Nagonka na polskich sadowników. Cała prawda o o raporcie Pro-Testu
Pamiętacie Państwo badania pozostałości pestycydów, które w czereśniach miała wykryć Fundacja Pro-Test? No to teraz proponuję trzymać się mocno, ponieważ postanowiłem popytać tu i tam o te ich rzekome badania.
Przypomnijmy na wstępie, że ta dziwna fundacja wypuściła paszkwil na czereśnie od polskich rolników, kupowane na targowisku miejskim, a bardzo ładnie opisała te zakupione w marketach. Te od polskiego rolnika rzekomo zawierały szereg pestycydów w ilościach niedozwolonych, w tym substancje, które w ogóle nie powinny się tam znaleźć. Za to marketowe, importowane, były „cacy”, bo niby coś tam wykryto, ale mało i w normie.
Swój pseudo-raport fundacja okrasiła hasłami typu: „mit zdrowej polskiej żywności”, „polski rolnik kładzie na szali zdrowie polskiego konsumenta”, „tu nie chodzi tylko o jednego rolnika”. Mówiąc wprost – to był paszkwil wymierzony w polskie sadownictwo.
Do raportu dołączono tabelkę, która rzekomo miała przedstawiać wyniki badań, ale nimi nie była, co dość szybko ustaliłem. Autorzy tego, pożal się Boże, raportu powołali się nawet na autorytet Instytutu Ogrodnictwa w Skierniewicach, bo to właśnie tam wykonano badania laboratoryjne na obecność pestycydów.
Fundacja Pro-Test, chcąc dodać dramatyzmu i sobie profesjonalizmu, zgłosiła też do warszawskiego Sanepidu rzekome wykrycie niedozwolonych substancji, co opisała w raporcie. Zadzwoniłem więc do Instytutu i odbyłem bardzo miłą rozmowę z kierownikiem laboratorium, który potwierdził fakt wykonania takich badań na rzecz tej fundacji. Jednak Instytut absolutnie nie wie, skąd pochodziły dostarczone próbki owoców. To nie pracownik Instytutu je pobierał, nie pracownik je dostarczał. Instytut nie wie nic o okolicznościach wejścia w posiadanie tych próbek przez zleceniodawcę. Nie wiadomo też, czy osoba pobierająca próbki miała do tego uprawnienia ani jak próbki były przechowywane. Laboratorium dostało czereśnie, zbadało je i na tym koniec. Na wiele z tych wątpliwości zwrócił mi uwagę sam kierownik laboratorium, za co bardzo mu dziękuję.
Po tej rozmowie wiedziałem już, że raport Fundacji Pro-Test to gniot, ale postanowiłem jeszcze zadzwonić do warszawskiego Sanepidu. I tu zrobiło się naprawdę ciekawie. Już podczas pierwszej rozmowy telefonicznej usłyszałem sygnał, że Sanepid zupełnie inaczej widzi sprawę niż fundacja. Wysłałem więc oficjalne zapytanie mailowe do PSSE i trochę musiałem poczekać, ale było warto. Co się okazało?
Tak, Pro-Test faktycznie złożył zgłoszenie interwencyjne o nielegalnych substancjach w czereśniach. Ale w zgłoszeniu nie podano, gdzie czereśnie zostały kupione, nie było danych sprzedawcy ani producenta. Po prostu – nic! Wobec tego Sanepid nie przeprowadził żadnej kontroli, bo nie było czego kontrolować. Donos Pro-Testu wylądował w koszu.
Drodzy Państwo, to jest albo totalna amatorka i partactwo ludzi z tej fundacji, którzy kreują się na ekspertów od zdrowia, albo celowa akcja marketingowo-propagandowa, której ofiarą mieli paść polscy sadownicy. Nie ma absolutnie żadnego dowodu, że Pro-Test kupił jakiekolwiek czereśnie od polskiego rolnika – żadnego. Nie wiadomo, skąd pochodziły badane owoce, nie wiadomo, kto i jak pobrał próbki. Równie dobrze mogły to być owoce wyciągnięte z kontenera na odpady bio na warszawskich Broniszach.
Nie przegap najnowszych wiadomości
{source}[[a href="/sadownicy-poluja"]]Sadownicy polują[[/a]]{/source}
-
Uszkodził kilkanaście ambon myśliwskich. Usłyszał zarzuty
Siedem zarzutów dotyczących uszkodzenia mienia i narażenia osoby na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty...
-
Sadownicy polują: Polscy myśliwi padają ofiarą agresji?
Taka teza pojawia się w artykule pt. „O agresji wobec myśliwych” autorstwa prof. dr hab. Dariusza...
-
Sadownicy polują: Czy godzi się zabijać zwierzęta dla trofeów?
Stosunek większości Polaków do zabijania dzikich zwierząt przez myśliwych jest taki, że działanie to...
Najnowsze artykuły
- Sadownicy sami sobie zaszkodzili? Mocne słowa sadownika o rynku owoców
- Upał, burze z gradem i gwałtowne ochłodzenie
- Nowe podejście do wapnia w uprawach jagodowych. Większa jakość owoców bez nadmiaru azotu
- Nawóz to nie tylko cena. Na co naprawdę zwrócić uwagę przy zakupie?
- WAPA prognozuje znacznie mniejsze zbiory jabłek w UE
- Biedronka rozpoczyna sezon na polskie śliwki. Sieć podkreśla współpracę z krajowymi sadownikami
- Emerytury proporcjonalne dla rolników wracają na agendę


Komentarze
Odpisuję Panu, bo podoba mi się ładny styl i kultura Pańskiej wypowiedzi. Jednak myli się Pan dalej - rolnik ryczałtowy MUSI wydać dokument sprzedaży na życzenie nabywcy, nie jest to jego dobra wola.
Oczywiście, że od rolnika sprzedającego detalicznie można otrzymać dokument sprzedaży, ale tylko kiedy będzie go chciał wydać. Skoro nie ma obowiązku go wydawać to nie musi, to jego dobra wola.
Pozdrawiam.
Witam. Pisałem, że ostatnio byłem chyba dwa lata temu, oczywiście mogło się zmienić. Skoro jeździ Pan na Bronisze proszę o informację ile paragonów, rachunków bądź faktur wystawia Pan sprzedając tam owoce.
Pozdrawiam.8p849
Dlatego w wymienionych formach dokumentacji transakcji jest: faktura, paragon i rachunek uproszczony. Nawet od rolnika RR, sprzedającego detaliczne można otrzymać dokument nabycia.
Jeśli rolnik odsprzedaje produkty spoza własnej działalności obowiązuje limit 20 000 zł, oczywiście prawie nikt go nie przekracza.
Osobiście czasem spotykam na targowisku zawodowych handlarzy, którzy posiadają kasy, rolnika chyba nigdy.
Co do Bronisz, to nie byłem osobiście już że dwa lata, wcześniej 90% sprzedających nie miała wystawionych informacji o sprzedającym, być może mieli gdzieś te kartki w szoferce na wypadek kontroli. Zresztą nigdy nie spotkałem się z sytuacją aby kupiec na Broniszach pytał się o dane gospodarstwa, chyba że przerzutnik potrzebował fakturę.
Rolnik sprzedający na rynku hurtowym swoje płody ma obowiązek posiadać tablicę informacyjną z nazwą i adresem gospodarstwa, także owoce nie są anonimowe. Na stoisku detalicznym również musi być informacja o sprzedającym a nabywca może zażądać faktury/paragonu/rachunku uproszczonego. Nie ma czegoś takiego w Polsce jak anonimowa sprzedaż płodów rolnych.
Niestety prawdą jest, że owoce sprzedawane w dużych sieciach, chociaż na papierze posiadają certyfikaty i często teoretycznie można prześledzić pochodzenie. Na targowiskach, Broniszach owoce sprzedawane są anonimowo, nikt nie wnika w pozostałości, liczy się wygląd. Jedynym gwarantem jakości jest osobista moralność producenta.
Co do informacji o sprzedającym, to wątpię czy ktoś sprzedający na ulicy się legitymuje przypadkowemu klientowi kupującemu kilogram czereśni.
Polska Meksyk Europy.