Sadownicy muszą przestać grać prognozami zbiorów
„Powiedzieć, że jest mniej, to pewnie przetwórcy zapłacą więcej. Jak ktoś powie, że jest dużo, to ktoś skomentuje, że pewnie chce obniżyć cenę” – mówił podczas debaty Dnia Otwartego Sadu SGGW w Wilanowie Mirosław Maliszewski. Jego zdaniem rynek potrzebuje przede wszystkim rzetelnych danych, a manipulowanie informacjami o zbiorach może ostatecznie uderzać w samych sadowników.
Jednym z poruszanych tematów podczas debaty była wiarygodność prognoz zbiorów jabłek. Różnice między poszczególnymi szacunkami są w tym sezonie znaczące – pojawiały się dane mówiące o około 3,1 mln ton, podczas gdy Towarzystwo Rozwoju Sadów Karłowych szacuje tegoroczne zbiory na około 2,7 mln ton.
Dla rynku nie jest to jednak wyłącznie różnica statystyczna. Każda taka informacja może wpływać na decyzje sadowników, grup producenckich, przetwórców, sieci handlowych i eksporterów.
„Nie grajmy tymi prognozami”
Mirosław Maliszewski zwrócił uwagę, że w środowisku sadowniczym od lat pojawia się pokusa wykorzystywania informacji o zbiorach do wpływania na rynek.
– Nie warto grać tym, że powiemy, że jest mniej, to pewnie przetwórcy zapłacą więcej albo sieci handlowe. Jak ktoś powie, że jest dużo, za dużo, to ktoś skomentuje, że pewnie chce obniżyć cenę na rynku – mówił prezes Związku Sadowników RP.
Jego zdaniem problem polega na tym, że każda nierzetelna informacja może mieć konsekwencje, których w momencie jej publikacji nie jesteśmy w stanie przewidzieć.
– Każda zła informacja, błędna, przynosi później konsekwencje, zwłaszcza dla tego, który jest na dole – podkreślał.
A tym „na dole” jest przede wszystkim producent.
Błędne prognozy już miały swoją cenę
Zdaniem Maliszewskiego problem z prognozami był jednym z czynników, które przyczyniły się do wysokich zapasów jabłek w chłodniach pod koniec poprzedniego sezonu.
W ubiegłym roku, ze względu na bardzo silne przymrozki, w wielu miejscach zakładano znacznie niższe zbiory. Pojawiały się szacunki strat sięgających nawet 75–80 proc. w niektórych gospodarstwach czy regionach.
Ostatecznie okazało się, że krajowa produkcja była znacznie wyższa, niż wynikałoby to z najbardziej pesymistycznych ocen.
W efekcie część rynku mogła wejść w sezon z przekonaniem, że jabłek będzie zdecydowanie mniej.
– Nie doszacowaliśmy zbiorów. Nie doszacowaliśmy dlatego, że byliśmy pod presją ubiegłorocznych wiosennych przymrozków – tłumaczył Maliszewski.
Sadownicy uwierzyli w powtórkę z poprzedniego sezonu
Na błędne decyzje wpłynęło również przekonanie, że poprzedni scenariusz cenowy może się powtórzyć.
W sezonie wcześniejszym pod koniec okresu sprzedaży ceny jabłek znacząco wzrosły. Część producentów uznała więc, że warto poczekać z decyzją o sprzedaży i liczyć na kolejny wiosenny wzrost.
Problem w tym, że sytuacja rynkowa była zupełnie inna.
Jak wskazywał Maliszewski, od listopada i grudnia ubiegłego roku zapasy jabłek w Unii Europejskiej nie malały w takim tempie jak w poprzednich latach. Stany magazynowe pozostawały wyższe od średniej wieloletniej.
– Gdybyśmy takie informacje mieli, udostępniali, a ci, którzy podejmują decyzję, kiedy sprzedawać, brali to pod uwagę, to pewnie byśmy trochę inaczej rozłożyli sprzedaż – oceniał.
Problemem nie są tylko polskie dane
Maliszewski podkreślał, że analizując sytuację na rynku, nie można patrzeć wyłącznie na Polskę.
Polski rynek jabłek jest silnie powiązany z rynkami innych państw Unii Europejskiej. Znaczenie mają przede wszystkim zbiory i zapasy w takich krajach jak Niemcy, Włochy czy Francja, ale także sytuacja na rynkach pozaeuropejskich.
Tymczasem – jak wskazywał – również w innych krajach pojawiały się problemy z prawidłowym oszacowaniem zbiorów.
Dlatego prognoza dla Polski powinna być elementem znacznie szerszej analizy.
„Niech każdy wyciąga wnioski z prawdziwych danych”
Zdaniem prezesa Związku Sadowników RP potrzebujemy przede wszystkim systematycznych i wiarygodnych informacji.
Związek chce publikować regularne dane dotyczące m.in. zbiorów, stanów magazynowych oraz eksportu.
– Pracujmy nad dobrymi informacjami rynkowymi – apelował Maliszewski.
Jego zdaniem sadownicy powinni mieć dostęp do możliwie pełnego obrazu rynku, aby podejmować decyzje dotyczące sprzedaży czy przechowywania na podstawie rzeczywistych danych, a nie pojedynczych opinii.
Media społecznościowe nie zastąpią statystyki
Podczas debaty pojawił się również wątek informacji krążących w internecie. Dzisiaj każdy sadownik może opublikować zdjęcia swojego sadu, pokazać wielkość zbiorów czy stan chłodni. Problem pojawia się wtedy, gdy obserwacja z jednego gospodarstwa zaczyna być traktowana jako obraz całego kraju.
– Podejmujmy decyzje racjonalne w oparciu o prawdziwe dane, ale nie tylko też na podstawie jakichś tam youtuberów czy innych, którzy mówią na przykładzie swojego sadu czy swojego gospodarstwa, czy swoich chłodni, jak wyglądają stany – mówił Maliszewski.
To szczególnie ważne w okresie przedzbiorczym, kiedy zainteresowanie informacjami o potencjalnej wielkości produkcji jest największe.
Prognoza to nie wyrok
Jednocześnie uczestnicy debaty podkreślali, że każda prognoza zbiorów jest obarczona błędem.
Szacunki Towarzystwa Rozwoju Sadów Karłowych były przygotowywane około 20 lipca. Do rozpoczęcia zbiorów pozostawało więc jeszcze kilka tygodni. W tym czasie mogą wystąpić kolejne zjawiska pogodowe, gradobicia, silne wiatry czy problemy z jakością owoców.
Dlatego ostatecznym weryfikatorem prognoz nie będzie konferencja ani publikacja w mediach, lecz rzeczywista ilość owoców, która trafi do gospodarstw, sortowni i chłodni.
Jak zauważali uczestnicy debaty, dopiero stan magazynowy w okolicach 1 listopada pokaże znacznie więcej o realnej podaży niż wcześniejsze deklaracje.
Informacja może być narzędziem albo bronią
Dyskusja w Wilanowie pokazała, że prognozy zbiorów mają ogromne znaczenie dla całego rynku. Mogą pomagać w podejmowaniu decyzji, ale mogą też stać się narzędziem gry interesów. Problem w tym, że rynek bardzo szybko weryfikuje nieprawdziwe informacje.
Jeżeli sadownicy chcą podejmować lepsze decyzje, potrzebują przede wszystkim rzetelnych danych – nawet wtedy, gdy nie są one dla nich korzystne.
Bo informacja o mniejszych zbiorach może chwilowo budować nadzieję na wyższe ceny. Jeśli jednak okaże się nieprawdziwa, konsekwencje ponosić będzie cały rynek – a w pierwszej kolejności producenci.
Dlatego przesłanie z wilanowskiej debaty było jasne: koniec z grą prognozami. Czas na dane, które pozwolą podejmować decyzje na podstawie rzeczywistości, a nie oczekiwań.
Nie przegap najnowszych wiadomości
Sadownicy polują
-
Uszkodził kilkanaście ambon myśliwskich. Usłyszał zarzuty
Siedem zarzutów dotyczących uszkodzenia mienia i narażenia osoby na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty...
-
Sadownicy polują: Polscy myśliwi padają ofiarą agresji?
Taka teza pojawia się w artykule pt. „O agresji wobec myśliwych” autorstwa prof. dr hab. Dariusza...
-
Sadownicy polują: Czy godzi się zabijać zwierzęta dla trofeów?
Stosunek większości Polaków do zabijania dzikich zwierząt przez myśliwych jest taki, że działanie to...
Najnowsze artykuły
- Dopłaty do paliwa i nawozów - projekt rozporządzenia gotowy
- Gala przed zbiorem – jakie zabiegi na ostatniej prostej?
- 26. Dzień Otwarty Sadu Doświadczalnego SGGW – nauka, praktyka i debata o przyszłości sadownictwa
- Czy 2,7 mln ton to realna prognoza zbiorów jabłek?
- Dlaczego w chłodniach zostało tyle jabłek?
- Ostatni zabieg przed zbiorem decyduje, ile owoców sprzedasz po przechowywaniu
- Bioagris – technologie sprawdzone na plantacjach produkcyjnych


Komentarze
Jest masa jest kasa