Podsumowania dotychczasowej sytuacji w komorach przechowalniczych dokonał Pan Marcin Piesiewicz (AgroFresh Consulting) na konferencji towarzyszącej 27 Spotkaniu Sadowniczemu Sandomierz 2018. Jak podkreślał prelegent, ze względu na niesprzyjające warunki atmosferyczne podczas przebiegu sezonu wegetacyjnego (przymrozki, częste opady, deszczową aurę podczas zbiorów) presja chorób zarówno fizjologicznych, jak i grzybowych jest w chłodniach zdecydowanie większa niż w latach poprzednich.

Jak sezon pogodowy przyczynił się do jakości owoców? Jak przytacza Pan Piesiewicz, na większości obszaru Polski, a szczególnie w centralnej części kraju, przymrozki nie tylko zredukowały ilość plonów (w centrum plonowanie na poziomie 60-65%), ale co ważniejsze zaskutkowały gorszą jakością zebranych owoców. Niestety, aura która nas spotkała wczesną, spowodowała, że duża ilość jabłek została zdyskwalifikowana z handlu na rynku owoców deserowych.

Szczególnie na triploidach wystąpiło dużo uszkodzeń pomrozowych w postaci obrączek czy języków, a na odmianie Golden Delicious ordzawień przyszypułkowych. Jedną z odmian, która w znacznym stopniu ucierpiała przez przymrozki był Szampion. Chociaż w trakcie sezonu jabłka wydawały się ładne, gładkie, wystarczyło je odwrócić, a od środka korony można było zauważyć, że skórka jest popękana, zniszczona. Przy częstych opadach deszczu przed zbiorami uszkodzenia te były wrotami dla chorób grzybowych, które w tej chwili rozwijają się w komorach chłodniczych.

Mówiąc o skali opadów prelegent przywołał dane ze stacji meteorologicznej w rejonie Wilgi i Sobienie-Jeziory na Mazowszu. We wrześniu i październiku spadło tam ponad 250 ml deszczu. – Jeżeli wykonaliśmy zabieg fungicydami zapobiegawczymi, które utrzymują swój efekt do 20 mm opadów (a opad był 12 razy większy), to niestety musieliśmy wykonać 2,3-krotne opryski ochronne, ażeby uzyskać pozytywny efekt w trakcie przechowywania – relacjonował Pan Piesiewicz wskazując, że nie zawsze zabiegi były do wykonania ze względu na karencję.

W tym momencie większość informacji o stanie przechowywanych jabłek pochodzi z chłodni zwykłych, bo te z kontrolowaną atmosferą są otwierane sporadycznie. Gala zbierana była w okresie o mniejszej ilości opadów, dzięki czemu jej parametry jakościowe w tym roku są bardzo dobre. Jak na tę porę, jędrność jest wysoka i na razie problemów przechowalniczych nie ma. Dla porównania przywołane zostało zdjęcie mutacji Jonagolda (Supra) z przechowalni, gdzie można było rozpoznać wszelkie choroby, jakie mogą wystąpić, między innymi gorzką zgniliznę i szarą pleśń, a także problem numer jeden w tym sezoniegorzką plamistość podskórną.

Jeśli chodzi o choroby fizjologiczne, króluje gorzka plamistość podskórna, szczególnie w tych sadach, w których wystąpiły przymrozki wiosenne. Jak zauważał Pan Piesiewicz, większe porażenie owoców gorzką plamistością podskórną można było zaobserwować tam, gdzie nie stosowano ochrony przeciwprzymrozkowej. Ze względu na uszkodzoną szypułkę, owoce te pobrały zdecydowanie mniej wapnia, niż powinny. Większą częstotliwość występowania GPP można było również zauważyć w sadach, gdzie wzrost wegetatywny był silniejszy. Wśród odmian najczęściej porażanych należy wyszczególnić:  Szampiona (w tej chwili około 20-25% uszkodzeń spowodowane jest przez GPP), poza tym Jonagoldy, Mustu, Ligol.

Oczywiście  w kontrolowanej atmosferze efekt tych chorób może się oddalić, ale niestety nie wyeliminujemy go – w marcu czy kwietniu pokaże się w większym lub mniejszym stopniu. 

W tej chwili bardzo duża ilość owoców ma różnego rodzaju rozpady starcze. Chociażby u Red Jonaprinca można zauważyć bardzo dużo rozpadów, szczególnie na jabłkach z partii wierzchołkowej, gdzie dochodziło do oparzeń słonecznych. Jak wskazywał prelegent, jeśli jednak zbiór nie był opóźniony, owoce odpowiednio schładzane,  a sposób przechowywania poprawny, z chorobą tą nie ma więszych problemów.

Pan Piesiewicz zauważył również, że w ostatnich latach przez to, że mamy wysokie temperatury przed zbiorami występują często kłopoty ze szklistością, szczególnie w odmianach takich jak Gloster, Red Delicious oraz Elise.

Pojawia się bardzo dużo pytań o oparzeliznę powierzchniową.  – Jest to choroba fizjologiczna, na którą składa się kilka czynników. Pierwszym jest oczywiście drażliwość odmiany na tą chorobę, ale również termin zbiorów i przebieg pogody przed zbiorem – wyjaśniał.  Dla przykładu, oparzelizna występowała często na owocach w roku 2015, ponieważ na 6 tygodni przed zbiorem dni z temperaturą powyżej 25 stopni było bardzo dużo. W 2016 i minionym sezonie było ich mniej, ale zdecydowanie dłużej zbieraliśmy owoce i dłużej zapełnialiśmy komory, a to nie sprzyja dobremu przechowywaniu owoców. Dlatego w tym sezonie, tam gdzie owoce będą przechowywane bardzo długo, a załadunek i schładzanie było powolne (jabłka były ciepłe kilka dni) na pewno trzeba brać pod uwagę możliwość wystąpienia oparzelizny powierzchniowej.  

Jeśli o chodzi o choroby przechowalnicze, niestety przez dużą ilość opadów podczas zbiorów, jest ich zdecydowanie więcej, a porażenie owoców jest zdecydowanie wyższe. Jak zauważył Pan Piesiewicz, 80 proc. tzw. „zgniłków” w komorze chłodniczej związane jest z gorzką zgnilizną. Druga choroba na poziomie 12 proc. to szara pleśń.

Wszystkie mikrospękania na jabłkach (których my nie widzimy) są wrotami do wnikania zarodników grzyba Pezicula odpowiedzialnego za gorzką zgniliznę. Jest to w tym sezonie bardzo dużym problemem na Szampionie, Ligolu i całej grupie Jonagoldów.

Kłopotem jest również szara pleśń, szczególnie na odmianie Szampion i Ligol.  – Ubytki nie są jednak tak duże jak z powodu gorzkiej zgnilizny – mówił.

W tym sezonie mamy do czynienia z nieco zapomnianym przez polskich sadowników parchem przechowalniczym. Pan Piesiewicz przytoczył przykład otwartej komory KA z Ligolem, gdzie większość jabłek porażona była przez „wtórniaka”. Wbrew wielu opiniom, parch przechowalniczy rozwija się również w chłodniach z KA. Proces rozwoju, aż do ukazania się plam parchowych, jest tam po prostu trochę dłuższy. W zwykłej chłodni trwa on od 90 - 95 do 100 dni, a w kontrolowanej atmosferze, w temperaturze około 0,5 stopnia i obniżonej zwartości tlenu jest to około 135 dni.

Jak mówił Pan Piesiewicz, żebyśmy mogli odnieść sukces w przechowywaniu, czyli wyjęli owoce takie, jak włożyliśmy lub chociaż utrata jakości była minimalna, musimy pamiętać o kontroli jabłek w komorach chłodniczych. Pobieramy próbki, kontrolujemy jakość, sprawdzamy jędrność oraz czy jej ewentualny spadek jest dynamiczny, czy nie pojawiają się oznaki chorób przechowalniczych. 

Jednak, kontrola nie może być podejmowana za wszelką cenę, najlepiej, jeśli próbki przygotowane są w okolicach okienka i łatwo je wyjąć. Nie wchodzimy do komór chłodniczych, bo szybko możemy stracić przytomność i w efekcie ponieść śmierć.