Cena polskiego jabłka musi odstawać?
Przymrozki, które znacznie ograniczyły produkcję jabłek w Europie, teoretycznie otworzyły polskim jabłkom szansę na pozytywne zaprezentowanie się na europejskich (ale nie tylko) rynkach. Bo skoro jabłek mniej, to i konkurencja mniejsza. A warto zauważyć, że chociaż szkody wystąpiły i w naszym kraju, nie były tak dotkliwe, jak chociażby w przypadku Niemiec. Niestety, jak się okazuje, także wyższy niż zazwyczaj popyt nie gwarantuje sukcesu…
Zacznijmy jednak od początku. A w zasadzie od października. Jak mówią teraz niektórzy (owszem, z perspektywy czasu łatwiej być mądrzejszym) wygrał ten, kto sprzedał jabłka prosto z drzewa. Ceny były wówczas bardzo atrakcyjne. Ale skoro cała Europa mówiła o startach i handel rozpoczął się od wysokich stawek, większość producentów zadeklarowała, że towar zamyka w „kontroli”, często także z „przemysłem”. Bo przecież ceny muszą być jeszcze wyższe. Ale nie były… Zainteresowanie polskim jabłkiem było duże, ale podobno transakcje rozbijały się o ceny. Odbiorcom nie odpowiadało, że za polskie jabłka też trzeba zapłacić wyższą stawkę.
Ceny zaczęły więc spadać. I w momencie, kiedy zagraniczne media informowały o zadowolonych z cen włoskich i niemieckich producentach, w Polsce stawki były wyższe niż zazwyczaj, ale nie osiągały takich poziomów, na jakie wszyscy liczyli. Tym bardziej deprymował fakt, że z każdej strony do Polski napływały pogłoski o deficytach i rosnących cenach. Polskie jabłka po prostu muszą być tańsze?
Problem jest bardzo wyraźny, ale trudno wyjaśnić skąd się bierze. W latach z „normalnymi” zbiorami wytłumaczeniem może być nadprodukcja. Jednak, w tym sezonie z całą pewnością można mówić o brakach. Dziś w Europie ceny jabłek wahają się w granicach od 0,70 – 1,00 eur/kg (mowa o surowcu, czyli jabłkach w skrzyniach, nie o gotowym produkcie detalicznym). W Polsce sprawa wygląda inaczej – jabłka osiągają ceny od 1,60 do 2,40 zł/kg, czyli od 0,38 do 0,57 eur/kg. Rozdźwięk jest więc bardzo duży.
Włoscy analitycy rynku donoszą, że Gala powinna skończyć się w tym kraju w marcu. Niestety, jak na razie nie wpływa to na ceny uzyskiwane za tę odmianę, bo trzeba zauważyć, że nie zmieniły się znacząco w zasadzie od września. Zagadki nie pomaga nam rozwikłać fakt, że ceny polskich odmian takich jak Topaz czy Boskoop już dawno osiągnęły bardzo wysokie ceny, nieodbiegające od zachodnich, podobnie jak Lobo i Cortaland, którymi handluje się na rynkach hurtowych.
Czy ceny jednak wzrosną? Zdaniem wielu jest to nieuniknione. Czy jednak jakość jabłek w chłodniach nie pokrzyżuje planów sadowników, którzy zdecydowali się na długie przechowalnictwo?
Nie przegap najnowszych wiadomości
Sadownicy polują
- Uszkodził kilkanaście ambon myśliwskich. Usłyszał zarzuty
Siedem zarzutów dotyczących uszkodzenia mienia i narażenia osoby na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty...
- Sadownicy polują: Polscy myśliwi padają ofiarą agresji?
Taka teza pojawia się w artykule pt. „O agresji wobec myśliwych” autorstwa prof. dr hab. Dariusza...
- Sadownicy polują: Czy godzi się zabijać zwierzęta dla trofeów?
Stosunek większości Polaków do zabijania dzikich zwierząt przez myśliwych jest taki, że działanie to...
Najnowsze artykuły
- Ochrona sadu przed upałami: monitoring, nawadnianie i biostymulacja
- Nadchodzi ekstremalny żar. Temperatury sięgną nawet 39°C!
- Mauzer przygniótł bawiące się dzieci. Dwóch 8-latków trafiło do szpitala
- Komunikat sadowniczy, Dariusz Ziarko, 24.06.2026
- Przed upałami: Jak chłodzić rośliny i stymulować fotosyntezę?
- Jędrne jabłka bez chorób przechowalniczych
- Afera z nawozami. Magazynierzy sprzedawali „na lewo”, strata ponad pół miliona złotych


Komentarze