Eksport, WDT i clickbait
Polecane

Eksport, WDT i clickbait

Zapewne przeczytali już Państwo artykuły w sieci, z których wynika, że bijemy rekordy w eksporcie jabłek, a ceny Gali czy Red Capa rosną. Sprzedawcy mają ogromne ilości zamówień, uwijają się jak w ukropie i tylko patrzeć, jak będziemy mieli ceny po 2 zł/kg w skrzyni. Wszystko to wynika z danych dotyczących eksportu jabłek za wrzesień i październik 2025, które są bardzo optymistyczne. We wrześniu 2025 mieliśmy 11 tysięcy ton, a w październiku aż 33 tysiące ton. To bardzo dobry wynik, patrząc na październik 2024, kiedy to mieliśmy raptem 21 tysięcy ton. Należy więc sukces docenić.

Problem polega na tym, że wyciągamy z tego niekiedy absurdalne wnioski o rekordowym popycie na polskie jabłka za granicą i wpływie, jaki ma to mieć na nasz rynek. Niestety, prawdziwy obraz jest bardziej skomplikowany. To, że mamy świetny eksport, jest bez wątpienia pozytywne, ale trzeba sobie odpowiedzieć, co właściwie oznacza słowo „eksport”. W powszechnym rozumieniu jest to wywóz jabłek za granicę, ale sprawa jest nieco bardziej złożona, ponieważ funkcjonujemy w unii celnej.

Te hurraoptymistyczne dane, którymi media epatują, pochodzą z PIORIN-u i dotyczą eksportu w rozumieniu przepisów prawa, czyli wyprowadzenia towaru poza unijny obszar celny. Eksportem są więc dostawy do Egiptu czy Jordanii. W świetle tych statystyk eksportem nie jest natomiast wysyłka owoców do Niemiec, Czech czy na Litwę.

W roku 2024 – we wrześniu, październiku, a właściwie w całym sezonie – największym odbiorcą polskich jabłek były Niemcy. Ponieważ są to dostawy wewnątrzunijne, nie są one traktowane jako eksport i PIORIN nie uwzględnia ich w swoich statystykach. Wciąż nie wiemy, ile jabłek wysłaliśmy do Niemiec w tym roku, ale prawdopodobnie znacznie mniej. W ubiegłym roku same Niemcy kupowały we wrześniu i październiku po 11 tysięcy ton naszych jabłek, głównie do przetwórstwa. Do tego dochodziła również Holandia z kilkoma tysiącami ton. WDT (wewnątrzwspólnotowe dostawy towarów) były większe niż cały polski eksport. Same Niemcy kupowały rok temu więcej niż Egipt w tym roku, a gdzie jeszcze Holandia czy Austria.

To właśnie dostawy WDT odpowiadały za wysokie ceny jabłek dla różnych kategorii przetwórstwa w roku ubiegłym i to ich brak (bo nie mamy jeszcze danych) najprawdopodobniej odpowiada za słabsze ceny w tym roku. Skoro mamy duże wysyłki pozaunijne, w których wywożone są głównie Gala Royal, Red Delicious, w mniejszej skali Golden Delicious czy Red Jonaprince, to popyt i ceny na ten segment owoców utrzymują się na dobrym poziomie, a może nawet rosną. Niektórzy skrzętnie wykorzystali to do swoich clickbaitowych tytułów.

Wcale nie rekordowa ilość jabłek opuszcza terytorium Polski – faktycznie większe ilości owoców wysyłaliśmy w roku ubiegłym. Na jednym z konkurencyjnych portali zwrócił na to uwagę przedstawiciel jednej z grup producenckich działających w rolnictwie ekologicznym, choć chyba umknęło to stałym komentatorom w branży.

Nie twierdzę, że ten sezon będzie lepszy czy gorszy od poprzedniego. Chciałbym jednak, abyśmy rozmawiali o faktach, a nie przyjmowali za pewnik nagłówki obarczone wykrzyknikami, szczególnie jeśli połowa komentatorów nie dostrzega różnicy między eksportem a WDT. Swoją drogą sytuacja Gali Royal czy Red Delicious pokazuje, że chyba jednak nie ma prostego powiązania pomiędzy cenami jabłek deserowych i przemysłowych.

Nie przegap najnowszych wiadomości

icon googleObserwuj nas w Google News

Powiązane artykuły