Przy 50% plonów wstyd składać wniosek – sadownik komentuje kryteria wsparcia
Polecane

Przy 50% plonów wstyd składać wniosek – sadownik komentuje kryteria wsparcia

1 grudnia 2025 r. ruszył nabór wniosków o nadzwyczajne rekompensaty dla sadowników poszkodowanych przez wiosenne przymrozki. Program przewiduje około 200 mln zł wsparcia i – jak podkreśla Ministerstwo Rolnictwa – ma trafić wyłącznie do tych, którzy ponieśli największe straty. Wnioski można składać do 15 stycznia 2026 r.

Zgodnie z zasadami programu, pomoc przysługuje jedynie tym sadownikom, u których komisje klęskowe stwierdziły co najmniej 70% strat w konkretnej uprawie. Progi wsparcia wyglądają następująco:

  • 70% strat – 900 zł/ha

  • powyżej 80% strat – 1600 zł/ha

  • powyżej 90% strat – 2400 zł/ha

Ci, którzy ponieśli mniejsze szkody, wsparcia nie otrzymają.

Kryteria przyznawania rekompensat wyraźnie podzieliły środowisko sadownicze. W mediach branżowych i społecznościowych pojawiło się wiele krytycznych komentarzy. Część producentów nie kryje rozgoryczenia, wskazując, że zastosowane progi praktycznie wykluczają znaczną część gospodarstw z realnego wsparcia. Inni z kolei chwalą nowe przepisy, argumentując, że pomoc powinna trafiać wyłącznie do tych, którzy rzeczywiście ponieśli największe straty.

– Gdybym miał 50% plonów, to bym się wstydził składać wniosek kęsowy. Pomoc należy się tym sadownikom, którzy naprawdę wszystko stracili i znam takich, którzy mieli prawie 100% strat – podkreśla wiceprezes Związku Sadowników RP, Krzysztof Cybulak, cytowany przez Agrobiznes.

Zdaniem Cybulaka ograniczenie dostępu do środków jest słuszne, dzięki temu ci, którzy ucierpieli najbardziej, mają większą szansę na otrzymanie pełnej puli wsparcia. Jak nawet pełne stawki to jedynie „promil tego, co poszkodowani mogliby zarobić w normalnym sezonie”.

Komentarze  

0 #8 Oli 2025-12-06 08:52
Cytuję Grzegorz:
Zgadzam się w 1000% z tym co mówi Pan Cybulak. Niestety ogarnięcie branży rolniczej w uczciwy sposób jest niemożliwe. Zawsze gdzieś znajdzie się ktoś kto ma "znajomości" i ominie przepisy. Komisje tylko potwierdzają informacje podawane przez rolników. Gdyby same miały szacować straty to potrzeba armi ludzi do pracy w terenie i dużo więcej czasu na analizy a i tak znalazłaby się grupa niezadowolonych z urzędowego szacowania. Temat jest trudny a każda próba narzucenia zdania rolnikowi przez urzędnika spotka się z oporem i narzekaniem. Przyjęte zasady są jak najbardziej słuszne. 70% strat to znaczy, że zostało 30% plonu o który trzeba zadbać aby sprzedać jako owoc deserowy a nie płakać, że mało przemysłu. Po drugie, warunek minimum 30% strat z całości gospodarstwa jest bardzo łagodny. To nadal daje możliwość ubiegania się o dopłaty dużej liczbie gospodarstw w których sytuacja finansowa nie pogorszyła się w skutek przymrozków. Ciągle jesteśmy za mało krytyczni względem samych siebie. Zamiast szukać rozwiązań ciągle tylko wyciągamy rękę i "dej, dej, dej". Kto powiedział, że każdy rok ma kończyć się zakupem kolejnego auta lub mieszkania? Żadna inna branża nie jest tak roszczeniowa jak my rolnicy. Może zamiast tylko wymagać od innych warto zacząć od siebie? Ja po pierwszym roku przymrozków wiedziałem, że trzeba zainwestować w ochronę. Nie było mnie stać na wykonanie zraszania nadkoronowego na wszystkich kwaterach. Zacząłem od tych najbardziej narażonych na przemarzanie. Do tego dywersyfikacja upraw. Do tego ubezpieczenia. Małymi kroczkami, ale do przodu. Przestałem narzekać i oglądać się na innych. W tym roku nawet nie myślałem o składaniu protokołu mimo, że straty były. Wiśnie zostały tylko na wierzchołkach, w porzeczce niektórych kwater w ogóle nie ruszałem, jednak w jabłoniach tam gdzie nadkoronowka, miałem pełny zbiór. Gdybym wpisał 90% też dostałbym protokół. Najgorsze jest to, że znam wielu z nas w identycznej albo i lepszej sytuacji. Chłodnie wynajmują bo miejsca brakuje, ale w protokołach straty po 95%. I najgłośniej krzyczą jak im mało i jak im źle. Ja nie zmieniam auta co 2 lata, nie jeżdżę nowym njuholandem, ale przynajmniej mogę spojrzeć sobie przed lustrem prosto w twarz.

Cytuję Grzegorz:
Zgadzam się w 1000% z tym co mówi Pan Cybulak. Niestety ogarnięcie branży rolniczej w uczciwy sposób jest niemożliwe. Zawsze gdzieś znajdzie się ktoś kto ma "znajomości" i ominie przepisy. Komisje tylko potwierdzają informacje podawane przez rolników. Gdyby same miały szacować straty to potrzeba armi ludzi do pracy w terenie i dużo więcej czasu na analizy a i tak znalazłaby się grupa niezadowolonych z urzędowego szacowania. Temat jest trudny a każda próba narzucenia zdania rolnikowi przez urzędnika spotka się z oporem i narzekaniem. Przyjęte zasady są jak najbardziej słuszne. 70% strat to znaczy, że zostało 30% plonu o który trzeba zadbać aby sprzedać jako owoc deserowy a nie płakać, że mało przemysłu. Po drugie, warunek minimum 30% strat z całości gospodarstwa jest bardzo łagodny. To nadal daje możliwość ubiegania się o dopłaty dużej liczbie gospodarstw w których sytuacja finansowa nie pogorszyła się w skutek przymrozków. Ciągle jesteśmy za mało krytyczni względem samych siebie. Zamiast szukać rozwiązań ciągle tylko wyciągamy rękę i "dej, dej, dej". Kto powiedział, że każdy rok ma kończyć się zakupem kolejnego auta lub mieszkania? Żadna inna branża nie jest tak roszczeniowa jak my rolnicy. Może zamiast tylko wymagać od innych warto zacząć od siebie? Ja po pierwszym roku przymrozków wiedziałem, że trzeba zainwestować w ochronę. Nie było mnie stać na wykonanie zraszania nadkoronowego na wszystkich kwaterach. Zacząłem od tych najbardziej narażonych na przemarzanie. Do tego dywersyfikacja upraw. Do tego ubezpieczenia. Małymi kroczkami, ale do przodu. Przestałem narzekać i oglądać się na innych. W tym roku nawet nie myślałem o składaniu protokołu mimo, że straty były. Wiśnie zostały tylko na wierzchołkach, w porzeczce niektórych kwater w ogóle nie ruszałem, jednak w jabłoniach tam gdzie nadkoronowka, miałem pełny zbiór. Gdybym wpisał 90% też dostałbym protokół. Najgorsze jest to, że znam wielu z nas w identycznej albo i lepszej sytuacji. Chłodnie wynajmują bo miejsca brakuje, ale w protokołach straty po 95%. I najgłośniej krzyczą jak im mało i jak im źle. Ja nie zmieniam auta co 2 lata, nie jeżdżę nowym njuholandem, ale przynajmniej mogę spojrzeć sobie przed lustrem prosto w twarz.



Czy Wy nadal nic nue rozumiecie!!!
I po co piszecie takie komentarze????przecież strzelacie sobie sami w kolano!!! Jak na jachty kluby swingersów expresy do do kawy to kaska jest??zanim coś skomentujecie to proszę się głęboko zastanowić czy warto pisać głupoty???
30% premierzyna że swoją wataszką też czyta te komentarze.....
Cytować
+3 #7 Przemek 2025-12-06 08:32
Prawda jest taka że znakomita większość upraw ogrodniczych jest w miejscach narażonych na wiosenne przymrozki i bardzo często im ulegają,zarówno sady jak i jagodniki.Ja doskonale rozumiem że gdy gdy hodowla Zwierząt i zbóż na małą skalę przestała się opłacać to ludzie szukali alternatywy.Tylko że uprawa na słabych stanowiskach gdzie prawie co roku zagląda przymrozek też nie jest rozwiązaniem,kończy się to albo frustracja gdy nie mamy plonu a ceny są wysokie albo zdenerwowaniem że mamy plon wysoki tylko ceny mierne bo urodziło się w całej Polsce.Nie chce nikogo uczyć dobrych praktyk ogrodniczych,ale uprawę zaczynajmy od lektury dobrej książki a nie chęci zysku "bo sąsiadowi albo kuzynowi wypaliło i zarobił"
Pozdrawiam i życzę powodzenia w tej trudnej pracy.
Cytować
0 #6 Guest 2025-12-06 07:59
Cytuję Ogrodniczka:
Moja plantacja zniszczona w 50 procentach. Nie dostałam nic. A plony były znikome chociaż maliny były dużymi krzakami. Rząd strzelił sobie w stopę. Uznano nas za gorszy sort. Czy omoc w kwocie 4000 zł której mnie pozbawiono uratuje budżet. Uczciwie place .1 procent od sprzedaży na kowr. W imię czego. Urzędnicy podjęli taką decyzję o 70 procentach. PSL stracił głos mój i mojej rodziny na zawsze


A czy te 4 tys uratuja twój budżet? Nie sądzę

Tylko takich ogrodniczek po 4 tys są tysiące i tokuz robią się miliony
Cytować
-1 #5 Piotr 2025-12-06 07:41
Cytuję Ogrodniczka:
Moja plantacja zniszczona w 50 procentach. Nie dostałam nic. A plony były znikome chociaż maliny były dużymi krzakami. Rząd strzelił sobie w stopę. Uznano nas za gorszy sort. Czy omoc w kwocie 4000 zł której mnie pozbawiono uratuje budżet. Uczciwie place .1 procent od sprzedaży na kowr. W imię czego. Urzędnicy podjęli taką decyzję o 70 procentach. PSL stracił głos mój i mojej rodziny na zawsze

A kto w psl myśli o twoich plonach tam o koryto pdzeżywają bo 1.5% chyba poparcia mają
Cytować
+1 #4 Mateusz 2025-12-06 07:29
Tu nie chodzi o jakąś jałmużnę. Potrzeba systemowego rozwiązania, żeby można bylo ubezpieczyć przymrozki i grad. Firmy nas dymają jak chcą, ci którzy mieli szkody są na czarnych listach i jest ban na ubezpieczenie. Nie wspomnę, że można ubezpieczyć jak już grad, ale nie przymrozki. Moje pytanie do naszych ministrów,po co ubezpieczyć grad, skoro przymrozek zrobi swoje.
Cytować
+2 #3 Ogrodniczka 2025-12-06 07:12
Moja plantacja zniszczona w 50 procentach. Nie dostałam nic. A plony były znikome chociaż maliny były dużymi krzakami. Rząd strzelił sobie w stopę. Uznano nas za gorszy sort. Czy omoc w kwocie 4000 zł której mnie pozbawiono uratuje budżet. Uczciwie place .1 procent od sprzedaży na kowr. W imię czego. Urzędnicy podjęli taką decyzję o 70 procentach. PSL stracił głos mój i mojej rodziny na zawsze
Cytować
+5 #2 Marcin 2025-12-05 15:29
30% strat z gradu to było 1000zl. Czy taki człowiek poniósł gorsze straty niż 65% z mrozu??? Jabłka na spady sprzedał i jeszcze odszkodowanie. A tu ci uwalilo ponad połowę plonu i nic
Cytować
+2 #1 Grzegorz 2025-12-05 11:08
Zgadzam się w 1000% z tym co mówi Pan Cybulak. Niestety ogarnięcie branży rolniczej w uczciwy sposób jest niemożliwe. Zawsze gdzieś znajdzie się ktoś kto ma "znajomości" i ominie przepisy. Komisje tylko potwierdzają informacje podawane przez rolników. Gdyby same miały szacować straty to potrzeba armi ludzi do pracy w terenie i dużo więcej czasu na analizy a i tak znalazłaby się grupa niezadowolonych z urzędowego szacowania. Temat jest trudny a każda próba narzucenia zdania rolnikowi przez urzędnika spotka się z oporem i narzekaniem. Przyjęte zasady są jak najbardziej słuszne. 70% strat to znaczy, że zostało 30% plonu o który trzeba zadbać aby sprzedać jako owoc deserowy a nie płakać, że mało przemysłu. Po drugie, warunek minimum 30% strat z całości gospodarstwa jest bardzo łagodny. To nadal daje możliwość ubiegania się o dopłaty dużej liczbie gospodarstw w których sytuacja finansowa nie pogorszyła się w skutek przymrozków. Ciągle jesteśmy za mało krytyczni względem samych siebie. Zamiast szukać rozwiązań ciągle tylko wyciągamy rękę i "dej, dej, dej". Kto powiedział, że każdy rok ma kończyć się zakupem kolejnego auta lub mieszkania? Żadna inna branża nie jest tak roszczeniowa jak my rolnicy. Może zamiast tylko wymagać od innych warto zacząć od siebie? Ja po pierwszym roku przymrozków wiedziałem, że trzeba zainwestować w ochronę. Nie było mnie stać na wykonanie zraszania nadkoronowego na wszystkich kwaterach. Zacząłem od tych najbardziej narażonych na przemarzanie. Do tego dywersyfikacja upraw. Do tego ubezpieczenia. Małymi kroczkami, ale do przodu. Przestałem narzekać i oglądać się na innych. W tym roku nawet nie myślałem o składaniu protokołu mimo, że straty były. Wiśnie zostały tylko na wierzchołkach, w porzeczce niektórych kwater w ogóle nie ruszałem, jednak w jabłoniach tam gdzie nadkoronowka, miałem pełny zbiór. Gdybym wpisał 90% też dostałbym protokół. Najgorsze jest to, że znam wielu z nas w identycznej albo i lepszej sytuacji. Chłodnie wynajmują bo miejsca brakuje, ale w protokołach straty po 95%. I najgłośniej krzyczą jak im mało i jak im źle. Ja nie zmieniam auta co 2 lata, nie jeżdżę nowym njuholandem, ale przynajmniej mogę spojrzeć sobie przed lustrem prosto w twarz.
Cytować

Powiązane artykuły