ekologicznej?
To co się dziwić,że w konwencji można wszystko znależć
quote name="Zbigniew"]A ja sobie wypraszam jestem producentem czereśni i sobie nie wyobrażam żeby pryskać jakimś dziadostwem niedopuszczonym na wiosnę miedzian na robaka mospilan i to miesiąc przed zbiorem wszystko dopuszczone do upraw ekologicznych a może to były sprowadzone czereśnie z krajów gdzie nie ma żadnej kontroli na opryskami.
Sam jem swoje czereśnie i moje dzieci jestem pewien co do swoich owoców.
Sam jem swoje czereśnie i moje dzieci jestem pewien co do swoich owoców.