Jak trudny okaże się nowy sezon?
Dość szybko, chyba zbyt szybko, zbliża się nowy sezon 2026 w jabłoniach. Wysokie temperatury od początku marca dały impuls do startu wegetacji, zielona tkanka pojawiła się w różnych miejscach i na różnych odmianach.
Wchodzimy w ten sezon chyba jednak w minorowych nastrojach, bo rynek jabłek znalazł się w impasie. Ceny są niewysokie, nie tylko nie wzrosły od jesieni, ale nawet spadły, doliczając koszty przechowywania. Jeszcze bardziej niż ceny nad rynkiem ciąży kwestia relacji podaży i popytu, mamy po prostu zbyt dużo tych jabłek i żadnego pomysłu, co z nimi zrobić.
Wprawdzie zostały jeszcze ponad dwa miesiące handlu, natomiast sytuacja już teraz jest trudna. Pewnie znów zostanę oskarżony o sianie defetyzmu i manipulację rynkiem, ale jestem zwolennikiem mówienia sobie wprost, uczciwie i po męsku, zamiast karmienia się złudzeniami.
Potencjał plonotwórczy w polskich sadach wydaje się nad wyraz wysoki. Zapąkowanie jest duże, a straty zimowe w jabłoniach wydają się nieistotne w skali kraju. Obniżająco na potencjał plonotwórczy mogą zadziałać susza oraz deficyt azotu. Czynniki te mogą też nasilić negatywne następstwa przemarznięć zimowych. Może również mocniej dać o sobie znać parch.
Po zimie mamy bardzo dużo liści, które w ogóle się nie rozłożyły, a wiele sadów miało w roku ubiegłym wdrożony oszczędnościowy plan ochrony, więc parch na liściach występuje dość powszechnie. Prognozy na kwiecień nie przewidują dużych opadów, a anomalia temperaturowa ma być wręcz ujemna względem średniej z ostatnich lat. Taki przebieg pogody nie zwiastuje parchowego sezonu, choć może maj przyniesie odwrócenie tendencji.
Po doświadczeniach ostatnich lat z pewną obawą, albo i nadzieją, patrzymy na majowe przymrozki. Obawą, bo ponownie można stracić plon i trzeci rok z rzędu może być ciosem, po którym niektórzy już się nie podniosą. Nadzieją, bo naprawdę nie mamy pomysłu na zagospodarowanie swoich plonów w latach urodzaju.
Niektórzy mawiają, że dobra jakość zawsze się obroni, więc trzeba inwestować i być lepszym od konkurencji, ale widziałem zbyt wiele skrzyń wyściełanych gąbkami, które później przeszkadzały przy wysypywaniu na przemysł, żeby bezwarunkowo potwierdzić te słowa.
Zachęcam wszystkich do przemyślenia, co i dla kogo chce się produkować, bo to jest podstawa tego biznesu. Już teraz, przed pierwszym wyjazdem w sad z opryskiwaczem, należy sobie jasno odpowiedzieć, jaki ma być docelowy klient na nasze owoce.
Produkujemy Szampiona? Należy celować w kaliber od 75 mm, bo takiego oczekuje polski rynek marketowy, a w roku potencjalnego urodzaju i suszy wszyscy będą mieli owoce zrywane od 65 mm - i nikt tego nie będzie chciał.
Red Jonaprince ma płynąć do Indii? Powinien być wysycony wapniem, dopracowany ochronnie i najlepiej w rozmiarze do 80 mm.
Nikt tu nie mówi o kontraktach z gwarantowaną ceną i wolumenem, tylko o pomyśle na swoje jabłka i ich sprzedaż. Tak, wiem, przymrozki mogą wszystko wywrócić do góry nogami, ale co się stanie, jeśli ich nie będzie?
Wiosną 2025 przymrozki były, a my i tak mamy problem z jabłkami z tamtego sezonu. Wydaje się, że czasy dużych marż na produkcji owoców minęły bezpowrotnie, a jedyne, co jest pewne, to wysokie i coraz wyższe koszty produkcji.
Być może dla wielu sadowników rozwiązaniem jest produkcja jabłek do przetwórstwa - różnorakiego, niekoniecznie od razu na koncentrat. Prosta analiza cen z lat poprzednich pokazuje, że produkcja jabłek na obieranie, a nawet na puree jabłkowe, wydaje się rozsądną alternatywą ekonomiczną dla produkcji deserowej - szczególnie w przypadku niektórych odmian, starszych kwater czy niedostatków finansowych na inwestycje w ochronę i nawożenie.
Warto też zwrócić uwagę, że dwa kraje, które kupowały dużo polskich jabłek w 2024 roku, Holandia i Niemcy, nie kupowały ich w 2025, ponieważ miały duże własne zbiory, szczególnie w grupie Jonagolda. Mogą więc być dotknięte przemiennością i mieć większy apetyt zakupowy w 2026 roku.
Nie ma tu prostych rozwiązań i każdy musi sam podjąć decyzję o drodze, jaką wybierze w tym sezonie. Najważniejsze jednak, aby tę decyzję podjąć i nie produkować czegokolwiek dla kogokolwiek, tylko mieć konkretny pomysł na to, co ma z tego sadu wyjechać.
Nie przegap najnowszych wiadomości
Sadownicy polują
-
Uszkodził kilkanaście ambon myśliwskich. Usłyszał zarzuty
Siedem zarzutów dotyczących uszkodzenia mienia i narażenia osoby na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty...
-
Sadownicy polują: Polscy myśliwi padają ofiarą agresji?
Taka teza pojawia się w artykule pt. „O agresji wobec myśliwych” autorstwa prof. dr hab. Dariusza...
-
Sadownicy polują: Czy godzi się zabijać zwierzęta dla trofeów?
Stosunek większości Polaków do zabijania dzikich zwierząt przez myśliwych jest taki, że działanie to...
Najnowsze artykuły
- Wiśnie 2026: spadek zbiorów na Węgrzech, wzrost w Turcji i Serbii
- Grad niszczy sady jabłoniowe w Belgii. Straty przekraczają 50 procent
- Stres termiczny – ukryty złodziej plonu. Jak przewidywać stres termiczny i radiacyjny?
- Jak ograniczyć pękanie czereśni? Praktyczne informacje dla producentów
- Borówka – jak zwiększyć jakość i masę owoców przed zbiorami?
- Używasz tych środków? Możesz stracić dopłaty i zapłacić wysokie kary
- Od chłodnego początku do pierwszych upałów – tygodniowa prognoza pogody


Komentarze
Popatrz na Włochów
Sprawdz statystyki z ostatnich 10 lat
Praktycznie wielkość produkcji jest niezmienna
Nikt nie rzuca się na sadzenie bo raz zapkacilo
Wiedzą że lata kleskowe z wysoką cena to nie jest standard tylko wypadek przy pracy, który służy kumulacji kapitału
A w Polsce raz przemysł zapłaci 1 zł i tytani intelektu już wiesz za że od teraz zawsze tak będzie i zaczyna się eldorado
Polscy geniusze ekonomiczni o intelekcie ameby zbierali po 8 gr... Tego nie da się racjonalnie wytłumaczyć
Oczywiście, że rynek samsie musi oczyścić ale można mu w tym pomóc podejmując racjonalne decyzje
Żadnych doplat
To proszę się jeszcze raz zastanowić bo ograniczenie powierzchni a w konsekwencji nawet chwilowy wzrost cen spowodują pęd ku nowym nasadzeniom, tak samo dopłaty do karczowania to nie ma sensu rynek musi się sam wyregulować. Na ten moment musi być jak jest najsłabsi odpadają i to w dużych ilościach większość wegetuje, część się rozwija. Trzeba jeszcze tylko kilku lat na przykładzie mojej wioski, jeszcze 10 lat temu było 20 gospodarzy teraz jest 9.
Dobrze myślisz, ale z kim chcesz rozmawiać? Skoro kto żyw sadzi, połowa marca a drzewek już zaczyna brakować
Trzeba sadzić bo jest za mało i inni weszli na nasze miejsce stąd niskie ceny
A tak poważnie od kilkunastu lat postulowalem zeby sadownicy przestali sądzić i zmniejszyli produkcję do poziomu gwarantujacego sprzedaż wszystkich jabłek po opłacalnych cenach
I. Byłem niemiłosiernie hejtowany
Może czas wrócić do tematu i poważnej rozmowy?