Letnia nisza całkiem dobrze żyje
Polecane

Letnia nisza całkiem dobrze żyje

Już początek września i wszyscy zerkamy ku zbiorom Gali. W pojedynczych przypadkach one już się zaczęły i owoce trafiły do handlu, lecz w obrocie wciąż jest dużo więcej jabłek letnich. Kilka lat temu, a może nawet ponad dekadę temu, rozpoczął się szeroki trend likwidacji kwater letnich odmian jabłek. W najlepszych latach to właśnie one miały swój udział w rynku hurtowym. Potem, wraz ze wzrostem roli eksportu, odmiany letnie zaczęły tracić na znaczeniu. Jabłka zimowe dają znacznie większe plony, można je zebrać w jednym lub dwóch podejściach i przechowywać przez bardzo długi czas. Natomiast odmiany letnie wymagają wielokrotnego zbioru, plonują stosunkowo nisko, a popyt na nie był słabszy, bo rynek eksportowy zawsze preferował jabłka zimowe.

Od pewnego czasu obserwujemy jednak renesans odmian letnich. W pewnym momencie w tej grupie jabłoni pozostali tylko ci producenci, którzy mieli sprzedaż detaliczną albo dostarczali owoce na markety i rynki hurtowe. W efekcie zrobiło się luźniej na rynku, mniejsza podaż podniosła ceny i zwiększyła atrakcyjność produkcji. Rozmawiając dłużej z dostawcami sieci handlowych, zauważyłem, że naprawdę mocno chwalą oni tę grupę odmian. Stawki są raczej atrakcyjne względem odmian zimowych, a jednocześnie liczba producentów oferujących jabłka letnie jest ograniczona.

Produkcja odmian letnich pozwala też lepiej zarządzać logistyką, przy podobnym areale potrzebna jest mniejsza baza przechowalnicza i mniej skrzyniopalet. Można efektywnie wykorzystać siłę roboczą: do zbioru jabłek letnich, a równocześnie do cięcia letniego odmian zimowych. Pojawia się też przychód późnym latem, co jest ważne, bo wiele gospodarstw zmaga się z bardzo niską płynnością finansową.

Oczywiście są również wady. Przede wszystkim konkurencja o pracownika z producentami borówek, którzy oferują atrakcyjne stawki. Kolejnym wyzwaniem agrotechnicznym jest presja na wybarwienie owoców, a trudno je uzyskać bez chłodnych nocy, które nie zawsze występują latem. Dochodzi do tego jeszcze problem rozmiaru owoców, bo susza regularnie dokucza sadownikom.

Mimo to dostawcy sieciowi chwalą odmiany letnie i są zadowoleni z ich opłacalności, plusy przeważają nad minusami. Oczywiście bieżący i miniony sezon nie są miarodajne, bo zbyt duży był wpływ czynników jednorazowych (przymrozki wiosenne), by racjonalnie oceniać ekonomiczność kwater letnich odmian. Jednak widać dość wyraźnie, że rynek krajowy chciał i nadal chce jabłek letnich. To pewna nisza, szczególnie dla tych, którzy współpracują z sieciami, ale każdą niszę warto zagospodarować, jeśli tylko daje ona dobrze zarobić.

To ważne, bo w Polsce widać dziwne tendencje do nieudanego kopiowania zachowań sąsiadów. Pojawiają się mody na sadzenie określonych odmian czy gatunków, a w internecie roi się od pytań „co sadzić?”. To jednak nie ma większego sensu, nie wszyscy funkcjonują w takich samych warunkach i te same decyzje nie przyniosą podobnych efektów. Odmiany letnie mogą być dobrym wyborem przy dostawach na rynek krajowy, ale współpraca np. z siecią rumuńską nie wywoła już takiego popytu na Pirosa czy Sandera.

Niezależnie od tego widać, że trend odchodzenia od jabłek letnich na rzecz odmian zimowych, który towarzyszył nam od dłuższego czasu, został wyhamowany. Jeśli ktoś z Państwa ma w produkcji odmiany letnie, zachęcam do podzielenia się swoją opinią.

Komentarze  

+1 #2 Marcin 2025-09-09 11:40
No jak za radą autora deser wysypaliśmy w czerwcu na przemysł to dlaczego mieli letnich jabłek nie kupować....
Cytować
0 #1 Filip 123 2025-09-09 08:25
Problem z letnimi odmianami jest taki, że w przypadku upałów gotują się. Piros puchnie, Sander pęka, Delikates w miarę jabtym tle się prezentuje. Ogólnie można to traktować jako dodatek, a nie główny obszar produkcji.
Cytować

Nie przegap najnowszych wiadomości

icon googleObserwuj nas w Google News

Powiązane artykuły