Odpychające jabłka z marketu
My tu sobie rozmawiamy o jakości jabłek, o tym, jak ją polepszyć, a handel swoje. Gdy 2 stycznia odwiedziłem Biedronkę w Białej Rawskiej, z przerażeniem odkryłem, że ten market sprzedaje jabłka, które przyjął na magazyn 19 października. Owoce miały więc aż 10 tygodni! Było to na nich widać – oj, było. Pomarszczona skórka, całkowicie zżółknięta barwa zasadnicza, miękkość wyczuwalna pod palcami. Naprawdę nie wiem, jak coś takiego można w ogóle oferować ludziom.
To nie był pojedynczy karton – obok i pod nim stały pudełka z dostaw listopadowych, i to z początku miesiąca. Trafiło się też coś z początku grudnia. Nie da się ukryć, że próby sprzedaży takiego towaru nie zachęcają konsumenta do jego zakupu. Jak my mamy dbać o rynek krajowy, gdy największa sieć, w samym środku krajowego zagłębia jabłkowego, próbuje sprzedawać ludziom owoce o tak absurdalnie niskiej jakości?
W ofercie są importowane pomarańcze i banany, które wyglądają naprawdę świeżo, atrakcyjnie, wręcz kusząco dla konsumenta. Cena egzotycznych owoców również nie odstręcza, bo za kilogram pomarańczy należało zapłacić raptem 3 zł. Jak więc ktokolwiek ma sięgnąć po jabłko, skoro jest ono po prostu brzydkie i odpychające, a obok leżą pomarańcze za grosze, do tego całkiem świeże i pachnące?
Niezależnie od tego, co zrobi sadownik, który może stawać na głowie i poprawiać jakość, dwa i pół miesiąca na sklepowej półce musi odcisnąć swoje piętno na jabłkach. Bardzo dobrze, że Biedronka współpracuje bezpośrednio z producentami, co pozwala skrócić łańcuch dostaw, zwiększyć zarobki sadownika i skrócić czas obiegu owocu w kolejnych magazynach. Tylko że to wszystko traci sens, jeśli te jabłka leżą potem tak długo w sklepie.
Rynek krajowy powinien być wizytówką handlową naszej branży, a osobiście wątpię, aby jakikolwiek importer, po odwiedzinach bialskiej Biedronki, chciał kupować jabłka z Polski. Za to z chęcią pewnie kupiłby te pomarańcze, banany, jakieś awokado i inne egzotyczne atrakcje, które wręcz kusiły z półek stojących obok jabłek.
Mamy modę na zdrowe odżywianie, w którą jabłka wpisują się naprawdę dobrze. Są one najczęściej wybieranym owocem przez konsumentów, więc ludzie chcą je kupować. Tylko oferując im taki szrot, nie wygrzebiemy się ze spadającej konsumpcji. Wiele razy zarzucałem sadownikom różne przewiny w tematyce produkcji jabłek, jednak w tym przypadku nie ma ani krzty winy producenta. Sprawę całkowicie pokpił supermarket.
Sieci muszą zrozumieć, że gramy do jednej bramki, bo zarówno nam, jak i im zależy na wysokiej sprzedaży. Jaki jest sens tych wszystkich, ciągle podnoszonych, norm zakupowych, skoro potem jabłka leżą po dwa miesiące w sklepie? Moje sadownicze serduszko naprawdę cierpiało, gdy widziałem konsumentki, które z dużą dozą sceptycyzmu wygrzebywały z tych kartonów jakieś owoce dla siebie. Ludzie chcą kupować jabłka – lecz na pewno nie takie.
Sadownicy polują
-
Uszkodził kilkanaście ambon myśliwskich. Usłyszał zarzuty
Siedem zarzutów dotyczących uszkodzenia mienia i narażenia osoby na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty...
-
Sadownicy polują: Polscy myśliwi padają ofiarą agresji?
Taka teza pojawia się w artykule pt. „O agresji wobec myśliwych” autorstwa prof. dr hab. Dariusza...
-
Sadownicy polują: Czy godzi się zabijać zwierzęta dla trofeów?
Stosunek większości Polaków do zabijania dzikich zwierząt przez myśliwych jest taki, że działanie to...
Najnowsze artykuły
- Spadek eksportu i rosnące ceny: konsekwencje słabych zbiorów w Turcji
- Polska w czołówce wzrostu produktywności rolnictwa w UE
- Mroźny tydzień przed nami!
- Zasady wspólnej polityki rolnej będą uproszczone. Zmniejszy się presja administracyjna, ale rolnicy oczekują dalszych zmian
- Odpychające jabłka z marketu
- Mazowsze najbardziej dotknięte przymrozkami
- Sprawa Eskimos S.A. trafiła do sądu. Akt oskarżenia wobec byłego ministra


Komentarze
frajerów.