To se nie vrati
Polecane

To se nie vrati

Dość mocno w naszej branży zarezonował wywiad, jakiego udzielił pan Marcin Lis czasopismu Wieści Rolnicze. Sam wywiad nie zawiera przełomowych tez, lecz na pierwszy plan wybiły się słowa o psuciu rynku przez świeżych sadowników, którzy jeszcze niedawno uprawiali zboże, a przeszli na jabłka. To właśnie te zdania i ta teza były najczęściej cytowane w branży. Opinia ta nie jest nowa w naszym środowisku i sam wielokrotnie podnosiłem tę tematykę. Nie sposób nie zgodzić się z panem Lisem, że do naszej branży w ostatnich latach dołączyło bardzo wielu sadowników z przypadku. Ich wpływ na rynek jest ogromny – nie tylko na produkcję owoców do przetwórstwa, lecz także na rynek owoców deserowych.

Problem polega na tym, że nie ma możliwości zablokowania tego zjawiska. Jest ono naturalne, bo kapitał płynie zawsze tam, gdzie może uzyskać wyższe marże. Przy niskich areałach naszych gospodarstw to właśnie produkcja owoców daje dużo wyższe marże niż produkcja zbóż. Zresztą doświadczają tego producenci borówek, którzy chyba ostatnio najmocniej przekonali się, jak bardzo rynek mogą zdewastować nowi, dochodzący z zewnątrz producenci, często bez wiedzy i pomysłu na prowadzenie plantacji.

Kiedyś barierą wejścia do branży sadowniczej było długie oczekiwanie na owocowanie drzew. Pierwsze poważne plony zbierało się po kilkunastu latach. Później pojawiły się podkładki karłowe i sad dawał plony prawie natychmiast, ale barierą wejścia była stosunkowo skomplikowana agrotechnika. Sad to nie zboża – tutaj ilość i intensywność zabiegów ochronnych jest dużo wyższa. Dziś jednak i ten problem został rozwiązany przez masowe doradztwo produkcyjne. Coś, czego nasi ojcowie jeszcze nie znali, dziś jest powszechne. Nie piszę tu o profesjonalnych firmach doradczych, lecz o doradztwie ze strony dystrybutorów. Jakość tego doradztwa może nie jest najwyższa, ale nie da się ukryć, że SMS-y ze sklepów zmieniły praktykę agrotechniczną zdecydowanej większości naszych kolegów po fachu.

Na etapie produkcji nie ma więc już większych barier wejścia, które kiedyś decydowały o zyskownym charakterze sadownictwa. Dlatego tak bardzo przerażają pomysły niektórych domorosłych filozofów ekonomii, którzy skłaniają się ku ustaleniu cen minimalnych dla naszych owoców. Przy braku barier wejścia i gwarantowanej cenie sprzedaży – my nie sięgniemy dna, my będziemy do niego pukać od dołu.

Gdzie więc upatrywać marżowości produkowanych przez nas owoców, skoro na etapie produkcji już jej mieć nie będziemy? Pozostaje jedynie etap sprzedaży bądź przetworzenia owoców. Tylko coś, co nie jest osiągalne dla wszystkich, będzie dawało możliwość zarobku. Kiedyś śmialiście się ze mnie, gdy mówiłem, że sadownicy powinni uczyć się języków obcych. Jeśli ktoś jest w stanie samodzielnie znaleźć klienta za granicą, uzyska wyższe marże niż jego sąsiad, który sprzedaje jabłka do najbliższej sortowni. Akurat ten sezon wyraźnie to potwierdza. Jedni sprzedają Red Jonaprince’a po 1,30 zł/kg na sortowanie, a drudzy – tę samą odmianę po 2 zł/kg do Indii.

Tak, prosty sadownik też może sprzedać jabłka do Indii. Ten sam pośrednik, który kupuje od polskich sortowni, może również kupić jabłka bezpośrednio od sadownika. O Egipcjanach szukających owoców prosto od producentów nawet nie ma co pisać, bo wszyscy widzimy to choćby na Facebooku. To samo dotyczy jabłek do przetwórstwa sprzedawanych do Europy Zachodniej. W ubiegłym sezonie relatywnie lepszą cenę dostawał sadownik, który sprzedał drugą klasę do Niemiec czy Holandii, niż ten, który oferował jabłka deserowe pośrednikom w Polsce.

Zresztą gigantyczny rozwój sprzedaży bezpośredniej z gospodarstw do polskich marketów również dowodzi, że sadownicy widzą wyjście z problemu spadających marż na produkcji właśnie w przejęciu marży z handlu. Marży na produkcji nie da się już tak łatwo uzyskiwać i raczej szybko nie wrócimy do tego modelu. Piszę o tym od wielu lat, w zasadzie od samego początku swojej publicznej działalności. Przechodzimy dokładnie to samo, co nasi koledzy z Holandii, którzy próbowali jeszcze uciec poprzez zmianę gatunku (na grusze), ale z czasem zauważyli, że jeśli nie sprzedasz owoców sam, choćby do Polski, to po prostu nie zarobisz.

Na koniec dodam, że ten wyścig o marże nigdy się nie skończy. Tutaj nie ma mety.

Komentarze  

0 #10 Artur 2025-12-10 03:48
Była sobie wyspa na wyspie mieszkały króliki
Rozmnażały się i jadły trawę
Pon kilku latach tak się namnożyły że zaczęło brakować trawy.
80% populacji zdechła z głodu.Po kilku latach trawa odrosła a króliki w skutek przypływu dobrobytu znowu zaczęły się rozmnażać.
Ps
Nie tylko sadownictwo na takie problemy inne działy rolnictwa również
Cytować
-1 #9 Dzin 2025-12-09 07:09
Cytuję Mariusz:
Dzin - śmieszne i straszne jest myślenie nowych, że można ukroić kawałek tortu dla siebie. Tortu który jest już dawno podzielony, przeżuty i .....y. Taka jest brutalna prawda, jednym tortem nie wyżywią się wszyscy. Ładowanie się w branżę która jest na skraju rentowności to po prostu bardzo kiepski pomysł na biznes.

Jeśli jest tak źle, to niech Pan się nie męczy i zlikwiduje sad, po co dokładać. Zajmie się Pan hodowlą zwierząt, albo rodukcją mleka i zarobi kokosy.
Cytować
+4 #8 Mariusz 2025-12-08 18:54
Dzin - śmieszne i straszne jest myślenie nowych, że można ukroić kawałek tortu dla siebie. Tortu który jest już dawno podzielony, przeżuty i .....y. Taka jest brutalna prawda, jednym tortem nie wyżywią się wszyscy. Ładowanie się w branżę która jest na skraju rentowności to po prostu bardzo kiepski pomysł na biznes.
Cytować
+3 #7 Dorota 2025-12-08 18:19
Niestety sadownictwo w Polsce jest totalnie nieopłacalne. Skup psuje rynek. Producent jest na maxa wyzyskiwany!! Z tematem jestem związana od 1974 roku: Rodziców sad wtedy powstał. Tato jak pierwszy w okolicy wybudował chłodnie- nie było wtedy źle i jabłka się sprzedawały. Od 15 lat nieużywane chłodnie bo prąd drogi a jabłka strasznie tanie! Od 6 lat wprowadziliśmy jabłkobranie i jest rewelacyjnie . My jesteśmy usatysfakcjonowani - ludzie przyjeżdżają vo weekend i sami zrywają jabłka takie jakie chcą i ile chcą. Przyjeżdżają z całego województwa. Dzieci obserwują jak rosną jabłka i DODATKOWĄ ATRAKCJĄ jest ognisko,które rozpalamy co weekend i kazdy może przywieść koszyk piknikowy i zrobić kiełbaski z grilla...jest przemiło. Mamy mnóstwo nowych znajomych,którzy co roku nas odwiedzają! Dodatkowo mamy morele i w tym roku po raz pierwszy od trzech lat nie zmarzły wiosną i było również morelobranie - acto już istne szaleństwo bo ludzie uwielbiają MORELE. Jestem sadowniczką na niewielkim areale : SAD OWOCOWY DOROTA KOWALSKA
Cytować
+4 #6 Dzin 2025-12-08 16:56
Śmieszne i straszne są mądrości sadowników. Wszyscy sadzą coraz więcej i oczekują, że inni powinni zlikwidować produkcję, aby oni "pożądni" sadownicy mogli sprzedać z zyskiem. Szkoda gadać. Za chwilę zaleją nas jabłka z wukrainu i skończy się rumakowanie.
Cytować
+8 #5 Piotr 2025-12-08 16:09
Wolny rynek a lis to i tak z chłopa żyje
Cytować
-4 #4 Mariusz 2025-12-08 16:01
Walek właśnie tacy jak ty psują rynek. Ponieważ nie potrafią inaczej, bo nic nie potrafią i nie mają wyrobionych kontaktów handlowych, to... schodzą z ceny. Zaniżają cenę aby zdobyć klienta i w ten sposób psują cały rynek. Konkurowanie ceną to najgłubszy możliwy sposób rywalizacji na rynku, bo podcinasz gałąź na której obecnie sam siedzisz...
Cytować
+4 #3 ABC 2025-12-08 12:32
Kazana z jutuba ma na swoim kanale TEŻ takich " sadowników" co żądają takie pytania, jak by w sadzie nie byli. Też pewnie zbożowcy. I tak ich szkoli i
zasypują rynek. Ciemnota tam łyka wszystko co sklepy nakażą wypchać sobie kieszenie.
Cytować
+9 #2 Mick23 2025-12-08 12:16
To jest efekt poszukiwania alternatywy przez rolników uprawiających zboża, ziemniaki czy hodujących zwierzęta. Jeśli ich produkcja z różnych względów przestała być dochodowa, szukają innej, która pozwoli im zarobić więcej. Stąd migracja w sadownictwo. Mam dobitny przykład w mojej okolicy, gdzie 30 lat temu było pięciu sadowników uprawiających jabłka, wiśnie lub jagodowe. Pozostali mieli inwentarz i uprawiali zboża. Obecnie jest około 50-ciu sadowników i żadnych upraw rolniczych. Ale wydaje mi się że w dalszej perspektywie (5-10lat) z tych 50-ciu znowu zostanie pięciu, bo nie ma młodych na gospodarstwach (wolą iść na etat lub do miasta) no i oczywiście doskwierać będzie brak siły roboczej i koszty produkcji. Zostaną duże i dobrze prosperujące gospodarstwa sadownicze mające następców i wypracowany rynek zbytu. Pozostali przejdą na emeryturę a ich gospodarstwa będą do kupna.
Cytować
+4 #1 Walek 2025-12-08 08:09
Pan Lis powinien założyć cech sadowników niczym w średniowieczu i nikogo spoza watahy do nie go nie wpuszczać :) Po co komu wony rynek, inwestycje i ryzyko... Potem powinien podnieść cenę Gotracka o kolejne 25% tuż przed następnym naborem na rolnictwo 4.0 :) I tak sobie żyć powoli na tej wsi...
Cytować

Nie przegap najnowszych wiadomości

icon googleObserwuj nas w Google News

Powiązane artykuły