Ile jabłek zbiorą Białorusini?

Zapewne każdy z Państwa zapoznał się z prognozami zbiorów z belgradzkiego Prognosfruit 2022. Jednak WAPA zbiera informacje tylko z krajów UE + Wielka Brytania. Natomiast nie ma tam informacji o zbiorach na Białorusi, która jest jednym z największych importerów naszych owoców. Jak wygląda tam produkcja tegoroczna? Zmarzło? Urodziło się?

Każdy wie, że Białoruś to okno na Rosję, do której oficjalnie nie można wysyłać jabłek z Polski, ale za to mogą jechać tam białoruskie. Dlatego warto się przyjrzeć białoruskiemu rynkowi jabłek, a w zasadzie tamtejszej produkcji sadowniczej. W sezonie 2022 kraj ten zbierze 170 tys. ton tych owoców. Chociaż tak naprawdę to nie wiadomo ile oni zbiorą tych jabłek. Problemem w naszej części świata jest tradycja sadów przydomowych. O ile w Polsce tracą one już na znaczeniu o tyle na Białorusi mają dalej dość dużą rolę. Te 170 tysięcy ton, to prognozy plonów z gospodarstw prywatnych i publicznych ale tych towarowych, nie uwzględniają one plonów z "dacz". Ponieważ Białoruś jeszcze trwale nie przeszła z okowów socjalistycznego szczęścia do trudów gospodarki rynkowej, to ogrody przydomowe dalej są ważnym źródłem zaopatrzenia w żywność dla mieszkańców tego kraju. Natomiast wielkość produkcji z gospodarstw towarowych będzie większa niż w latach poprzednich, bo ten sezon charakteryzował się raczej dobrymi warunkami do plonowania jabłoni.

Warto zauważyć, że zarówno Polska jak i Białoruś zostały ominięte przez katastrofalną suszę jaka panuje za Zachodzie. Oczywiście, generalnie, to u nas też mamy deficyt wody. Jednak skala tego deficytu jest nieporównywalnie mniejsza niż w Niemczech czy Francji. Mimo wszystko w Polsce coś tam padało latem i dalej pada, podobnie rzecz się ma na Białorusi, czego efektem będą całkiem dobre zbiory jabłek. Jeśli sady przydomowe obradzają intensywnie, to znaczna część tego plonu jest upłynniana na lokalnych bazarach, zmniejszając wolumen obrotu jabłkami w sklepach. Tego właśnie spodziewa się rynek białoruski w tym sezonie. Choć tacy dostawcy nie będą partnerami dla dużych marketów czy hurtowni i podmioty te będą potrzebowały dużych, zorganizowanych dostaw, to jednak wielkość ich sprzedaży może spaść. Aktualnie na rynku białoruskim mamy dostawy odmian letnich, które są dość drogie, sporo droższe niż importowane owoce z Polski, z plonów zeszłorocznych. Dość poważnie oburza to miejscowych konsumentów, którzy nie rozumieją dlaczego importowane owoce są tańsze od miejscowych. Sprawa była na tyle poważna, że musiał się wypowiedzieć Minister ds. Handlu i Regulacji Antymonopolowych. Wyjaśnił on, że to kwestia odmian letnich i wraz z wchodzeniem w zbiory kolejnych odmian, należy się spodziewać spadku cen białoruskich owoców. Oczywiście oskarżył też Polaków o dumping i dopłaty do rolnictwa, które zaburzają konkurencję. Nawet Białorusinom nie mieści się w głowach, że można tak tanio sprzedawać owoce, które przechowywało się prawie cały rok i dopatrują się tutaj dumpingu ze strony polskich producentów.

Podsumowując – Białoruś zbierze ponad 170 tys ton jabłek, co będzie bardzo wysokim wynikiem, do tego dochodzi niepoliczalny, ale posiadający niebagatelny wpływ na rynek plon z sadów przydomowych. Kraj ten jednak nie posiada praktycznie żadnej bazy przechowalniczej, co sprawia, że nie jest w stanie prawie niczego przechować do wiosny. Do tego markety i hurtownicy wymagają dużo lepszego zorganizowania dostaw (sortowanie, pakowanie, standaryzacja) niż jest w stanie zaoferować większość miejscowych producentów towarowych. Wszystko to strasznie gmatwa ten rynek. Markety będą jednak coś importowały, bo większość lokalnych sadowników nie jest najlepszymi partnerami dla nich, jednak nie aż tak dużo, bo jednak towar lokalny też gdzieś musi znaleźć ujście. Więcej przestrzeni dla importu może pojawić się późną zimą gdy będzie potrzebny towar z chłodni, których Białorusini nie mają. Wielką zagadką pozostaje białoruski eksport do Rosji, który był żyłą złota dla najlepszych lokalnych producentów. Woleli oni szykować towar na markety do Petersburga czy Moskwy a nie do Mińska czy Mohylewa. Oczywiście też przy dużym imporcie rosyjskim jest pewne, że będą tam jechały polskie jabłka.

Powiązane artykuły

X