Czy zarobimy na eksporcie jabłek?

Dwa tygodnie temu nasz kraj zalała fala informacji o przymrozkach na Zachodzie. Artykuły opisujące ich skalę oraz prognozowane straty podawały olbrzymie wartości jednych i drugich. Dziś już coraz więcej wiemy o zniszczeniach jakie one spowodowały oraz – co ważniejsze – gdzie one są.

Drodzy Państwo, od skali strat ważniejszy jest ich rozkład geograficzny. Ponieważ unijny rynek jabłek tylko na pozór jest jednolity. Jakoś tak jest, że niektóre kraje za nic nie chcą zaakceptować polskiego jabłka. Kupią droższe, z Nowej Zelandii czy RPA ale polskiego nie kupią, choćby nie wiem co się działo. Także deficyt jabłek w tych krajach ma dla nas znaczenie minimalne. Do takich państw należą Francja czy Niemcy. Przymrozki dotknęły właśnie Francję. Tam straty mogą mieć znaczenie gospodarcze. Francuzi mogą mieć rzeczywiście zbyt mało jabłek. Jednak my tam jabłek deserowych nie sprzedamy. Francuzi eksportują również owoce na rynki niemiecki oraz brytyjski a także kilka istotnych rynków pozaeuropejskich: kraje Afryki Północnej, Bliskiego Wschodu oraz Azji Południowej i Południowo – Wschodniej. Niemcy nie będą u nas kupować jabłek deserowych, więc możemy zapomnieć o wejściu na miejsce Francuzów na ten rynek. Do Wielkiej Brytanii eksportowaliśmy swego czasu sporo, choć ostatnio coraz trudniej nam tam było wysyłać jabłka, właśnie ze względu na konkurencję, m.in.: z Francji, ich drobna Gala miała podobną cenę jak polska (rynek brytyjski poszukuje malutkich rozmiarów). Skoro Francuzi będą mieli sporo mniej owoców, to akurat może ten rynek ponownie szerzej się otworzy na nasze owoce? Miejmy taką nadzieję. Podobnie możemy myśleć o rynkach pozaeuropejskich, które importowały francuskie jabłka. Warto też pomyśleć o Hiszpanii, która dość chętnie kupuje jabłka zarówno z Polski i Francji.

Straty chyba będą też mieli Włosi. Podobnie jak Francuzi, eksportują oni jabłka do Niemiec i tutaj nic nie wskóramy. Tym bardziej, że rynek niemiecki będzie miał dobry dostęp do porządnych plonów owoców w Belgii i Holandii, gdzie straty przymrozkowe są minimalne. Jednak Włosi również aktywnie eksportują swoje jabłka do krajów basenu Morza Śródziemnego oraz do krajów azjatyckich. Jeśli faktycznie ich straty będą znaczne, to również na tzw.: dalekich rynkach zrobi się trochę luźniej. Tym luźniej, że rynki zachodnioeuropejskie są w stanie płacić bardzo dobrze za owoce, lepiej niż importerzy z Azji. Tak więc Włosi mogą mieć powody do przekierowania swoich ograniczonych plonów na rynki UE a nie te azjatyckie.

Straty chyba będą też na Węgrzech. Oznacza to, że presja na rynku środkowoeuropejskim będzie niższa, jednak Węgrzy nie są potentatami w produkcji jabłek, toteż zbytni optymizm nie jest do końca uzasadniony.  

Straty w Beneluksie są minimalne, to zła wiadomość. Holendrzy nie mają wielkich oporów w kupowaniu polskich jabłek i chętnie to robią, czego doświadczyliśmy w tym sezonie. Jednak ich sady weszły w obecny rok z wielkim potencjałem (mniejsze plonowanie w 2020 roku), przymrozki go nie ograniczyły, więc jabłek mogą mieć bardzo dużo, toteż popyt z ich strony będzie raczej mały.

Podsumowując należy stwierdzić, że przymrozki, które nawiedziły Zachód, nie będą miały wielkiego wpływu na nasz eksport do tych krajów. Kraje nimi dotknięte nie są zainteresowane naszymi owocami a ich europejscy odbiorcy pokryją braki dostawami od innych krajów zachodnioeuropejskich, nie dotkniętych przymrozkami.           

Natomiast może zrobić się więcej miejsca dla naszego jabłka na rynkach pozaeuropejskich. Szczególnie na południowym wybrzeżu Maditarenu oraz w Azji. Teraz zastanówmy się co to oznacza dla polskich producentów? Na rynki azjatyckie wysyłamy Galę Royal, Red Deliciousa i Red Jonaprince'a. Może się pojawić dobry popyt na te odmiany i dać nam nadzieję na godziwe ceny. Aby sprostać takiej szansie trzeba przyłożyć się do produkcji tych owoców, aby nadać im pożądaną wielkość oraz barwę i JĘDRNOŚĆ. Bez spełnienia tych wymagań nie ma szans na wykorzystanie luki jaka pojawiłaby się w ewentualnym eksporcie jabłek z UE na te rynki. Oni byle czego nie kupują. Na rynki Maghrebu i Maszreku sprzedajmy również z powodzeniem Goldena oraz Galę Must, czasem też inne odmiany choć w mniejszym stopniu. Egipt już stał się istotnym odbiorcą polskiej produkcji, podobnie jak Jordania. Jeśli faktycznie byłoby mniej wysyłek z Włoch czy Francji, to jest szansa mocniejszego usadowienia się na tych rynkach. Poza tym w Egipcie nabywców znajdowały również owoce o słabszej jakości niż premium. Jednak istotną konkurencją tutaj może być rosnąca produkcja w Turcji oraz Grecja, które szczególnie tuż po zbiorach sporo owoców wysyła do tego kraju. Szczyt podaży greckiego jabłka to jesień. Aby minąć się z nimi i uniknąć niepotrzebnej konkurencji cenowej, trzeba pomyśleć o wysyłkach po Nowym Roku, a więc ponownie zadbać o JĘDRNOŚĆ owoców.

Francuzi i Włosi również mocno parli do zdobycia rynków Zatoki Perskiej, też może być im ciężko obsłużyć tych odbiorców przy ograniczonym potencjale. Tutaj jednak potrzeba bardzo dobrej jakości. Taniego towaru to oni sobie nakupią z Turcji czy Iranu (o ile akurat będą się chwilowo lubili, bo jak się nie lubią, to irańskie owoce przestają im smakować), także naprawdę trzeba tutaj wejść z owocami luksusowymi.

Natomiast wydaje się, że przymrozki nie będą miały istotnego znaczenia dla kształtowania się cen na owoce w naszej części kontynentu. Importerzy z Azji czy Afryki nie szaleją za Szampionem czy Ligolem. Także nie będzie znacznie podwyższonego popytu na owoce tych odmian oraz nabywcy z Czech czy Rumunii nie będą mieli motywacji do płacenia wysokich cen za nasze owoce.

Oczywiście jeszcze sporo się może wydarzyć, jeszcze pogoda może nam spłatać figla i nagłe przymrozki na św. Zofii i "zimnych ogrodników" mogą i naszą produkcję przetrzebić a także zmienić układ podażowy w Europie Środkowej. Jednak, jeśli antycypujemy szansę wejścia w miejsce Francuzów czy Włochów, to na dniach trzeba będzie podjąć pewne decyzje agrotechniczne. Szczególnie dotyczące ewentualnego przerzedzania kwiatów oraz ochrony przed chorobami "mokrego kwitnienia", które wpłyną na jakość plonu we wrześniu i październiku.     

Bardzo cieszą kolejne polskie wysyłki na nowe rynki, z przyjemnością się o tym czyta i daje to nadzieję, że sadownictwo w Polsce się jeszcze nie skończyło. Miejmy nadzieję, że właśnie zaczęty sezon da nam więcej takich powodów do radości.

Powiązane artykuły

Sprzedaż zagraniczna jabłek przebiega w wolnym tempie

A miało być tak pięknie...