Śliwki idą na sortowanie
Polecane

Śliwki idą na sortowanie

Całkowicie przez przypadek dowiedziałem się, że na rynku owoców wyrasta nam nowa patologia. Otóż na rynku śliwek pojawiła się opcja sprzedaży tych owoców „na sortowanie”, podobnie jak od lat funkcjonuje to w przypadku jabłek. Na szczęście, do tej pory w tej gałęzi owocowego rynku takie praktyki raczej nie występowały. Zamawiający określał parametry (rozmiar, kolor, uszkodzenia, dopuszczalny odsetek odchyleń), a dostarczony przez producenta towar podlegał kontroli. Jeśli spełniał kryteria – był przyjmowany. Jeśli ktoś narwał byle czego – wracał z pudełkami do domu.

Teraz jednak jedna firma (o jednej na pewno wiem) żąda dostarczenia owoców o określonych parametrach, ale zapowiada, że zostaną one dodatkowo przesortowane, a dopiero wynik tego sortowania będzie podstawą wystawienia PZ i faktury. Wiecie Państwo, w jakiej cenie będzie odsort? Zero złotych.

Kiedy to usłyszałem, najpierw się roześmiałem. Ale szybko mi przeszło, bo uświadomiono mnie, że jest całkiem spore grono sadowników chętnych do takiej formy sprzedaży. Wtedy się przeraziłem.

Stali czytelnicy moich artykułów wiedzą, jaki mam stosunek do idei sortowania jabłek. Nowym pragnę wyjaśnić, że uważam to za jedną z największych patologii naszej branży – źródło oszustw, nieufności panującej na rynku, a także za kamień uwiązany u szyi, który nie pozwala sadownictwu wyjść z problemów.

Jeśli teraz producenci śliwek zgodzą się na takie arbitralne ustalanie wartości towaru przez kupującego, to naprawdę nie będzie czego żałować. Doskonale rozumiem, że sezon przymrozkowy jest trudny jakościowo, a owoce odbiegają od wieloletniej normy. Jednak jeśli producenci choć raz pozwolą firmom na takie praktyki, zaraz reszta sięgnie po to samo rozwiązanie, by nie wypaść z konkurencji w wyścigu cenowym w dół.

To presja marketów inicjuje ten wyścig, ale te cyrki z sortowaniem są sposobem przerzucania ryzyka pośrednika na producenta. A na to pozwolić nie można. Sadownik ma swoje ryzyka, z którymi się mierzy i często mocno obrywa. Pośrednik powinien mieć swoje, za to przecież dostaje udział w marży. Jeśli ma problem z szacowaniem jakości kupowanego towaru, to niech zmieni pracę, bo właśnie to jest clou całego pośrednictwa handlowego.

Pewnie zaraz rzucą się na mnie obrońcy sortowni, grup i handlarzy, ale nie mam problemu z ich reakcjami. Niech sobie mówią, mnie zależy na interesie sadownika. Sadownictwo bez sortowni przetrwa. Sortownie bez sadowników – nie.

Pisałem już, że zaraz po powzięciu tej „cudownej” informacji towarzyszył mi śmiech, który potem przerodził się w przerażenie, że sadownicy naprawdę chcą oddawać swoje śliwki na sortowanie. Z czasem jednak śmiech wrócił, tym razem w tonie kpiarskim. Może to dobrze, że handlarze docisną producentów do końca? Niech ich wykończą i doprowadzą do całkowitego upadku. Od dawna powtarzam: problem nadprodukcji owoców w Polsce to pikuś w porównaniu z nadmiarem samych sadowników. Pierwszorzędną kwestią jest, aby nas było po prostu mniej.

Niech więc sortownie wykończą swoich dostawców – same przy okazji też się wykończą, bo bez ich towaru ten biznes nie ma sensu. A gdy zostanie nas garstka, może wreszcie zaczniemy dostawać godziwe pieniądze za swoje śliwki czy jabłka – i to bez zbędnego pośrednictwa handlarzy.

Panowie Sadownicy, Panowie Śliwkarze – miejcie choć odrobinę poczucia własnej godności i nie godźcie się na sortowanie Waszych śliwek ani na oddawanie odsortu za darmo.

Nie przegap najnowszych wiadomości

icon googleObserwuj nas w Google News

Powiązane artykuły