Związek z rozsądku, nie z miłości
Powoli kończymy okres zimowego cięcia sadów i – jak co roku – robimy to z wykorzystaniem pracowników z Ukrainy. Sam dość mocno popieram zatrudnianie pracowników dorywczych zamiast „profesjonalnych zespołów”. Kilka razy już o tym pisałem, więc streszczę tylko swoją myśl: skoro nie widać różnicy, to po co przepłacać? Oczywiście są też ekipy wartościowe, które znają fach, widzą różnicę między klikaniem a amputacją gałęzi. Jednak to rzadkość – większość składu tych „firm” to ludzie, którzy nie rozróżniają Gali od Szampiona.
W ogóle od kilku lat obywatele Ukrainy są główną siłą roboczą w naszych sadach i na plantacjach. Zrywają truskawki, borówki, maliny, czereśnie, gruszki i jabłka, później je sortują i pakują, a na koniec przycinają krzewy i drzewa. Bez ich pomocy nie byłoby naszego sadownictwa. Trzeba jednak uczciwie przyznać, że nie są to łatwi pracownicy. Wbrew powszechnej narracji Ukraińcy nie są nam bliscy kulturowo. Choć to sąsiedni naród i językowo nam bliski, to kulturowo bardzo odległy, bo pochodzi z cywilizacji turańskiej, a my z łacińskiej. Jeśli ktoś ma ochotę bliżej poznać te różnice, proponuję sięgnąć do wielkiego dzieła Konecznego o cywilizacjach, tam jest to dokładnie opisane.
My natomiast tych różnic doświadczamy na co dzień i przyznam się Państwu, że nie pamiętam spotkania z sadownikiem czy plantatorem, który nie miałby w zanadrzu jakiejś historii o Ukraińcach. Jednak nasza branża bez nich sobie nie poradzi. Wiem, że zaraz pojawią się głosy, aby dać pracę Polakom i więcej płacić, lecz to populizm, bo nie ma w Polsce miliona rąk do pracy, aby zebrać nasze owoce. Jesteśmy więc skazani na pracowników zza Bugu.Trzeba nauczyć się z nimi żyć i funkcjonować, nawet jeśli nie jest to łatwe ze względu na różnice kulturowe.
Ukraińcy wydają nam się roszczeniowi, nachalni i konfliktowi, wszystko to wynika z ich mentalności, która jest zupełnie inna niż nasza. Nas to męczy albo drażni, ale musimy z nimi żyć, więc przymykamy oko, ustępujemy i przesuwamy swoje granice. Tyle że w ich mentalności oznacza to zgodę na dalsze ustępstwa. Zarządzanie takim obcokulturowym zespołem naprawdę nie jest łatwe.
Patrząc z perspektywy lat, relacje między pracownikami z Ukrainy a sadownikami zmieniły się diametralnie. Pewne standardy musiały ulec modyfikacji: spanie po stodołach, na materacu rzuconym na „jedynki”, i mycie się przy studni musiały odejść. Jednak przesuwamy tę granicę naprawdę daleko, bo już nieraz słyszałem, jak pracownik wracał do busa i kazał się wieźć w inne miejsce, bo w mieszkaniu nie było Wi-Fi.
Dajemy im ogrzewanie, wodę, prąd czy gaz, bo chcemy traktować ich jak cywilizowanych ludzi. Liczymy, że będą z tego korzystali w miarę potrzeb. Tyle że ich mentalność pozwala im traktować darmowe media bez żadnych ograniczeń. W minionym roku plantatorzy borówki opowiadali mi, jak ich pracownicy włączali w sierpniu grzejniki do suszenia prania, choć na dworze było 25 stopni i były rozciągnięte sznurki. Jest pralka i można prać? To będziemy prać codziennie, po dwie pary spodni tylko, ale chcemy mieć czyste, więc pralka chodzi.
Takich historii mógłbym przytaczać mnóstwo. Zresztą pewnie każdy z nas zna je doskonale z autopsji. Z jednej strony nie można pozbawić ludzi dostępu do wody czy prądu, ale sposób korzystania z mediów budzi nasze zdumienie i oburzenie. Na Zachodzie popularne jest partycypowanie pracowników w kosztach energii czy wody, a nawet w kosztach kwaterunku. Widziałem już kontenery mieszkalne z licznikami prądu typu pre-paid, które zachęcają do ograniczania poboru energii. To wydaje mi się dobrym i jedynym kierunkiem na przyszłość. Wszystkie media są dostępne dla ludzi i obowiązują jasne reguły korzystania z nich.
Tematem pobocznym jest legalizacja zatrudniania tych ludzi. Mamy już nowy typ umowy dla pracowników sezonowych. Choć nie jest ona doskonała i zawiera szereg błędów (np. nie ma opcji powierzenia pracy przy cięciu drzew na tę umowę), to jednak posiadanie umów zabezpiecza obie strony. Prędzej czy później legalność zatrudnienia zacznie dominować nad nielegalnością, dość powszechną dziś.
Na dziś jednak musimy wypracować dość powszechne standardy zachowań wobec pracowników, które będą realizowały nasze – pracodawców – interesy. Przesunęliśmy się dość mocno w stronę pracowników z Ukrainy, drastycznie podniósł się poziom ich komfortu w naszych gospodarstwach i w dużej części było to konieczne i właściwe. Trzeba jednak pamiętać, że to nie my jesteśmy po to, aby dawać im pracę, lecz oni są po to, aby zarabiać dla nas pieniądze. Należy zbudować taki model zasad zatrudniania, który zabezpieczy nasze interesy, bo do tej pory, od kilkunastu lat, tylko polepszaliśmy pozycję pracowników.
Nie przegap najnowszych wiadomości
Sadownicy polują
- Uszkodził kilkanaście ambon myśliwskich. Usłyszał zarzuty
Siedem zarzutów dotyczących uszkodzenia mienia i narażenia osoby na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty...
- Sadownicy polują: Polscy myśliwi padają ofiarą agresji?
Taka teza pojawia się w artykule pt. „O agresji wobec myśliwych” autorstwa prof. dr hab. Dariusza...
- Sadownicy polują: Czy godzi się zabijać zwierzęta dla trofeów?
Stosunek większości Polaków do zabijania dzikich zwierząt przez myśliwych jest taki, że działanie to...
Najnowsze artykuły
- AVALON – trzy precyzyjne programy nawożenia dolistnego stworzone dla nowoczesnego sadownictwa i plantacji jagodowych
- Zimny tydzień przed nami. Przymrozki, silny wiatr i deszcz ze śniegiem
- #4 Komunikat sadowniczy – różowy pąk, Zbigniew Marek, 20.04.2026
- Porzeczka kwitnie – kluczowe zabiegi na plantacji
- Wysokie zagrożenie parchem jabłoni
- Nawet -9°C przy gruncie. Przymrozki obejmą większość kraju
- Zagrożenie przymrozkami na bazie mokrego termometru KOMUNIKAT Farm Smart Alert: 20.04.2026


Komentarze
Dać warzywa i wozić co 3 dni do biedronki po tanie piwo
Nie wolno kontrolować rozliczać z pracykrzywe spojrzenie oznacza rezygnację
SAmi sadownicy do tego doprowadzili
Teraz norma to przeplacanie i 500 zł od glowy za osobę do zbioru... 20 mało kto już płaci
Tylko oficjalnie jazdy płaci 18 zł i nic nie daje kierowcy
Ludzi z cywilizacji turańskiej lub tych którzy byli długo pod butem mongolskim można określić w dwóch zdaniach:
Im mocniej go poglaszczesz tym on mocniej cię kopnie.
Im mocniej go ty kopniesz tym on mocniej cię pogłaszcze.