Zapylenie sztuczne lub naturalne - dwie strategie na kwitnienie leszczyny. Kto zyskał, kto stracił?

 

Leszczyna jest rośliną jednopienną, co oznacza, że występują na niej jednopłciowe kwiaty męskie i żeńskie. Charakteryzują się odmienną budową. Kwiaty męskie są zgrupowane w dobrze nam znane, długie, nitkowate, zwisłe kwiatostany. Pylą obficie na żółto. Z kolei kwiaty żeńskie występują w pąkach na krótkopędach.

Zapylenie odbywa się za pośrednictwem wiatru, który strząsa pyłek z kwiatów męskich i przenosi go na znamiona kwiatów żeńskich.

Warto wziąć jednak pod uwagę, że kwiatostany męskie rozwijają się wcześniej od żeńskich, są zatem narażone na wymarzanie. O ile nieliczne uszkodzenia są bez znaczenia, gdyż kwiaty męskie produkują bardzo dużą ilość pyłku, to już zniszczenie przez mróz 60% kwiatostanów męskich spowoduje, że pyłku będzie zbyt mało i duża część kwiatów żeńskich nie zawiąże owoców, a plon się zmniejszy.

W obliczu tego problemu możliwe są dwie strategie: pierwsza - nierobienie niczego; zdanie się na działanie sił przyrody i zapylenie naturalne.  Druga - zapylenie sztuczne.

Zapylenie sztuczne ma na celu ochronę kwiatostanów męskich przed mrozami. Przeprowadza się je następująco: w grudniu wycina się pędy z zawiązkami kwiatostanów męskich, które zostałyby usunięte podczas wiosennego cięcia.  Następnie wiąże się je w pęczki, po czym umieszcza w ciemnym, chłodnym pomieszczeniu, wetknięte w wilgotny piasek. Wraz z końcem stycznia pędy należy przenieść do ciepłego miejsca i umieścić w naczyniu z wodą. Pobudzi to kwiatostany do rozwoju. Ich pyłek trzeba strząsnąć i zebrać do naczynia. Potem zmieszać z wodą i wykonać oprysk w okresie kwitnienia kwiatów żeńskich.

Skontaktowałem się z dwoma znajomymi, którzy uprawiają leszczynę. Jeden z nich posiada plantację w Lubelskiem, drugi w Kieleckiem. Ciekawie się złożyło - pierwszy zdał się na zapylenie naturalne, drugi – jak co roku, wykonał sztuczne zapylanie.

Ten, który nie przeprowadza sztucznego zapylania, twierdzi, że przy obecnych warunkach klimatycznych nie należy spodziewać się srogich mrozów w marcu. Przymrozki, nawet jeśli zniszczą część męskich kwiatów, nie wyrządzą większych strat i nie powinny mieć większego wpływu na ostateczny wynik z uprawy. Znacznie poważniejszymi zagrożeniami są choroby i szkodniki leszczyny, na walce z którymi radzi się skoncentrować. Wielkim problemem jest monilioza leszczyny – choroba grzybowa wywołująca straty w plonie sięgające 80%, zdolna pogrążyć plantatora.

To właśnie niewielka liczba preparatów zarejestrowanych do ochrony  leszczyny, systematyczne wycofywanie kolejnych, ale unikanie tworzenia rozwiązań alternetywnych, jest według niego głównym czynnikiem zniechęcającym sadowników do produkcji orzechów laskowych. Silnym ciosem było wycofanie w 2019 roku decyzją Komisji Europejskiej preparatów opartych na tiuramie (np. Sadoplonu 75 WP), które były zalecane do walki z moniliozą. Obecnie plantatorzy leszczyny mogą polegać jedynie na preparatach miedziowych oraz garstce innych środków. Albo też – podjąć ryzyko oprysku preparatami, które nie mają rejestracji w leszczynie, pod groźbą grzywny i utraty dopłat.

Zwolennik sztucznego zapylania stosuje je od lat i stosować będzie. Plantacja leszczyny jest jego głównym źródłem dochodu, a więc nie chce mieć sobie do zarzucenia, że z powodu własnych zaniedbań będzie musiał ponieść straty. Pouczyły go zresztą doświadczenia z przeszłości, kiedy tracił pokaźną część plonu z powodu wymarzania kwiatów męskich. Nawet łagodne zimy nie skłonią go do zaniechania sztucznego zapylania, gdyż boi się o stratę plonu, a plantację ma w lokalizacji, w której mrozy zdarzają się często.

Obydwaj panowie nie obawiają się braku pracowników sezonowych w związku z epidemią koronawirusa – większość prac na plantacji leszczyny można wykonać samodzielnie, ewentualnie z pomocą rodziny. Zbiór jest mechaniczny lub też wydmuchuje się orzechy do międzyrzędzi przy pomocy dmuchaw, zgrabia, a następnie przebiera. Są dobrej myśli co do tegorocznego zysku z plantacji.

Który zyskał? Zadowoleni są obydwaj – pierwszemu ryzyko się opłaciło, kwiaty mu nie wymarzły, a on zaoszczędził na zabiegu. Z kolei drugi mógł spać spokojnie.

Powiązane artykuły