Borówkowa panika napędza spadek cen
Polecane

Borówkowa panika napędza spadek cen

Już od kilku dni borówki zaczęły wyraźnie tanieć, doprowadzając plantatorów do pasji. Doskonale wiedzą oni, że owoców jest mniej niż w latach ubiegłych i spokojnie można by utrzymać wyższe ceny. Skąd więc ten nagły spadek?

Z rozmów z plantatorami i firmami handlowymi wyłania się obraz paniki wśród części producentów, którzy są gotowi oddawać owoce za bezcen. Widać wyraźnie, że plantacje niechronione przed wiosennymi przymrozkami, nawet jeśli owoce na nich ocalały, teraz reagują przedwczesnym opadaniem. Nawet zielone borówki potrafią spadać, więc wielu decyduje się na zbiór niedojrzałych owoców, byle tylko wyprzedzić naturę.

Takie owoce można jeszcze przez chwilę potrzymać w punetkach, złapią nieco koloru i przejdą kontrolę jakości. Taki towar trzeba jednak sprzedać jak najszybciej. Nie ma tu mowy o dłuższym przechowywaniu, więc zaczyna się peregrynacja po punktach skupu i prośby o przyjęcie towaru. Często bez żadnych negocjacji cenowych. Ludzie z branży mówią o całych paletach dostarczanych „w komis”, pośrednik ma sprzedać towar za tyle, ile się da, a potem ewentualnie podzielić się zyskiem z dostawcą.

Dodatkowo dochodzi kwestia rozmiaru owoców. Te uszkodzone przez wiosenne temperatury przestały rosnąć i trudno za nie uzyskać lepszą cenę. Oczywiście mamy też „promocje” borówek w marketach, bo trwa szczyt sezonu. Ale w Polsce promocja to nie kampania wizerunkowa, nie degustacje ani marketing, tylko po prostu niższa cena.

Borówkarze przeżywają dziś to samo, co od lat dotyka producentów jabłek: zbyt wielu producentów i rynek opanowany przez pośredników. Jeszcze kilka lat temu ci plantatorzy byli elitą ogrodniczego świata. Teraz profesjonaliści klną na szrot, którym handlują markety, i zaciskają zęby widząc pleśń w punetkach. Pośrednicy jednak dalej dostarczają tani i słabej jakości towar do sieci. Dlaczego mieliby przestać, skoro producenci w panice błagają, by ktoś zabrał ich zbiory? Lepiej dostać 10 zł za kilogram, niż nie dostać nic, zwłaszcza że za dwa dni owoce mogą spaść z krzaków.

Choć sieci handlowe coraz częściej deklarują, że bezpośredni zakup od producentów daje lepszy towar, to ostatecznie i tak decyduje cena. Tym bardziej że spadki cen u pośredników napędzane są paniką samych plantatorów, którzy chcą zdążyć przed opadaniem owoców.

Część producentów próbuje budować inne kanały zbytu, szukając na szybko zagranicznych importerów. Ale to wymaga i czasu, i skali produkcji, a tego obecnie brakuje. Inni liczą, że sezon szybko się zakończy, bo owoce wcześnie się osypują. Może więc uda się zarobić na przechowalnictwie i sprzedaży po zakończeniu zbiorów.

Dla producentów szczególnie deprymujące jest to, że w sezonie z mniejszą produkcją, po przymrozkach, nie dość że handel zaczął się późno, to jeszcze pojawiła się tak silna presja podażowa. Niestety, borówki stały się drugimi jabłkami, także borykają się z nadmiarem producentów, z których wielu nie ma żadnego pomysłu na zagospodarowanie plonów. I jak zwykle, najbardziej korzystają na tym pośrednicy i markety.

Komentarze  

0 #1 Zenek 2025-07-31 08:18
Drogi autorze, jabłka to w tym roku wysypaliśmy przecież na przemysł :lol:
Cytować

Nie przegap najnowszych wiadomości

icon googleObserwuj nas w Google News

Powiązane artykuły