Nowa fucha dla PSL-u?
Wszyscy posłowie klubu poselskiego PSL podpisali się pod projektem ustawy o powołaniu Rzecznika Praw Rolników. 8 lipca skierowali ten projekt do Marszałka Sejmu i oczekują, że państwo wyda na tę instytucję aż 9 milionów złotych rocznie.
Najzabawniejsze jest to, że projekt nie spotkał się z ciepłym przyjęciem samych rolników, wręcz przeciwnie. To tylko potwierdza moją tezę, że ta partia całkowicie oderwała się od swojej bazy wyborczej na wsi i zupełnie nie rozumie współczesnego rolnictwa.
Dlaczego rolnicy nie chcą swojego „obrońcy”? Bo potrafią czytać. To już nie te czasy, kiedy różnej maści działacze partyjni i związkowi tłumaczyli „prostemu, wiejskiemu ludowi” rzeczywistość. Rolnicy przeczytali tę ustawę, a szczególnie punkt, w którym zapisano, że stanowisko przyszłego Rzecznika Praw Rolników będzie każdorazowo obejmował prezes Krajowej Rady Izb Rolniczych.
Czyli tak: mamy w całym kraju izby rolnicze, które teoretycznie mają reprezentować społeczność rolniczą wobec administracji i polityków, opiniować projekty aktów prawnych. W praktyce rolnicy mają te izby głęboko gdzieś. Nikt nie chodzi na wybory do nich, często nawet brakuje kandydatów na radnych izb rolniczych. Ludzie, którzy zasiadają w tych gremiach, często nie rozumieją wyzwań, z jakimi mierzy się współczesna wieś.
Dlatego PSL proponuje, aby nowym „obrońcą” rolników został... prezes KRIR! Naprawdę nie wiem, jak to się im logicznie składa. A właściwie to wiem. Szczególnie te 9 milionów złotych rocznie może się dobrze „przykleić”. Ale nie potrafię sobie wyobrazić, co oni mają w głowach, skoro chcą, by rzecznikiem był człowiek, którego rolnicy nie chcą legitymizować jako swojego przedstawiciela poprzez izby.
Kiedy w zeszłym roku zaczęto mówić o tym projekcie, byłem mu nawet przychylny. Byłem przekonany, że PSL chce zbudować nowy system reprezentacji środowiska rolniczego, w odpowiedzi na brak społecznej akceptacji i utożsamienia się rolników z dotychczasowym systemem izb rolniczych. Tymczasem to ma być nowa fucha dla ludzi ze starego układu.
Ta partia naprawdę nie rozumie głębokich przemian polskiej wsi ani zmiany sposobu myślenia, jaka zaszła wśród naszych rolników.
Nie odrzucam z góry pomysłu powołania takiej instytucji. Uważam, że rolnicy powinni mieć swojego reprezentanta. Ale tutaj mamy po prostu dublowanie funkcji i organizacji, bez żadnej realnej zmiany ich możliwości, za to z utworzeniem kolejnego stanowiska i kolejnymi pieniędzmi do rozdania.
W izbach rolniczych przepływają całkiem spore środki, to kilkadziesiąt milionów złotych rocznie, pochodzących z części podatku rolnego. Za takie pieniądze można zbudować dużą instytucję lobbingową w skali krajowej albo nawet międzynarodowej. Dla przykładu: w 2021 roku Microsoft i Google wydały ponad 5 milionów euro każde na lobbing w Brukseli – i to ten oficjalny (źródło).
Tymczasem w Polsce, za kilkadziesiąt milionów złotych, mamy izby rolnicze, które tworzą śmieszne i nierealne postulaty, całkowicie ignorowane przez władze administracyjne.
Tak, przebudujmy ten system reprezentacji. Zaorajmy izby rolnicze, a pieniądze przekażmy na profesjonalną instytucję, którą tworzyć będą prawnicy, ekonomiści i zawodowi lobbyści, a nie starsi panowie z wąsem.
Nie, podarowanie kolejnych pieniędzy tym samym ludziom i tym samym instytucjom niczego nie zmieni.
Nie przegap najnowszych wiadomości
Sadownicy polują
-
Uszkodził kilkanaście ambon myśliwskich. Usłyszał zarzuty
Siedem zarzutów dotyczących uszkodzenia mienia i narażenia osoby na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty...
-
Sadownicy polują: Polscy myśliwi padają ofiarą agresji?
Taka teza pojawia się w artykule pt. „O agresji wobec myśliwych” autorstwa prof. dr hab. Dariusza...
-
Sadownicy polują: Czy godzi się zabijać zwierzęta dla trofeów?
Stosunek większości Polaków do zabijania dzikich zwierząt przez myśliwych jest taki, że działanie to...
Najnowsze artykuły
- Przed upałami: Jak chłodzić rośliny i stymulować fotosyntezę?
- Jędrne jabłka bez chorób przechowalniczych
- Afera z nawozami. Magazynierzy sprzedawali „na lewo”, strata ponad pół miliona złotych
- Polskie czy importowane? Oznaczenia czereśni pod kontrolą
- 35°C na termometrach. Koniec czerwca przyniesie skrajne temperatury
- Nielegalne przepakowywanie importowanych owoców? Sadownicy żądają działań służb
- Ceny malin nie do przyjęcia. Plantatorzy grożą protestami


Komentarze
A to resztę to jak marionetką. Koryto było święte.
Instytucja do zaorania