Owocowe wpadki Lidla
Lidl ma naprawdę nie po drodze z sadownikami. Teraz przytrafiła im się wpadka związana z wykryciem pozostałości środka ochrony roślin w owocach, ale to nie jest ich pierwsza wpadka. Zapewne wszyscy widzieli już artykuł o wycofaniu partii jabłek ze sklepów tej niemieckiej sieci. Jeśli ktoś nie miał okazji, warto nadrobić.
Dla jasności dodam, że chodzi o przekroczenie norm w polskich przepisach prawa, a nie wewnętrznych kryteriów Lidla, które są ostrzejsze niż poziom krajowy. Nie mamy natomiast informacji ani o tym, jaka substancja została wykryta, ani o poziomie tego przekroczenia. Dostawcą była firma handlowa z Kujaw.
Lidl wpadł też zimą z jabłkami eko, które okazały się nie być eko, ponieważ zawierały pozostałości pestycydów. Latem tego roku pisałem o bardzo słabej jakości czereśni oferowanych przez tę sieć. Do tego dość powszechny jest brak akceptacji naszego środowiska dla sprzedaży owoców „prosto ze skrzyni”, którą Lidl od pewnego czasu intensywnie praktykuje. To, jaką jakość mają te owoce, opisały już chyba wszystkie branżowe media w kraju.
Osobiście nie mam żadnych uprzedzeń wobec tej sieci i nie uważam jej za gorszą od innych – po prostu ponosi ona konsekwencje wyboru modelu współpracy z branżą sadowniczą. Nie sądzę, aby komunikat o wycofaniu jabłek był zemstą Lidla na polskich sadownikach za nieprzychylne opinie, jakie powszechnie wygłaszamy na temat ich akcji sprzedaży jabłek „prosto z podłogi”. GIS co jakiś czas wycofuje produkty ze sklepów; to nie jest sensacja. Takie komunikaty pojawiają się regularnie, bo błędy produkcyjne zdarzają się każdemu. W tym samym czasie, co partia jabłek z Sadco, wycofane zostały ziemniaki, burgery, czekoladki i inne produkty.
Problem Lidla – w moich oczach, bo domyślam się, że sieć nie podziela tej opinii – polega na opieraniu się na firmach handlowych, a nie bezpośrednio na producentach. Producenta, któremu zdarzają się wpadki, można bardzo szybko i łatwo wyeliminować z grona dostawców, bez dużego uszczerbku na wolumenie dostaw. Przy dziesiątkach tysięcy ton owoców wyrzucenie sadownika dostarczającego słabe owoce nie wywróci handlu w takiej sieci.
Lidl współpracuje jednak z firmami handlowymi, które kupują owoce z różnych źródeł, często od dostawców incydentalnych, z którymi współpracują pierwszy i ostatni raz. Siłą rzeczy wpadki, takie jak ta z Galą Schnico, muszą się zdarzać. Nikt nie pobiera próbek z każdej partii owoców trafiającej na sortownię. Badania prowadzone są wyrywkowo, raczej dla własnej świadomości i spełnienia wymogów certyfikacyjnych niż w celu wykrywania nieprawidłowości u sadowników.
Oparcie się na kilku dużych dostawcach ma oczywiście swoje zalety, ale my najczęściej słyszymy o minusach tego modelu, bo są one medialne. Wycofanie produktu zdarza się w dużych sieciach regularnie i większość tych przypadków przechodzi bez echa.
Nam, producentom, może się nie podobać sposób, w jaki Lidl zarządza sprzedażą jabłek. Możemy uważać, że obniża to prestiż naszych owoców, ale Lidl realizuje własne interesy, nie nasze. Robi promocję na jabłka drugiej klasy, „prosto ze skrzyni”, dla własnej korzyści, a nie dla naszych. W swojej absurdalnej wojnie dyskontowej ma świetny argument w postaci tych tanich jabłek, które mogą być wykorzystane w sezonowej promocji. Jeśli trafi się klient szukający lepszych owoców, na półce znajdzie kilka kartonów pięknych jabłek z Portugalii, ze szczegółowo opisanymi kodami GGN sortowni i producenta.
Większość konsumentów jednak będzie grzebać w skrzyni, aby mieć poczucie zaoszczędzenia kilku złotych, które później i tak wydadzą na torbę przy kasie, bo „zapomnieli wziąć swojej z domu”. Myśl o oszczędnościach pozostaje w głowie, a jabłka są do tego idealne, bo są najpopularniejszym owocem w Polsce.
Lidl wybrał swój model kupowania i sprzedawania owoców i ponosi jego konsekwencje w postaci regularnych wpadek jakościowych. Mimo to sieć najwyraźniej uważa, że model się sprawdza. Nie buduje wizerunku polskiego jabłka i nie interesuje się opinią polskich sadowników, po prostu handluje jabłkami.
Nie przegap najnowszych wiadomości
Sadownicy polują
-
Uszkodził kilkanaście ambon myśliwskich. Usłyszał zarzuty
Siedem zarzutów dotyczących uszkodzenia mienia i narażenia osoby na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty...
-
Sadownicy polują: Polscy myśliwi padają ofiarą agresji?
Taka teza pojawia się w artykule pt. „O agresji wobec myśliwych” autorstwa prof. dr hab. Dariusza...
-
Sadownicy polują: Czy godzi się zabijać zwierzęta dla trofeów?
Stosunek większości Polaków do zabijania dzikich zwierząt przez myśliwych jest taki, że działanie to...
Najnowsze artykuły
- Stres termiczny – ukryty złodziej plonu. Jak przewidywać stres termiczny i radiacyjny?
- Jak ograniczyć pękanie czereśni? Praktyczne informacje dla producentów
- Borówka – jak zwiększyć jakość i masę owoców przed zbiorami?
- Używasz tych środków? Możesz stracić dopłaty i zapłacić wysokie kary
- Od chłodnego początku do pierwszych upałów – tygodniowa prognoza pogody
- Przymrozki: straty sięgają nawet 90 procent
- Sadownicy na Jasnej Górze: modlitwa o plony i przyszłość produkcji żywności


Komentarze
Ukraińcy uprawiają żywność na skażonych radioaktywnie terenach. Ciekawe ile tej żywności trafiło na rynek Polski ? I ludzie ją zjedli w np oleju słonecznikowym i innych produktach ?
I WSZYSTKO JASNE.Przecież ich nie obchodzi los polskiego producenta