Kto skontroluje kontrolera?
Od wejścia w życie dopłat do integrowanej produkcji wszyscy zapragnęli certyfikować swoje uprawy w tym reżimie. Zrozumiałe, że każdy chce mieć ten papier, by dostać te kilka tysięcy więcej dopłat. Firmy certyfikujące zaczęły się mnożyć, bo pojawił się ogromny rynek dla nich. Wraz z nimi zaczęła rosnąć lawinowo liczba audytorów, którzy wykonują pracę w gospodarstwach. Oprócz tego sadownicy zaczęli intensywnie podejmować bezpośrednią współpracę z marketami, a te chcą GlobalGAP-u, czyli kolejnego certyfikatu do kolekcji. Polskie sadownictwo stało się naprawdę Eldoradem dla firm certyfikujących. Na rynku mamy wielkie, międzynarodowe podmioty o uznanej marce, ale też szereg mniejszych firm, które konkurują ceną. Oczywiście papier z logo globalnej firmy audytowej wygląda lepiej, stąd garną się sadownicy do znanych marek. Jednak po kilku sezonach okazuje się, że globalna marka wcale nie oznacza jakości.
Od dłuższego czasu na cenzurowanym jest pewna niemiecka firma, która certyfikuje wszystko i wszędzie – od wyrobów kolejowych po produkcję kukurydzy. Tylko problem polega na tym, że wyniki prowadzonych przez nią kontroli w gospodarstwach zaczynają być regularnie podważane nie tylko przez samych sadowników, ale też przez organy państwowe: PIORIN i Ministerstwo Rolnictwa. I nie są to jakieś niuanse, ale naprawdę poważne uchybienia. W jednym przypadku niemiecka firma wykryła niedozwolony środek w badaniach owoców, zgłosiła sprawę do PIORIN-u, ale ten nie był w stanie potwierdzić jego zastosowania. Do tego, w trakcie swojej kontroli uznał za niewiarygodne badanie przeprowadzone przez firmę audytorską. Stwierdzono cały szereg uchybień: próba pobrana daleko po zbiorach, brak plombowania próbek, brak kontrpróbki. Potem raport laboratoryjny przeprowadzono po terminie trwałości próbki, określonym przez samego audytora, a na samym raporcie były dwa oznaczenia badanych próbek, więc nie wiadomo, której próbki wynik dotyczył.
Ktoś mógłby powiedzieć, że wynajęty z zewnątrz audytor terenowy po prostu się nie popisał przy swojej pracy, tylko taki przebieg miały też inne kontrole tej firmy. Innym razem odmówiono wydania certyfikatu w gospodarstwie ekologicznym z powodu wykrycia substancji konwencjonalnej. Tylko ponownie badanie przeprowadzono bez kontrpróbki, a niezależne badanie, przeprowadzone przez inny podmiot, nie wykazało tej pozostałości.
Dopóki audyty kończyły się pozytywnymi decyzjami, dopóki posiadanie certyfikatu nie wiązało się z konkretnymi pieniędzmi, kwestia ich jakości i wyników nie odbijała się echem w branży. Przy masowości certyfikacji było pewne, że tych odmów będzie po prostu więcej, ale okazuje się, że niektóre firmy zarabiają krocie na liczbie zgłoszeń, ale w przerażający sposób niedopełniają swoich obowiązków. W administracji było przekonanie, że trzeba będzie mocno nadzorować te nowe, dość małe podmioty, upatrując w nich ryzyka nieprawidłowości, a tu okazuje się, że światowy gigant certyfikacji jest pierwszym do kontroli.
Z punktu widzenia producenta owoców to są poważne problemy. O ile pierwszą z opisanych spraw udało się jakoś załatwić i certyfikat został wydany przez jednostkę, o tyle druga ciągnie się już dwa lata i dziś jest przedmiotem poważnego zainteresowania w ministerstwie. Osobiście jestem zwolennikiem różnorakiej certyfikacji – od tego nie uciekniemy i te raporty i kontrole będą już normą u nas. Jednak równolegle z przyciskaniem producentów organy administracji państwowej powinny położyć większy nacisk na podmioty, które notorycznie prowadzą swoje kontrole w sposób tak urągający standardom w branży.
Nie przegap najnowszych wiadomości
Sadownicy polują
-
Uszkodził kilkanaście ambon myśliwskich. Usłyszał zarzuty
Siedem zarzutów dotyczących uszkodzenia mienia i narażenia osoby na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty...
-
Sadownicy polują: Polscy myśliwi padają ofiarą agresji?
Taka teza pojawia się w artykule pt. „O agresji wobec myśliwych” autorstwa prof. dr hab. Dariusza...
-
Sadownicy polują: Czy godzi się zabijać zwierzęta dla trofeów?
Stosunek większości Polaków do zabijania dzikich zwierząt przez myśliwych jest taki, że działanie to...
Najnowsze artykuły
- „Nie zostawimy nikogo bez pomocy”. Minister rolnictwa zapowiada wsparcie po fali przymrozków
- Lubelscy sadownicy apelują o systemowe wsparcie po przymrozkach
- Jedni w „majówkę” grillują, a drudzy walczą o plon
- Przymrozki czy już mróz? Możliwości regeneracji i biostymulacji
- Słońce w majówkę nie wyklucza przymrozków. Co chłodna wiosna mówi o zmianie klimatu?
- Walka z przymrozkami i co dalej? Aktualna sytuacja w sadach
- Zabiegi regenerujące po mrozach Komunikat PROCAM


Komentarze
Polska Meksyk Europy.
Te certyfikaty to pic na wodę, byle dostać kasę. Firma za kasę wypełnia notatnik i pozostałe papiery, próbki jeśli potrzeba, bierze się od kolegi napaleńca, który kupuje środki w sklepie i przestrzega zasad, potem Kasa z agencji.
Osobiście nie mam integrowanej, kumple sadownicy się z tego śmieją, przecież to kasa.
Pozdrawiam.